- WIADOMOŚCI
Zarządzanie strachem i podziałami. Tak rosyjskie służby rozsadzają państwo od wewnątrz
Rosyjski wywiad to nie tylko szpiedzy polujący na tajemnice państwowe, lecz maszyna nacisku hybrydowego, której celem jest niszczenie zaufania i podsycanie podziałów i szukanie słabych punktów społeczeństwa. Estońska Służba Bezpieczeństwa Wewnętrznego w swoim najnowszym raporcie obnaża metody działania Kremla. Podczas gdy Estonia transparentnie punktuje wroga, Polska od dekady milczy.
W estońskim postrzeganiu bezpieczeństwa Rosja nie jest traktowana jako niebezpieczny sąsiad ani nawet wyłącznie państwo prowadzące brutalną wojnę przeciw Ukrainie. W corocznym raporcie Estońskiej Służby Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KAPO), opublikowanym 14 kwietnia 2025 roku jest ona przede wszystkim przeciwnikiem, który działa długofalowo i systemowo: nie tylko zbiera informacje, lecz także niszczy zaufanie, podsyca podziały, szuka słabych punktów społeczeństwa i sprawdza, jak daleko może się posunąć, zanim napotka twardą odpowiedź państwa.
Tak więc ogólny obraz zagrożenia się – według KAPO – nie zmienił, a głównym przeciwnikiem Estonii była, jest i w dającej się przewidzieć przyszłości pozostanie Rosja z jej imperialnym sposobem myślenia. W raporcie nie opisuje rosyjskiego wywiadu jako zamkniętego świata szpiegów rodem z zimnowojennych opowieści. Rosyjski aparat bezpieczeństwa jest pokazany jako maszyna nacisku hybrydowego, która działa równocześnie przez FSB, GRU i SWR, ale też przez propagandę, media społecznościowe, wpływ polityczny, struktury religijne, internetowy werbunek, sabotaż i cyberataki. Celem nie jest wyłącznie pozyskiwanie tajemnic państwowych. Celem jest osłabienie państwa od środka, tak aby stało się bardziej nerwowe, bardziej podzielone i mniej odporne.
Skalę problemu najlepiej pokazują nie ogólne oceny KAPO, lecz konkretne nazwiska i konkretne decyzje państwa estońskiego. W części kontrwywiadowczej raportu opisano dziewięć osób uznanych za działające na rzecz rosyjskich służb albo świadomie z nimi współpracujące. Siedem z nich zostało skazanych, a dwie – Sergei Filatov i Stanislav Matlak – wydalone z Estonii. Dodatkowo w osobnej części raportu KAPO wymienia jeszcze cztery następne osoby usunięte z kraju z powodów bezpieczeństwa, ze względu na ich związki z rosyjskimi służbami lub przygotowania do dalszych działań. W sumie daje to sześć wydaleń opisanych w samym tylko fragmencie raportu poświęconym działalności kontrwywiadowczej.
Jeszcze istotniejsze od samej liczby są jednak profile tych ludzi. Raport pokazuje jasno, że Moskwa nie opiera się na jednym typie agenta. Wśród opisanych osób są obywatele Estonii, osoby z podwójnym obywatelstwem estońsko-rosyjskim, obywatele Rosji, Ukrainy, Mołdawii i Izraela. Skazani zostali między innymi Erna Moiseyeva, Ivan Dmitriev, Igor Lobin, Vyacheslav Yefimov, Pavel Kapustin, Anatoly Privalov i Ivan Chihaial. Wydaleni zostali między innymi Sergei Filatov i Stanislav Matlak, a osobno raport wskazuje też na Denisa Tena, Davida Arutyunyana, Andreia Zhuravlova i Kirilla Kudriavtseva jako osoby usunięte z Estonii z powodów bezpieczeństwa.
Raport pokazuje, że z perspektywy rosyjskich służb wartość operacyjna nie zależy wyłącznie od formalnej pozycji danej osoby. Istotne znaczenie mają także lokalne relacje, znajomość pogranicza, orientacja w infrastrukturze oraz zdolność poruszania się w środowisku rosyjskojęzycznym. Nie szuka ona dostępu do ludzi zajmujących ważne stanowiska państwowe, lecz użytecznych – takich, którzy mają dostęp, kontakty, lokalne zakorzenienie, wiedzę o granicy, infrastrukturze albo środowisku rosyjskojęzycznym.
Wręcz ikonicznym przykładem tego mechanizmu jest sprawa Igora Lobina. We wrześniu 2025 roku został on skazany na pięć lat pozbawienia wolności za prowadzenie i wspieranie działalności wywiadowczej przeciwko Estonii. Według KAPO realizował on zadania na rzecz FSB. Z opublikowanego raportu wynika, że nie był on jedynie wykonawcą zadań wywiadowczych, lecz osobą działającą na styku aktywności politycznej, środowiska rosyjskojęzycznego i operacji wpływu.
Pod jego przywództwem przedstawiciele organizacji powiązanych z rosyjskimi działaniami nastawionymi na pogłębianie podziałów społecznych i politycznych w Estonii startowali w wyborach lokalnych w Narwie w 2017 i 2021 roku z listy Patriot. Pokazuje to, że rosyjskie służby interesowały się nie tylko pozyskiwaniem informacji, ale również budowaniem lokalnego wpływu politycznego i społecznego. Z tej racji jest on w raporcie ukazany nie tylko jako współpracownik służb, lecz jako przykład osoby użytecznej jednocześnie w wymiarze wywiadowczym, politycznym i propagandowym.
Wystarczy człowiek uwikłany, podatny, zależny
Jeśli sprawa Lobina pokazuje polityczny wymiar zagrożenia, to sprawa Svetlany Burcevej odsłania jego wymiar informacyjny. KAPO opisuje ją jako osobę działającą na rzecz objętego sankcjami rosyjskiego aparatu propagandowego. Po zamknięciu estońskiego oddziału Rossiya Segodnya zaczęła pisać dla Baltnews, (portal działający w przestrzeni państw bałtyckich skierowany dla zamieszkałej tam ludności rosyjskojęzyczej, powiązany z państwową grupą Rossiya Segodnya i wykorzystywany do szerzenia prokremlowskiej propagandy oraz narracji wpływu).
Używała przy tym pseudonimu „Alan Torm”, a publikowane przez nią teksty powielały standardowy zestaw rosyjskiej narracji: że Estonia jest rusofobiczna, że gloryfikuje nazizm, prześladuje Rosjan, że nie jest ona suwerenna i działa według instrukcji Zachodu. W raporcie przywołano nawet jej słowa: „Służę Rosji”. W październiku 2025 roku sąd utrzymał wyrok sześciu lat pozbawienia wolności za naruszenie sankcji międzynarodowych i zdradę. Oznacza to, że estoński wymiar sprawiedliwości nie potraktował tej działalności jako samej publicystyki czy propagandy, lecz jako aktywność wpisującą się w operacyjne działania na rzecz obcego państwa.
Ta sprawa jest jeszcze ciekawsza, gdy spojrzeć na jej zaplecze. Burceva studiowała w ramach programu „Wojna informacyjna i konflikty hybrydowe” na Sewastopolskim Uniwersytecie Państwowym. Według KAPO programem tym kierował Andriej Manojło, profesor Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego im. Łomonosowa jednoznacznie powiązany z FSB. Jego oficjalna biografia opublikowana przez Moskiewski Uniwersytet Państwowy im. M. W. Łomonosowa, potwierdza, że ukończył on Sewastopolski Uniwersytet Państwowy, a następnie Akademię Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, po czym związał się zawodowo z Wydziałem Politologii tej uczelni.
Raport KAPO wskazuje dodatkowo, że Manojło funkcjonuje w rosyjskim środowisku operacji informacyjnych i jest powiązany z prywatną firmą R-Techno. Natomiast analizy poświęcone rosyjskim uczelniom wskazują, że wspominany Sewastopolski Uniwersytet Państwowy odgrywa istotną rolę jako zaplecze kształcenia kadr zajmujących się wojną informacyjną. Zestawienie tych informacji pozwala lepiej zrozumieć rosyjski model działania: propaganda nie jest tam zjawiskiem improwizowanym, lecz obszarem profesjonalnie szkolonym, instytucjonalnie osadzonym i podporządkowanym określonej logice doktrynalnej.
Jeszcze bardziej charakterystyczny dla praktyki działania rosyjskich służb jest przypadek, ale przez to może nawet groźniejszy, jest wątek FSB i Służby Granicznej FSB. Raport KAPO pokazuje, że jej funkcjonariusze wykorzystują przejścia graniczne do profilowania ludzi, badania ich podatności i przygotowywania gruntu pod werbunek. Pytają o cel podróży, rodzinę, miejsce pobytu, poglądy na wojnę. Interesują ich kierowcy, mieszkańcy pogranicza, członkowie Estońskiej Ligi Obrony, osoby związane z infrastrukturą krytyczną i wszyscy ci, którzy mogą coś zobaczyć, przekazać lub ułatwić. To bardzo rosyjskie rozumienie wywiadu: wartością nie jest tylko tajemnica państwowa. Wartością jest również drobna informacja, dostęp do ludzi, możliwość obserwacji i gotowość do wykonania małego zadania.
Z tej racji opisana w raporcie sprawa Stanislava Matlaka jest wręcz kanoniczna. Matlak – obywatel Ukrainy mieszkający w Estonii – współpracował z FSB, kupując anonimowe karty SIM estońskich operatorów i przekazując ich numery swojemu prowadzącemu, oficerowi FSB Maksimowi Miszustinowi. Numery te były później wykorzystywane do aktywacji kont w komunikatorach używanych przez rosyjską służbę w innych operacjach. Co szczególnie ważne, raport wskazuje, że Matlak nie działał dla pieniędzy, lecz z obawy o rodzinę i majątek pozostające w Rosji i na terytoriach okupowanych. To znów pokazuje rosyjską praktykę: skuteczny werbunek nie musi być kupowany. Wystarczy człowiek uwikłany, podatny, zależny. Został on wydalony z Estonii i przekazany władzom ukraińskim.
Kiedy propaganda staje się najskuteczniejsza
Rosja prowadzi wrogie działania przeciw Estonii nie tylko przez agenturę, lecz także przez przestrzeń symboliczną i religijną. Dotyczy to szczególnie Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego (RKP) i podporządkowanych Moskwie struktur cerkiewnych w Estonii. KAPO stawia tu tezę bardzo mocną: religia została w Rosji wciągnięta w mechanizm władzy wykonawczej, a działalność RKP pokazuje współpracę z rosyjskimi organami bezpieczeństwa w przygotowaniu agresji przeciw Ukrainie i podczas samej wojny. W estońskim kontekście oznacza to, że część struktur podporządkowanych Moskwie nie jest postrzegana jako zwykła wspólnota religijna, lecz jako kanał wpływu politycznego, historycznego i bezpieczeństwa. Raport wskazuje konkretne nazwiska duchownych, których obecność lub działalność uznano za zagrożenie dla bezpieczeństwa.
Do tego dochodzi jeszcze dezinformacja, która po sankcjach w dużej mierze przeniosła się do mediów społecznościowych. KAPO podkreśla, że Rosja wykorzystuje social media, algorytmy i sztuczną inteligencję do wzmacniania swoich narracji, a celem jest promowanie obrazu Rosjan jako ofiar, Zachodu jako agresora i Estonii jako państwa prześladującego rosyjskojęzyczną ludność. Najważniejsze jest jednak co innego: propaganda staje się najskuteczniejsza wtedy, gdy nie mówi jej oficjalny kanał Kremla, lecz lokalny głos, ktoś pozornie niezależny, ktoś „swój”. Właśnie dlatego Burceva jest dla KAPO tak ważna. I właśnie dlatego rosyjskie operacje informacyjne są dziś groźniejsze niż toporna propaganda telewizyjna sprzed lat. One nie chcą już tylko kłamać. One chcą podszywać się pod normalność.
W raporcie równie ważny jest wątek tak zwanych one-offs, czyli jednorazowych wykonawców. Rosja ma rekrutować przez media społecznościowe ludzi do prostych aktów wandalizmu, prowokacji symbolicznych, fotografowania obiektów, malowania symbolu Z czy niszczenia pomników. KAPO wskazuje, że do takich działań próbowano pozyskiwać nawet nieletnich. To szczególnie niebezpieczny model działania, bo jest tani, rozproszony i trudny do przypisania. Państwo nie musi wysyłać własnego oficera. Wystarczy, że uruchomi serię bodźców i nagród, a wykonawcę znajdzie gdzieś na marginesie sieci. W efekcie działania hybrydowe przestają przybierać formę wyraźnie rozpoznawalnej operacji prowadzonej przez państwo. Coraz częściej wyglądają jak rozproszone incydenty społeczne, prowokacje i akty wandalizmu, które sprawiają wrażenie spontanicznych, choć w rzeczywistości są inspirowane i wzmacniane z zewnątrz.
Polska wygląda jakby nie wiedziała, z czym się mierzy?
Z tej racji najważniejszy wniosek, jaki nasuwa się z raportu KAPO, polega na tym, że rosyjski wywiad został opisany nie jako struktura skoncentrowana wyłącznie na pozyskiwaniu informacji niejawnych, lecz jako element szerszego systemu oddziaływania politycznego i społecznego. Obejmuje on zarówno klasyczne działania agenturalne, jak i operacje wpływu, dezinformację, działania psychologiczne, werbunek pośredni, wykorzystywanie środowisk lokalnych oraz wspieranie destabilizacji. Taki model działania służy nie tylko rozpoznaniu przeciwnika, ale także osłabianiu jego odporności instytucjonalnej i społecznej. Wykorzystuje on w swych działaniach politykę, religię, granicę, media, psychologię, internet i codzienną podatność ludzi.
Dlatego tez Estonia odpowiada na to twardo: skazuje, wydala, przecina kontakty, ogranicza pole manewru. Ale z raportu wynika też coś jeszcze: obrona przed takim przeciwnikiem nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy pojawia się akt oskarżenia. Zaczyna się dużo wcześniej – od odporności instytucji, od czujności społecznej i od zdolności państwa do rozpoznania, że przeciwnik nie zawsze chce wejść przez drzwi. Czasem wystarczy mu rozszczelnić ściany.
Równocześnie warto też zwrócić uwagę, że estoński raport nie jest żadnym ewenementem, lecz elementem standardu przejrzystości obecnego w wielu państwach NATO. Publiczne raporty o zagrożeniach publikują m.in. estońska KAPO, czeska BIS, niemiecki BfV czy norweska PST. Na tym tle Polska pozostaje jednym z bardziej widocznych wyjątków.
ABW po latach publikowania takich materiałów przestała przedstawiać opinii publicznej regularne, porównywalne raporty roczne o zagrożeniach kontrwywiadowczych i aktywności obcych służb – ostatni tego typu dokument opublikowano w 2015 roku. I właśnie tu pojawia się najpoważniejszy problem wizerunkowy i państwowy zarazem. Nawet jeśli analizy rzeczywiście powstają w obiegu niejawnym, to brak ich publicznego, syntetycznego odpowiednika sam w sobie produkuje fatalne wrażenie: że państwo nie ma nic do powiedzenia, nie umie objaśniać zagrożeń albo boi się własnych diagnoz.
Innymi słowy, decyzja o niepublikowaniu takich raportów może być odbierana nie tylko jako przejaw mniejszej przejrzystości, ale wręcz jako sygnał analitycznej bezradności. Państwo, które nie potrafi regularnie pokazać obywatelom, jak rozumie działania obcych służb, ryzykuje, że zacznie wyglądać jak państwo, które samo nie do końca wie, z czym się mierzy. Na tle służb publikujących coroczne raporty Polska nie wygląda wtedy na bardziej dyskretną. Wygląda na bardziej pasywną, bardziej zamkniętą i intelektualnie mniej pewną siebie.


