Reklama
  • WIADOMOŚCI

Koniec „raju dla szpiegów”. Wiedeń ostatecznie zamknie „Eldorado” dla obcych wywiadów?

Austriackie Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt ustawy karnej o szpiegostwie z 2026 roku. Ma on rozszerzyć karalność szpiegostwa tak, by obejmowała nie tylko działania wymierzone bezpośrednio w Austrię, lecz także operacje prowadzone przeciwko organizacjom międzynarodowym działającym na jej terytorium. Dlaczego projekt jest czymś więcej niż zwykłą nowelizacją?

Autor. Pixabay

Austria przez lata budowała narrację o sobie jako o neutralnym, uporządkowanym gospodarzu międzynarodowej dyplomacji. Problem polega jednak na tym, że ta wygodna opowieść coraz wyraźniej rozmijała się z rzeczywistością. Jak podają Salzburger Nachrichten, Kurier oraz Kleine Zeitung, austriackie Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt „Strafrechtliches Spionagegesetz 2026” (ustawa karna o szpiegostwie z 2026 roku), datowany na 9 marca 2026 roku. Ma on rozszerzyć karalność szpiegostwa tak, by obejmowała nie tylko działania wymierzone bezpośrednio w Republikę Austrii, lecz także operacje prowadzone przeciwko organizacjom międzynarodowym działającym na jej terytorium.

Już sam ten punkt pokazuje, że nie chodzi o drobną nowelizację, lecz o próbę zmiany bardzo starej logiki austriackiego prawa. Dotąd chroniło ono przede wszystkim samo państwo, a znacznie słabiej przestrzeń instytucjonalną, którą Austria udostępnia światu. Wiedeń zbyt długo udawał, że problem obcych służb da się przykryć statusem gospodarza, protokołem i polityczną ostrożnością.

Austria przestaje być "rajem dla szpiegów"

Jak wynika z austriackiego kodeksu karnego, w aktualnym brzmieniu § 256 karalne było dotąd prowadzenie tajnej działalności wywiadowczej zasadniczo wtedy, gdy odbywało się „na szkodę Republiki Austrii”. Jak przypomina Parlament Österreich, szpiegostwo przeciwko interesom innych państw albo przeciwko organizacjom międzynarodowym pozostawało poza tym zakresem. Innymi słowy, jeśli ktoś rozpracowywał na austriackiej ziemi nie Austrię, lecz instytucje międzynarodowe, prawo przez lata patrzyło na to z zadziwiającą powściągliwością.

To właśnie dlatego określenie „Spionageparadies”, czyli „raj dla szpiegów”, które pojawiało się w austriackiej debacie politycznej i medialnej, nie było wyłącznie publicystyczną przesadą, lecz opisem realnej luki prawnej. Jak zwraca uwagę austriacki portal ORF.at, wraz z zamykaniem rosyjskich placówek w innych krajach znaczenie Wiednia jako ośrodka wywiadowczego jeszcze wzrosło. Od początku wojny Austria wydaliła jedynie jedenastu pracowników rosyjskiej ambasady. Według danych austriackiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych obecnie przy rosyjskich placówkach dyplomatycznych akredytowanych jest około 225 osób. Jak pisał Financial Times, znaczna część z nich może być powiązana z działalnością wywiadowczą.

Reklama

Wiedeń przez wiele lat stanowił więc bezpieczną przystań nie tylko dla rosyjskich dyplomatów, ale również dla osób powiązanych z rosyjskimi interesami politycznymi, gospodarczymi i operacyjnymi. Równocześnie na terenie miasta przebywało i prowadziło swoje interesy wielu rosyjskojęzycznych biznesmenów o kryminalnej reputacji. Niektórzy z nich mieli tam przez lata swoistych rezydentów, korzystających z usług austriackich prawników i księgowych. Jednym z najgłośniejszych przykładów był Semion Mogilewicz, jeden z liderów OPG „Sołncewo”, w pewnym okresie zaangażowany w rosyjsko-ukraiński biznes gazowy z Austrią za pośrednictwem austriackiej firmy Zangas. Jak podaje portal austriackiej sieci telewizyjnej ORF, według służb USA Mogilewicz miał również wykorzystywać Raiffeisen Zentralbank i jego spółkę zależną Raiffeisen Investment jako przykrywkę dla przestępczej działalności.

Do tego dochodził jeszcze wymiar polityczny. Byli austriaccy politycy zasiadali we władzach rosyjskich firm. Wśród nich było dwóch byłych kanclerzy – Wolfgang Schüssel i Christian Kern. Ikonicznym wręcz przykładem pozostaje Karin Kneissl, była minister spraw zagranicznych, której zdjęcia tańczącej z Władimirem Putinem na jej ślubie obiegły świat. Nieprzypadkowo przez lata krążyło powiedzenie, że nawet słynne wiedeńskie walce tańczone są tam w rytmie kazaczoka.

Rozszerzona definicja szpiegostwa "na szkodę Republiki Austrii"

Na tym tle projekt zmian kodeksu karnego dotyczący szpiegostwa jest czymś więcej niż zwykłą nowelizacją. Jak piszą ORF.at, Kleine Zeitung i Die Presse, rząd chce dodać przepis, który obejmie odpowiedzialnością karną także szpiegostwo prowadzone na rzecz tajnej służby przeciwko organom, instytucjom i innym jednostkom Unii Europejskiej oraz przeciwko innym organizacjom międzyrządowym mającym siedzibę w Austrii, z karą od sześciu miesięcy do pięciu lat więzienia.

Ochroną mają zostać objęte przede wszystkim instytucje UE – takie jak Parlament Europejski czy Komisja Europejska – a także agencje unijne z siedzibą w Wiedniu, w tym m.in. Agencja Praw Podstawowych Unii Europejskiej, oraz instytucje systemu ONZ. To właśnie tutaj widać najważniejszy ciężar reformy:Austria chce wreszcie karać nie tylko uderzenie w siebie, ale też uderzenie w tych, których sama przyjęła jako państwo-gospodarz.

I trudno się temu dziwić. Jak podaje oficjalna strona The United Nations in ViennaWiedeń jest jednym z czterech głównych ośrodków ONZ na świecie. Jak wynika z oficjalnej strony Dyrekcji Bezpieczeństwa Państwowego i Wywiadu (DSN), sama DSN określa się zarówno jako policyjny organ ochrony państwa, jak i cywilny wywiad wewnętrzny, odpowiedzialny m.in. za przeciwdziałanie szpiegostwu i cyberatakom. Austria nie ma więc problemu z tym, że nie wie, czym jest zagrożenie wywiadowcze. Problem polega raczej na tym, że przez zbyt długi czas nie chciała wyciągnąć z własnej pozycji oczywistych konsekwencji. Jeśli jest się gospodarzem ONZ, agencji unijnych i innych organizacji międzynarodowych, nie da się jednocześnie udawać, że operacje wymierzone w te instytucje są tylko cudzym kłopotem rozgrywanym na własnym terytorium.

Projekt nie kończy się jednak na objęciu ochroną samych organizacji międzynarodowych. Jak podają Salzburger Nachrichten i Kurier, znacząco rozszerza on również definicję szpiegostwa „na szkodę Republiki Austrii”. W przyszłości miałby to być nie tylko czyn, który realnie zaszkodził państwu, lecz także taki, który może wywołać ryzyko naruszenia jego reputacji, bezpieczeństwa, dobrobytu albo innych konkretnych i istotnych interesów. Jak wynika z relacji obu tytułów, szkoda nie musiałaby już faktycznie nastąpić; wystarczyłaby sama zdolność działania do jej wywołania.

Jak podaje z kolei ORF.at, planowane jest więc szerokie przedefiniowanie samego pojęcia szkody dla Austrii. To oznacza zasadniczą zmianę filozofii: nie czekamy już, aż coś naprawdę wybuchnie, przecieknie albo skompromituje państwo, lecz chcemy ścigać działania już na etapie zagrożenia. Z perspektywy kontrwywiadu to ruch logiczny. Z perspektywy politycznej jest to zarazem spóźnione przyznanie, że stara definicja została napisana dla spokojniejszego świata, który już nie istnieje.

Luksus prawnej naiwności

Kolejny element reformy dotyczy rekrutacji. Jak podają Kleine Zeitung, Salzburger Nachrichten i Kurier, projekt ma kryminalizować werbowanie osób dla służb wywiadowczych, a nawet samo poddanie się takiej rekrutacji. Najbardziej aktualny wymiar tej zmiany dotyczy jednak nie filmowych superagentów, lecz ludzi od brudnej, taniej i masowej roboty. Współczesne służby coraz częściej korzystają bowiem z agentury proxy, czyli ludzi wyławianych przez media społecznościowe i komunikatory do prostych zadań: od fotografowania i rozpoznania terenu po sabotaż, loty dronami i podpalenia.

To właśnie tu widać, jak bardzo zmieniło się środowisko zagrożeń. Szpiegostwo nie zawsze zaczyna się dziś od dyplomaty z teczką. Coraz częściej zaczyna się od anonimowej wiadomości, kilku zdjęć i zlecenia na cudzy rachunek. Wiedeń, z uwagi na obowiązujące tam przez lata wyjątkowo liberalne przepisy dotyczące aktywności obcych wywiadów, wyrósł wręcz na wymarzoną przestrzeń do prowadzenia tego rodzaju operacji.

Cała ta reforma ma też bardzo konkretny polityczny cień: sprawę Egisto Otta. Jak podał Reuters, były austriacki oficer wywiadu stanął przed sądem oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji; sam nie przyznaje się do winy. Jak pisał wcześniej The Associated Press, już w 2024 roku zapowiadano zaostrzenie przepisów właśnie dlatego, że obowiązujące prawo pozwalało obcym służbom działać w Austrii zbyt swobodnie, jeśli nie uderzały bezpośrednio w samo państwo austriackie. Można więc powiedzieć brutalnie: Austria nie zmienia dziś prawa dlatego, że nagle dojrzała strategicznie.Austria zmienia prawo dlatego, że seria kompromitujących faktów, ujawnionych afer i procesów odebrała jej komfort dalszego udawania, że wszystko jest pod kontrolą.

Dlatego tego projektu nie należy traktować jedynie jako „zaostrzenia przepisów”. To raczej koniec pewnej iluzji. Przez lata Wiedeń korzystał z prestiżu miasta-organizacji, miasta-dyplomacji i miasta-pośrednictwa. Teraz zaczyna rozumieć, że w realiach rosyjskich operacji, wojny hybrydowej i sieciowego werbunku taki status nie daje immunitetu, lecz przeciwnie – czyni z Austrii cel.

Jak piszą Bloomberg i The World from PRX, właśnie ta kombinacja międzynarodowej gęstości instytucjonalnej i zbyt wąskich przepisów uczyniła z Wiednia miejsce szczególnie wygodne dla obcych służb. Projekt ustawy jest więc potrzebny. Ale jest też aktem spóźnionego realizmu. Nie dowodzi siły austriackiego państwa. Dowodzi raczej, jak długo Austria pozwalała sobie na luksus prawnej naiwności.

Reklama
Reklama