- WIADOMOŚCI
- WYWIADY
25 tys. funkcjonariuszy i większa militaryzacja. Gen. Bagan o przyszłości Straży Granicznej [WYWIAD]
Docelowo 25 tysięcy funkcjonariuszy w szeregach formacji, budowa zapory elektronicznej na granicy z Ukrainą oraz inwestycje w wozy opancerzone. Straż Graniczna przygotowuje się do przejęcia pełnej odpowiedzialności za ochronę wschodniej granicy, co w perspektywie kilku lat ma pozwolić wojsku na powrót do koszar. W formacji szykuje się też rewolucja w podejściu do zagrożeń z powietrza – nowe śmigłowce SG mają zostać wyposażone w karabiny maszynowe do kinetycznego zwalczania dronów. O trudnych początkach służby kontraktowej, wykorzystaniu doświadczeń z Ukrainy i potrzebie jeszcze większego „zmilitaryzowania” służby na wzór dawnego Korpusu Ochrony Pogranicza rozmawiamy z komendantem głównym Straży Granicznej gen. dyw. SG Robertem Baganem.
Dominik Mikołajczyk: W styczniu minął rok od uruchomienia służby kontraktowej. Jak się jednak okazało, w 2025 roku liczba przyjętych mundurowych była pięć razy mniejsza niż zakładano. Co poszło nie tak?
Gen. dyw. SG Robert Bagan, komendant główny Straży Granicznej: Służbę kontraktową wprowadzono zmianą do ustawy o Straży Granicznej, która ogłoszona została w październiku 2024 r. Przepisy zaczęły obowiązywać z końcem stycznia 2025 roku. Założenia jej powołania opierały się przede wszystkim na potrzebie wzmocnienia ochrony granicy państwowej, zwłaszcza na odcinkach zagrożonych nielegalną migracją.
Jak już wspomniałem, pod koniec stycznia weszły w życie przepisy umożliwiające rozpoczęcie proces naboru. Pojawiły się jednak wyzwania związane z ich pełną implementacją, ponieważ kluczowe rozporządzenia, w tym płacowe, zaczęły obowiązywać dopiero w połowie ubiegłego roku. Zatem w praktyce, mogliśmy przyjąć pierwszych funkcjonariuszy do służby kontraktowej dopiero w lipcu 2025 roku.
Nie będę ukrywał, że spodziewaliśmy się większego zainteresowania nową formą pełnienia służby. Jednak mimo tych wyzwań, chęć wstąpienia w nasze szeregi i tak wyraziło blisko 400 osób.
Ale tylko 100 udało się przyjąć?
Przyjęliśmy dokładnie 93 osoby, z uwagi na to, że znaczna część kandydatów nie przeszła poszczególnych etapów postępowania kwalifikacyjnego. Chcę podkreślić, że przyjęcie do służby kontraktowej również się na nim opiera. Wymagane są między innymi odpowiednie warunki psychofizyczne, a także zdrowotne, co weryfikują komisje lekarskie. Duża część kandydatów z tej grupy po prostu nie sprostała kryteriom.
Zasad jednak nie zmieniono, a – jak rozumiem – liczy Pan na to, że ten rodzaj służby będzie się rozwijał. Dlaczego w taki razie w tym roku i latach kolejnych sytuacja ma być lepsza?
Mamy nadzieję, że będzie lepiej, ponieważ w tym roku dysponujemy już pełną możliwością przyjmowania kandydatów. Nie czekamy na dodatkowe akty prawne normujące tryb postępowania czy zasady finansowania - to po pierwsze. Po drugie, to rozszerzamy możliwość pełnienia służby kontraktowej w innych obszarach naszej działalności. Zrekrutowani funkcjonariusze zostaną zaangażowani nie tylko do bezpośredniej ochrony granicy państwowej, lecz także do służby w strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców, czy w sekcjach konwojowo-ochronnych, zajmujących się doprowadzaniem osób.
Wykorzystujemy też specjalistyczną wiedzę emerytowanych funkcjonariuszy Straży Granicznej, którą nabyli w trakcie pełnienia służby, poprzez zatrudnianie ich w charakterze instruktorów (np. wyszkolenia strzeleckiego) w oddziałach i ośrodkach szkolenia. Dzięki temu, wstępując do służby kontraktowej, mogą przekazywać swoją wiedzę nowym kadrom.
Pierwotnym założeniem i potrzebą wynikającą z sytuacji było jednak utworzenie w SG oddziałów quasi-prewencyjnych do bezpośredniej ochrony granicy. Miały być one formowane wprost z funkcjonariuszy rozpoczynających służbę kontraktową. Czy ten plan jest nadal aktualny, czy może jednak trudności kadrowe wymuszają rewizję tych założeń, w efekcie czego takich oddziałów w ogóle nie będzie albo będą funkcjonować w innej formie?
Obecnie zakładamy, że funkcjonariusze służby kontraktowej będą kierowani przede wszystkim do placówek usytuowanych na granicy zewnętrznej. W zależności od potrzeb realizować będą zadania wspólnie z funkcjonariuszami służby stałej i przygotowawczej. W razie konieczności doraźnie sformujemy z nich pluton lub kompanię „prewencji” Straży Granicznej. Aktualnie nie ma racjonalnego uzasadnienia, aby tego typu wyodrębnione oddziały utrzymywać na stałe, byłoby to działanie przede wszystkim nieekonomiczne.
W ubiegłym roku, praktycznie nie odnotowaliśmy przypadków nielegalnego przekraczania granicy przez duże grupy cudzoziemców, które uzasadniałyby użycie „pododdziałów zwartych”. Obecne zagrożenia również nie osiągają takiej skali, dlatego formacja pozostaje elastyczna. Funkcjonariusze są w stałej gotowości, a ich poziom wyszkolenia jest cały czas podnoszony.
Jeśli dobrze rozumiem, Straż Graniczna chce stworzyć prewencyjny odwód operacyjny?
Dokładnie tak. Ma to być odwód operacyjny, aby móc w bardzo krótkim czasie dyslokować wydzielone siły we wskazany rejon. Podkreślam raz jeszcze: biorąc pod uwagę złożoność przepisów regulujących funkcjonowanie naszej formacji, chociażby kwestie delegowania funkcjonariuszy czy ich specyficznych uprawnień, nieracjonalne byłoby stałe utrzymywanie plutonu lub kompanii w wyznaczonym miejscu na linii granicy. Zależy nam na efektywnym zarządzaniu potencjałem operacyjnym, stąd taka decyzja.
Codziennie do ochrony samego odcinka polsko-białoruskiej granicy zaangażowanych jest około 400 funkcjonariuszy Straży Granicznej i niespełna 2400 żołnierzy. Dysproporcję widać gołym okiem. W obecnej sytuacji jest w ogóle szansa na to, żeby wojsko mogło wrócić do koszar? Może po prostu trzeba znacząco zwiększyć stan liczbowy formacji, którą Pan dowodzi?
Zacznę od tego, że w ubiegłym roku odnotowaliśmy łącznie około 30 tysięcy prób przekroczenia granicy. Był to poziom zbliżony do statystyk z 2024 roku, co wskazuje, że presja migracyjna zasadniczo się nie zmniejszyła. Oczywiście pod koniec roku, ze względu na warunki zimowe odnotowaliśmy spadek nielegalnych przekroczeń. W bieżącym roku, do 17 marca, mieliśmy zaledwie 95 takich prób.
Nie oznacza to jednak, że nie czuwamy. Przywołał Pan liczbę 400 funkcjonariuszy – nie mogę się z tym zgodzić. Zaryzykuję stwierdzenie, że każdego dnia całościowo w zabezpieczenie systemu ochrony granicy z Białorusią zaangażowanych jest niemal 3000 funkcjonariuszy. Należy pamiętać, że mowa tu nie tylko o fizycznej obsadzie placówek czy patrolach w terenie. Ochrona granicy to cały skomplikowany system: od obserwacji, monitoringu i rozpoznania, po wykorzystanie lotnictwa, bezzałogowych statków powietrznych oraz całego zaplecza logistycznego.
Podchodzimy do realizacji zadań bardzo kompleksowo, chroniąc odcinek lądowy oraz odcinki rzeczne w oparciu o potencjał dwóch oddziałów: Podlaskiego i Nadbużańskiego. I tak jak powiedziałem, o nasze bezpieczeństwo na tym odcinku granicy dba blisko 3000 funkcjonariuszy Straży Granicznej.
Nie będę z Panem polemizował na temat liczb. Nie zmienia to jednak faktu, że na polsko-białoruskiej granicy pozostaje blisko 2400 żołnierzy. Domyślam się, że nie będzie Pan chciał wskazywać sztywnych ram czasowych, zapytam w takim razie inaczej: czy wycofanie wojska z granicy to scenariusz na najbliższe miesiące, czy raczej lata?
Myślę, że to perspektywa najbliższych lat. Cały czas pracujemy nad tym by liczebność Straży Granicznej rosła. W bieżącym roku chcielibyśmy przyjąć do służby co najmniej 1500 osób. Jest to jednak uwarunkowane możliwościami komisji lekarskich, a także zapleczem logistycznym ośrodków szkoleniowych. Cały czas staramy się zwiększać nabór, musimy jednak operować w granicach obiektywnych możliwości systemowych.
Kończąc ten wątek, zapytam jednak o liczby. Jaki cel kadrowy, łącząc funkcjonariuszy w służbie stałej i kontraktowej, musiałaby osiągnąć Straż Graniczna, tak by Pan lub Pana następca mógł powiedzieć: „To jest ten moment, w którym możemy powoli wycofywać wojsko z granicy”?
Odpowiem za chwilę wprost, ale muszę zarysować szerszy kontekst i przedstawić uwarunkowania, które wymuszają na nas ciągły rozwój potencjału.
Oczywiście Straż Graniczna kojarzona jest przede wszystkim z fizyczną ochroną granicy i zapewnieniem bezpieczeństwa – to nasze główne zadanie. Jednak, jak już wspomniałem, nie sprowadza się to wyłącznie do patrolowania granicy. Wykonujemy szereg innych czynności: prowadzimy postępowania administracyjne w stosunku do cudzoziemców, zwalczamy przestępczość zorganizowaną, w tym: przemyt broni, narkotyków oraz handel ludźmi. Prowadzimy w tych sprawach czynności i realizujemy zadania w ramach postępowań karnych.
Odpowiadamy również za bezpieczeństwo w przejściach granicznych i kontrolę ruchu granicznego. Dochodzą do tego zadania z zakresu przeciwdziałania nielegalnej migracji: kontrola legalności pobytu i zatrudnienia cudzoziemców, konsultacje wizowe, wywiady i inne zadania zlecane przez wojewodów w ramach prowadzonych postępowań o wydanie tytułów pobytowych i wreszcie prowadzenie strzeżonych ośrodków dla cudzoziemców.
Biorąc to pod uwagę – a przecież nie wymieniłem wszystkich naszych zadań – musimy uwzględnić dodatkowe wyzwania, jak choćby rosnący ruch lotniczy. Obserwujemy, że w portach obsługujących połączenia międzynarodowe liczba pasażerów wzrasta od kilku lat. Każdego roku o 10–15 proc. Musimy wychodzić temu naprzeciw. Skoro podróżnych jest więcej, trzeba zapewnić odpowiednie warunki do sprawnej odprawy. Przypominam, że w kwietniu w pełni zacznie działać Entry/Exit System (EES) – system rejestracji wjazdu i wyjazdu obywateli państw trzecich. Może on generować kolejki i wydłużać proces, ponieważ każda osoba spoza UE musi pozostawić dane daktyloskopijne. Wymaga to dodatkowego czasu podczas kontroli, a co się z tym wiąże, przydzielenia do tych zadań większej liczby funkcjonariuszy. Ponadto przy większym ruchu pasażerskim rośnie liczba incydentów, na przykład pozostawionych bagaży, które każdorazowo wymagają rozpoznania pirotechnicznego.
Dodam tylko, że w planach jest też budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego. Do obsługi tego lotniska Straż Graniczna również musi się sukcesywnie przygotowywać. Musimy wyprzedzać fakty i szkolić kadry, które zabezpieczą port i sprawnie przeprowadzą kontrolę graniczną. Kilka lat temu szacowaliśmy, że obsługa tak dużego węzła komunikacyjnego będzie wymagała ponad 1000 funkcjonariuszy Straży Granicznej.
Podsumowując: sądzę, że w ciągu najbliższych czterech, pięciu lat – jeśli utrzyma się obecne zainteresowanie służbą, na co liczę – Straż Graniczna powinna osiągnąć pułap 25 000 funkcjonariuszy.
I będzie to stan pozwalający na sprawną realizację wszystkich tych zadań, wraz z fizyczną ochroną granicy?
Moim zdaniem tak.
Odejdźmy od kwestii kadrowych i porozmawiajmy o programie modernizacji oraz o ustawie „SAFE”. Początkowo Straż Graniczna zakładała zakup trzech śmigłowców. Ale do SG mogło trafić nawet pięć dodatkowych maszyn finansowanych z SAFE. Warunkiem był jednak podpis prezydenta pod ustawą. Czy szansa za zakup tych pięciu śmigłowców przepadła?
Aktualnie prowadzone są intensywne prace w resorcie spraw wewnętrznych i administracji nad poszukiwaniem mechanizmu, który zabezpieczy wcześniej zgłoszone przez nas potrzeby w ramach programu „SAFE”. Liczę na to, że te rozwiązania pozwolą nam w pełni sfinansować kluczowe projekty związane przede wszystkim z wdrażaniem dodatkowych systemów pozwalających jeszcze lepiej zabezpieczyć granice naszego kraju.
Jednak przynajmniej trzy maszyny - których zakup zostanie sfinansowany z programu modernizacji - na pewno trafią do formacji. Do czego będziecie używać tych śmigłowców? Większość czasu spędzą patrolując wschodnią granicę?
Co do samych śmigłowców: mają to być statki wielozadaniowe, przeznaczone przede wszystkim do patrolowania granicy i szybkiej dyslokacji naszych sił i środków w wybrane rejony. Miałyby również zostać włączone do krajowego systemu ratowniczego, by współpracować z Państwową Strażą Pożarną podczas akcji kryzysowych.
Ma Pan na myśli gaszenie pożarów wielkopowierzchniowych i np. pomoc przy powodzi?
Oby takich zdarzeń nigdy nie było, ale jak najbardziej tak. Będziemy starać się wszechstronnie wykorzystywać te maszyny.
Spróbujmy to wszystko uporządkować. Straż Graniczna ma zapewnione finansowanie trzech śmigłowców z programu modernizacji, ale nie wiadomo, co z pięcioma dodatkowymi, które miały być kupione w ramach programu „SAFE”?
Jeżeli pozyskamy środki finansowe na zakup pięciu maszyn, które zaplanowane były w ramach programu „SAFE”, to zgodnie z aktualnie przyjętymi założeniami, łącznie dysponować będziemy ośmioma nowymi śmigłowcami.
Dlaczego chcecie, żeby Wasze nowe śmigłowce posiadały „uzbrojenie pokładowe”? Obecnie żadna z maszyn, jakimi dysponują służby MSWiA, takim wyposażeniem nie dysponuje.
Te śmigłowce mają stanowić jeden z elementów służących do kinetycznej neutralizacji bezzałogowych statków powietrznych. Warto przypomnieć, że w sierpniu ubiegłego roku Straż Graniczna, jako jedna z uprawnionych służb, otrzymała narzędzia prawne do neutralizacji dronów. Może się ona opierać na sprzęcie elektronicznym, ale także na rozwiązaniach kinetycznych.
Czerpiemy z doświadczeń ukraińskiej służby granicznej. Miałem okazję przebywać w Ukrainie, gdzie obserwowałem ich działania w praktyce. Na tamtym froncie skuteczne zwalczanie takich obiektów odbywa się niemal wyłącznie w sposób kinetyczny, ponieważ neutralizacja elektroniczna przestała się sprawdzać. Opierając się na tych doświadczeniach, nie chcemy inwestować wyłącznie w elektroniczne systemy zakłócające. Zależy nam na wyposażeniu funkcjonariuszy w rozwiązania hybrydowe (kinetyczne i radioelektroniczne) chroniące infrastrukturę krytyczną, dedykowane do neutralizacji bezzałogowych obiektów latających. Śmigłowce, które w Ukrainie doskonale sprawdzają się w walce z bezzałogowcami, będą wykorzystywane między innymi w przypadku wystąpienia realnego zagrożenia, również do tego celu.
Pod terminem „zwalczanie kinetyczne” nie kryje się nic innego, jak to, że Straż Graniczna będzie po prostu do tych obiektów strzelać. O jakim uzbrojeniu dokładnie mówimy? Chcecie wyposażyć te maszyny w karabiny maszynowe?
Tak, myślimy o karabinach maszynowych.
Pozostając w temacie sprzętu lotniczego, zapytam o Turbolety. Niedawno kolejne dwa tego typu samoloty zasiliły waszą flotę. Łącznie Straż Graniczna ma więc cztery takie maszyny. Pojawiają się jednak informacje, że – mówiąc kolokwialnie – nie ma nimi kto latać. Ma Pan problem z kadrą pilotów i skompletowaniem obsady?
Chciałbym to od razu sprostować. Rzeczywiście, dysponujemy obecnie czterema Turboletami służącymi do ochrony granicy, głównie morskiej. Pamiętajmy jednak, że do niedawna mieliśmy tylko dwie takie maszyny, które w dodatku były eksploatowane na południu Europy w ramach misji Frontexu. Dziś wymagają one wyłączenia ze służby z uwagi na czasochłonne przeglądy i prace serwisowe. Dwa nowe, odpowiednio doposażone samoloty weszły do służby w ostatnim kwartale 2025 roku.
Problem z pilotami Turboletów w tej chwili nie istnieje. Mamy dowódców załóg i drugich pilotów, którzy po nabyciu odpowiedniego doświadczenia zyskają uprawnienia do pełnienia funkcji dowódców na tych statkach. Niebawem w służbie pojawią się też kolejni piloci.
Oczywiście cały czas prowadzimy nabór. Zgłaszają się do nas osoby posiadające licencję, które nie mają jednak uprawnień na ten konkretny typ maszyny – przechodzą więc odpowiedni proces szkoleniowy. Z kolei doświadczeni piloci zdobywają kwalifikacje dowódcze. Nie mamy nadmiaru załóg, ale zapewniam – ich liczba jest wystarczająca, by zabezpieczyć ciągłość realizowanych działań.
To jeszcze dopytam o pilotów śmigłowców, bo perspektywa rozszerzenia tej floty jest dość realna. Prowadzicie już szkolenia, czy czekacie na dostawę sprzętu?
Absolutnie nie czekamy. Przygotowujemy się już do tych nowych zadań. Śmigłowce trafią jednak do służby w Straży Granicznej najprawdopodobniej po około trzech latach od momentu zamówienia.
A przetargi zostaną ogłoszone jeszcze w tym roku?
Myślę, że tak. Jeżeli wszystkie założenia zostaną wdrożone, to oczywiście przetargi zostaną wszczęte jeszcze w tym roku. W zasadzie przygotowujemy już opis przedmiotu zamówienia na te śmigłowce. Zrobimy ze swojej strony wszystko, co konieczne, ale – tak jak już wspomniałem – mamy świadomość, że średni czas oczekiwania na wyposażoną według naszych potrzeb maszynę wynosi obecnie co najmniej trzy lata.
Pozostając w temacie zakupów i modernizacji. W Straży Granicznej mają się pojawić też lekkie wozy opancerzone. Jeden Legwan już jest. Będzie ich więcej?
Zależy nam przede wszystkim na zapewnieniu bezpieczeństwa oraz odpowiednich warunków pełnienia służby naszym funkcjonariuszom. Celem nadrzędnym pozostaje oczywiście utrzymanie bezpieczeństwa kraju. W tym sensie rozważamy zakup dodatkowych wozów z lekkim opancerzeniem, które – jak widzimy na przykładzie Legwana – doskonale wpisują się w ochronę granicy państwowej i chronią załogę. W tych autach szyby są odporne na uszkodzenia mechaniczne, a przypomnę, że w ciągu ostatnich dwóch lat ponad 100 naszych pojazdów terenowych i patrolowych wymagało napraw w wyniku ataków z użyciem kamieni czy metalowych kul miotanych z proc przez migrantów. Stanowi to realne niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia funkcjonariuszy, ale generuje również koszty. Wozy z lekkim opancerzeniem gwarantują funkcjonariuszom bezpieczeństwo i są odporne na uszkodzenia.
Wracając jeszcze na chwilę do programu „SAFE”. Czy widzi Pan szanse na to, by Straż Graniczna nie straciła tych trzech miliardów złotych jakie miały trafić do formacji? Rozważany jest jakiś „plan B”, czy te pieniądze po prostu – mówiąc kolokwialnie – przejdą wam koło nosa?
Tak jak powiedziałem, na szczeblu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji trwają intensywne prace nad poszukiwaniem rozwiązań umożliwiających wdrożenie wcześniej zgłoszonych przez nas potrzeb w ramach programu „SAFE”.
Chciałbym podkreślić, że środki te są nam bardzo potrzebne, ponieważ umożliwią sfinansowanie inwestycji mających na celu wzmocnienie bezpieczeństwa naszych granic.
Porozmawiajmy o granicy z Ukrainą. Budowa bariery elektronicznej była zapowiadana już jakiś czas temu. Na jakim etapie są prace i kiedy ta zapora ma szanse powstać?
Prace postępują, choć nie chciałbym wchodzić w szczegóły. Pierwszy odcinek – liczący 69 kilometrów – zostanie oddany do użytku najprawdopodobniej w przyszłym roku. Będzie to fragment rozpoczynający się od miejsca, w którym kończy się aktualnie funkcjonująca zapora na rzece Bug i przebiegający na południe w kierunku Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej. Bariera będzie wyposażona w różnego rodzaju środki wspierające nas w ochronie granicy.
Mam nadzieję, że do 2029-2030 roku uda się całą granicę z Ukrainą - oczywiście tam, gdzie będzie to możliwe - wyposażyć w taką zaporę.
Integralną część ochrony granicy wschodniej, stanowią systemy antydronowe. Czym dzisiaj dysponuje Straż Graniczna i czym chciałby Pan, aby Pana ludzie dysponowali w niedalekiej przyszłości?
Nie mogę powiedzieć, czym obecnie dysponuje Straż Graniczna, niemniej jednak chcemy zwiększać możliwości formacji w zakresie reagowania na wloty bezzałogowych statków powietrznych na terytorium Polski. Byłoby to ściśle powiązane z możliwością neutralizacji tych obiektów.
Także tej kinetycznej.
Mówimy o kompleksowym systemie, który potrafi namierzyć cel i go zneutralizować zarówno kinetycznie, jak również z wykorzystaniem funkcji radiowych. To właśnie na rozwój takich zdolności dedykowane były wspomniane środki. Kolejny aspekt to ochrona infrastruktury krytycznej oraz lepsze zobrazowanie sytuacji na Bałtyku, bo to m.in. Straż Graniczna odpowiada za ochronę morskiej infrastruktury krytycznej. Zadanie to realizujemy, ale dodatkowe fundusze dałyby nam w tym zakresie znacznie większe możliwości. Mam na myśli nowoczesne wyposażenie pozwalające na szybsze reagowanie. Mówimy tu nie tylko o statkach powietrznych, ale także o nowoczesnych jednostkach pływających.
Jak rozumiem, Straż Graniczna planuje zakup takich jednostek?
Takie mamy plany. Zależy nam na wprowadzaniu nowych rozwiązań technologicznych, które pozwolą jeszcze lepiej reagować na zagrożenia.
Odejdźmy na chwilę od sprzętu i porozmawiajmy o ludziach. Czy funkcjonariusze Straży Granicznej mogą liczyć na dodatek terenowy? Wiceszef MSWiA informował niedawno, że trwają analizy dotyczące wprowadzenia go do SG, w formie i wysokości, jaka występuje w Policji. Uda się przekuć słowa w czyny?
Mam nadzieję, że tak. Uważam za całkowicie naturalne, by nasi funkcjonariusze taki dodatek otrzymywali. Jako formacja występowaliśmy już w tej kwestii do ministerstwa i resort doskonale zdaje sobie sprawę z naszych potrzeb. Zabiegamy o to.
W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji trwają prace Zespołu do spraw poprawy warunków pełnienia służby przez funkcjonariuszy służb podległych ministrowi właściwemu do spraw wewnętrznych lub przez niego nadzorowanych.
Niedawno pojawił się pomysł, formułowany przez byłego szefa MON, zakładający utworzenie, na bazie Żandarmerii Wojskowej, nowej służby posiadającej uprawnienia policyjne, która miałaby wspomagać – w razie potrzeby – m.in. Straż Graniczną. To Pana zdaniem dobra droga, czy jednak powinniśmy skupić się na podnoszeniu potencjału istniejących formacji?
Nie chciałbym się odnosić do słów Pana ministra.
Straż Graniczna jest służbą dedykowaną do ochrony granicy państwowej i posiada narzędzia, aby się z tego zadania wywiązywać. Ale kryzysy, z jakimi mieliśmy do czynienia w ostatnich latach, pokazały, że nasza liczebność jest po prostu za mała do samodzielnego realizowania zadań o tak szerokim spectrum. Więc skupiłbym się na tym, żeby inwestować w rozwój kadrowy i techniczny Straży Granicznej.
Niedawno spotkałem się z szefem fińskiej Straży Granicznej, z którym rozmawiałem o zagrożeniach i wyzwaniach, z jakimi dziś musimy się mierzyć. Nie mam wątpliwości, że konsekwencją tego, co dzieje się wokół nas, powinno być skierowanie Straży Granicznej w kierunku służby jeszcze bardziej zmilitaryzowanej.
Powrót do Korpusu Ochrony Pogranicza?
Myślę, że czasy, w których dziś żyjemy wymagają tego, by podążać w tym kierunku.
Na sam koniec jeszcze jedno pytanie o polsko-białoruską granicę, ale w nieco innym kontekście. Patrząc na to, jak bardzo te działania hybrydowe, presja migracyjna zmieniły architekturę bezpieczeństwa w tamtym regionie, uważa Pan, że jest jeszcze szansa na to, by stosunki między polskimi i białoruskimi pogranicznikami były takie jak kiedyś?
Bardzo bym sobie tego życzył i szczerze wierzę, że kiedyś te stosunki uda się znormalizować. Sądzę, że większość obywateli pragnęłaby powrotu do normalności, a my funkcjonariusze Straży Granicznej chcielibyśmy tego, by znów móc spotykać się z naszymi sąsiadami i omawiać bieżące sprawy dotyczące np. funkcjonowania przejść granicznych. Jednak, oceniając bieżącą sytuację w sposób racjonalny, nie widzę na to szans w dającej się przewidzieć przyszłości.
Dziękuję za rozmowę.




