Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • OPINIA

Kordon, płot, zablokowane drzwi. Czy ochrona Prezydenta zawiodła? [OPINIA]

Służba Ochrony Państwa SOP
Zdjęcie ilustracyjne.
Autor. Służba Ochrony Państwa

Głowa państwa pokonująca ogrodzenie bez zwartej osłony, policyjny kordon blokujący przejście i osoby postronne zastępujące Prezydentowi drogę do budynku. Tak wyglądała nocna wizyta Karola Nawrockiego pod Trybunałem Konstytucyjnym. Trudno uznać taki przebieg wydarzeń za standard skutecznej ochrony najważniejszej osoby w państwie. Kto odpowiada za to, co wydarzyło się pod TK?

Reklama

Prezydent Karol Nawrocki wylądował w Warszawie w piątek przed godz. 22, a pod Trybunał Konstytucyjny przybył w nocy około godz. 00:40. W tym czasie wrócił do Pałacu Prezydenckiego i spotkał się z pierwszym prezesem Sądu Najwyższego. Pod TK policyjny kordon nie otworzył mu przejścia. Prezydent musiał pokonać ogrodzenie bez zwartej, bezpośredniej osłony SOP. Przy wejściu drogę zablokowały osoby, które kilka godzin wcześniej przejęły kierowanie nad TK, a funkcjonariusze nie odseparowali go od blokujących.

Stąd pojawia się pytanie, czy państwo zapewniło głowie państwa bezpieczne przejście i skuteczną osłonę? Bowiem to nie był pojedynczy błąd w jednym miejscu. Zabezpieczenie zawiodło przy planowaniu trasy, koordynacji Policji z SOP i bezpośredniej reakcji funkcjonariuszy. Trzeba rozliczyć całą operację – od pierwszych decyzji o rozmieszczeniu Policji po zachowanie ochrony przy wejściu do gmachu.

Służby przygotowywały zabezpieczenie, ale nie zapewniły Prezydentowi przejścia

Policja zabezpieczała teren TK jeszcze przed powrotem Prezydenta. Komenda Stołeczna Policji poinformowała, że otrzymała pisma Prokuratora Generalnego i sędziego TK dotyczące bezpieczeństwa oraz możliwych zakłóceń porządku. Według ustaleń „Rzeczpospolitej” oddziały prewencji pojawiły się przy Trybunale między godz. 17 a 18. KSP nie podała jednak, kiedy dokładnie dowódcy dowiedzieli się o planowanym przyjeździe Prezydenta ani kto miał uzgodnić przejście z SOP.

Reklama

Ok. godz. 21 Radio ZET podało, powołując się na nieoficjalne informacje, że SOP odradzała Prezydentowi bezpośredni przejazd z lotniska pod TK. Według tej relacji ochrona obecna na pokładzie samolotu nie wystarczała do zabezpieczenia Prezydenta w tłumie, a służba miała ściągać dodatkowych funkcjonariuszy. To oznacza, że ryzyko związane z tłumem było rozpoznawane przed przyjazdem pod Trybunał. Nie wiadomo jednak, czy ostrzeżenie dotyczyło tylko przejazdu z lotniska, czy również późniejszej wizyty po spotkaniach w Pałacu Prezydenckim.

Prezydent nie pojechał z lotniska prosto pod TK. Wrócił do Pałacu Prezydenckiego, spotkał się z pierwszym prezesem SN, a pod Trybunał przybył około 00:40. Między lądowaniem a wizytą minęło około 2 godzin i 40 minut. Nie wiadomo, kiedy dokładnie zapadła decyzja o przyjeździe, kiedy zawiadomiono Policję i SOP ani kto zatwierdził trasę. Te braki nie zmieniają widocznego rezultatu: kordon pozostał zamknięty, a Prezydent pokonywał ogrodzenie bez zwartej osłony. Oznacza to, że nie ma procedury na tego typu nadzwyczajne sytuacje, które mogą się zdarzyć.

Plan awaryjny powinien zadziałać po zmianie trasy

Powrót Prezydenta z zagranicznej podróży i nagła zmiana trasy to sytuacje, na które ochrona głowy państwa musi być przygotowana. SOP odpowiada za bezpośrednią ochronę, planowanie zabezpieczenia i ewakuacji, organizowanie działań ochronnych oraz ich koordynację. W tej sytuacji procedura powinna uruchomić natychmiastowy kontakt z dowódcą policyjnego zabezpieczenia, uzgodnienie korytarza i zapewnienie Prezydentowi zwartej osłony. Gdyby Policja nie mogła otworzyć bezpiecznego przejścia, SOP powinna skierować kolumnę na inną trasę albo wstrzymać jej ruch do czasu przygotowania zabezpieczenia.

Reklama

W tej sytuacji oznacza to, że kordon powinien znajdować się na zewnątrz zabezpieczanego obszaru i tworzyć „worek bezpieczeństwa”. Pod TK Prezydent napotkał blokadę, a następnie musiał pokonać ogrodzenie w pobliżu tłumu. To stwarzało bezpośrednie ryzyko upadku, urazu i zbliżenia osób postronnych do głowy państwa. Przy planowaniu należało uwzględnić również fakt, że rosyjskie władze umieściły Prezydenta na liście osób poszukiwanych w związku z jego działalnością w IPN.

Ochrona nie może ograniczać się do obecności funkcjonariuszy obok Prezydenta. Ma utrzymać osłonę również wtedy, gdy zmienia się trasa, pojawia się tłum albo uzgodniony dostęp do budynku okazuje się niemożliwy. Pod TK zabrakło właśnie takiej reakcji.

Przy wejściu Prezydent został zablokowany, a SOP nie przerwała zwarcia

Przy wejściu do TK drogę Prezydentowi zastąpiły osoby, które kilka godzin wcześniej przejęły kierowanie nad TK. Na nagraniu widać blokowanie przejścia i fizyczny kontakt z Prezydentem. Rzecznik Prezydenta określił to jako naruszenie nietykalności głowy państwa i zapowiedział zawiadomienia do prokuratury.

Reklama

Nagrania pokazują funkcjonariuszy SOP w pobliżu, ale nie widać, by utworzyli przed Prezydentem osłonę, oddzielili go od blokujących albo wyprowadzili go ze zwarcia. Prezydent sam przeciska się przez drzwi. To bierność ochrony w krytycznym momencie: funkcjonariusze nie zapobiegli bezpośredniemu kontaktowi i nie odsunęli od niego osób stojących w przejściu.

Rolą SOP nie jest oczywiście rozstrzyganie sporu o status TK. SOP ma chronić Prezydenta. Funkcjonariusze powinni byli osłonić go, stworzyć dystans i wyprowadzić z bezpośredniego kontaktu.

Wyjaśnienia wymagają decyzji dowódców, nie tylko zachowania funkcjonariuszy

Sędzia Anna Korwin-Piotrowska przekazała, że TK miał warunki do przyjęcia samego Prezydenta i pozostawał w kontakcie z SOP. SOP nie potwierdziła publicznie, kiedy i z kim rozmawiała ani co uzgodniono. Jeśli plan przyjęcia rzeczywiście istniał, trzeba wyjaśnić, dlaczego nie przełożył się na otwarcie kordonu i bezpieczne dojście do budynku.

„Rzeczpospolita”, powołując się na źródła w służbach, podała, że o szczegółach policyjnego planu wiedziało wąskie grono: komendant główny Marek Boroń, komendant stołeczny Krzysztof Ogroński i jego zastępca Tomasz Znajdek. Według gazety Znajdek kierował sztabem na miejscu, a plan nie zakładał powrotu Prezydenta z Senegalu. To ustalenia redakcji oparte na rozmówcach, nie na opublikowanym rozkazie. Policja powinna je potwierdzić albo sprostować i wyjaśnić, kto po ogłoszeniu powrotu zmienił plan zabezpieczenia.

Reklama

Dowódcy powinni przedstawić chronologię powiadomień, wskazać osoby odpowiedzialne za uzgodnienie korytarza i wyjaśnić decyzje podjęte po powrocie Prezydenta. Kluczowe kwestie są konkretne: kiedy Policja poznała trasę; czy SOP zażądała otwarcia kordonu; kto zdecydował, że pozostanie zamknięty; kto dowodził na miejscu; dlaczego nie uruchomiono bezpiecznej trasy rezerwowej; i dlaczego funkcjonariusze SOP przy wejściu nie osłonili Prezydenta.

Kohabitacja wymaga jasnego modelu odpowiedzialności

SOP ma ustawowy obowiązek chronić Prezydenta, ale Komendant SOP podlega ministrowi spraw wewnętrznych. Powołuje go premier na wniosek ministra, w uzgodnieniu z Prezydentem. Prezydent uczestniczy więc w procedurze powołania Komendanta, lecz nie kieruje bieżącymi działaniami formacji. W warunkach kohabitacji ten układ wymaga jasnych gwarancji, że ochrona będzie działać sprawnie i bez zwłoki.

Wydarzenia pod TK uzasadniają rozpoczęcie prac nad modelem, w którym prezydencka jednostka ochronna podlegałaby bezpośrednio Prezydentowi, albo nad utworzeniem odrębnej formacji. Zmiana podporządkowania musi wskazać, kto dowodzi ochroną, kto uzgadnia działania z Policją i kto ponosi odpowiedzialność za wykonanie decyzji. Bez takich zasad sama zmiana nazwy lub struktury nie zapobiegnie kolejnemu załamaniu koordynacji.

Reklama

Tymczasem Prezydent nie otrzymał bezpiecznego przejścia przez kordon, pokonywał ogrodzenie bez zwartej osłony, a przy wejściu znalazł się w fizycznym zwarciu. SOP nie oddzieliła go od blokujących i nie wyprowadziła go z tej sytuacji. To nie jest abstrakcyjny spór o procedury. To widoczny kłopot ochrony głowy państwa.

Reklama