- WIADOMOŚCI
Bałkańska krew na ulicach Katalonii. Jak wojna czarnogórskich klanów zamieniła Barcelonę w pole egzekucji?
Kavač i Škaljari – dwa potężne czarnogórskie klany mafijne – przeniosły swój brutalny konflikt na ulice Hiszpanii. Barcelona, traktowana dotychczas przez zorganizowaną przestępczość jako logistyczne zaplecze i „strefa wypoczynkowa”, stała się areną bezwzględnych, publicznych egzekucji. Służby śledcze stają przed wyzwaniem rozbicia transnarodowych struktur, dla których logika zemsty jest równie ważna, co kontrola nad globalnym rynkiem narkotykowym.
Barcelona stała się jedną z tych europejskich metropolii, w których wojna czarnogórskich klanów Kavač i Škaljari wyszła poza ukryty świat przestępczy i zaczęła przybierać formę publicznych egzekucji. Najbardziej widocznym symbolem tej eskalacji był atak z 14 kwietnia 2026 roku na tarasie baru Kibo Brunch przy Passeig del Taulat, w dzielnicy Poblenou, nadmorskiej części Barcelony należącej do dystryktu Sant Martí. Jak pisze „La Vanguardia” w tekścieLa mafia montenegrina convierte Barcelona en su campo de batalla, była to już czwarta strzelanina w ciągu dziewięciu miesięcypowiązana z konfliktem między klanami Kavač i Škaljari – strukturami zajmującymi się handlem kokainą, praniem pieniędzy, wymuszeniami i zabójstwami.
Według Organized Crime and Corruption Reporting Project (OCCRP), w materialeBlood in Barcelona as Balkan Crime Clans Kill Each Other in the Streets, przygotowanym między innymi przez dziennikarzy „El Periódico de Catalunya”, celem zamachu był Krsto Vujic, ps. „Terminator”, z klanu Škaljari. Dwaj mężczyźni otworzyli do niego ogień, gdy siedział przy stoliku. Cztery z pięciu strzałów miały trafić w ofiarę; obok znajdowały się kobieta i małe dziecko, a przypadkowy przechodzień został lekko ranny. Vujic zmarł później w szpitalu, stając się kolejną ofiarą wojny Škaljari z rywalami z klanu Kavač.
Zobacz też

Ten sam zamach portal „El Caso / ElNacional.cat” opisuje jako typową egzekucję. Jak zwraca uwagę autor w tekścieEl tiroteo de Barcelona, nuevo capítulo de la guerra de la mafia de Montenegro: objetivo, líder de los Škaljar, napastnicy podeszli do Vujicia od tyłu, oddali strzały z bliska i uciekli. Śledztwo przejęła Divisió d’Investigació Criminal, czyli Wydział Dochodzeń Kryminalnych katalońskiej policji Mossos d’Esquadra. Według tego źródła śledczy od początku traktowali sprawę jako część szerszej wojny klanowej, której symbolicznym centrum pozostaje Kotor w Czarnogórze, ale której skutki od lat rozlewają się po Europie.
Nie był to jednak incydent odosobniony. Jak pisze „La Vanguardia”, pierwszy z ostatniej serii zamachów nastąpił w lipcu 2025 roku, kiedy zginął Filip Knežević, określany jakosicario, czyli płatny zabójca związany z klanem Kavač. Kilkanaście dni później, 2 sierpnia 2025 roku, Predrag Vujosevic, członek klanu Škaljari, został postrzelony podczas spaceru z psem przy ulicy Urgell, ale przeżył. Kolejnym głośnym epizodem był zamach w Castelldefels, gdzie Milan Milić, także wiązany ze Škaljari, został zastrzelony w biały dzień. Czwartym ogniwem tego łańcucha była właśnie egzekucja Krsto Vujicia w Poblenou.
Według „El País”, w tekścieLa guerra Kavac-Skaljari: matar y celebrarlo con cohetes, katalońscy śledczy badają w rejonie Barcelony cztery zabójstwa lub usiłowania zabójstwa w mniej niż rok, a sama wojna Kavač–Škaljari pochłonęła w Europie od 60 do 70 ofiar. Co ważne, źródła policyjne cytowane przez hiszpański dziennik podkreślają, że w ostatnich zamachach nie chodzi wyłącznie o bieżący spór o rynek narkotykowy, lecz także o logikę zemsty. Jak wynika z tej relacji, „jest rynek dla wszystkich”, ale wojna toczy się według zasady klanowego odwetu, prestiżu i demonstracyjnego eliminowania przeciwników.
Geneza tego konfliktu prowadzi do 2014 roku i Walencji. Jak pisze portal SWI swissinfo.ch, powołując się na depeszę agencji EFE, oba klany wyrosły z jednego środowiska przestępczego w czarnogórskim Kotorze, a rozłam nastąpił po zaginięciu około 200 kilogramów kokainy w Walencji. Od tego momentu dawni wspólnicy, sąsiedzi i znajomi zaczęli traktować się jak śmiertelni wrogowie. Według tego samego źródła, zabójstwa związane z konfliktem odnotowywano nie tylko w Czarnogórze i Serbii, lecz także w Atenach, Wiedniu, Stambule, Marbelli i Kijowie.
Ten bałkański konflikt ma więc charakter transnarodowy. Jak pisze OCCRP, klany Kavač i Škaljari były pierwotnie częścią tej samej struktury zajmującej się przemytem narkotyków z Ameryki Południowej do Europy. Po rozłamie zaczęły jednak przenosić walkę do kolejnych państw. Zdaniem Sašy Đorđevicia, analityka Global Initiative Against Transnational Organized Crime, metody działania tych grup są łatwo rozpoznawalne: strzelaniny, samochody-pułapki, snajperzy i starannie planowane zabójstwa.
W tym kontekście Barcelona nie jest miejscem przypadkowym. Jest atrakcyjna dla takich struktur nie dlatego, że stanowi wyjątek, lecz dlatego, że spełnia kilka warunków typowych dla współczesnych węzłów przestępczości transnarodowej. To duże miasto portowe, silnie powiązane z międzynarodowym handlem, transportem i ruchem turystycznym. Taka infrastruktura ułatwia zarówno legalne przemieszczanie ludzi i towarów, jak i ukrywanie działań przestępczych wśród intensywnego obrotu gospodarczego oraz dużej mobilności mieszkańców i przyjezdnych.
Według Sašy Đorđevicia, cytowanego przez OCCRP, Barcelona daje transnarodowym sieciom kryminalnym trzy istotne przewagi: dostęp do portu, dobre połączenia komunikacyjne oraz anonimowość dużej metropolii. W praktyce oznacza to, że członkowie takich struktur mogą tam organizować kontakty, przeczekiwać zagrożenia, prowadzić obserwację przeciwników, ukrywać się pod fałszywą tożsamością albo wykorzystywać miasto jako zaplecze logistyczne. Innymi słowy, Barcelona nie jest tylko turystyczną metropolią. Z perspektywy zorganizowanej przestępczości może pełnić funkcję punktu tranzytowego, miejsca spotkań, zaplecza operacyjnego i przestrzeni ukrycia.
Jak zwraca uwagę „El País”, znaczenie portów jest w tej sprawie kluczowe, ponieważ to przez nie trafiają narkotyki, które później trzeba rozprowadzić i wprowadzić na rynek pod kontrolą struktury kryminalnej. Według źródeł policyjnych, członkowie tych środowisk osiedlają się w Hiszpanii z fałszywą dokumentacją, budują pozory normalnego życia rodzinnego i tworzą minimalne relacje społeczne, aby wtopić się w otoczenie. Podobny mechanizm ma występować nie tylko w Barcelonie, lecz także w Walencji i Andaluzji.
Z tej racji Barcelona nie jest tylko „miejscem zbrodni”, lecz stała się przestrzenią, w której przecinają się trzy wzajemnie związane ze sobą zjawiska: globalny handel kokainą, migracyjno-biznesowa mobilność przestępców oraz miejska anonimowość. Według „La Vanguardii”, w Katalonii mogło ukrywać się nawet około dwudziestu członków obu grup, a serbskie i czarnogórskie mafie miały wejść także w obszar upraw marihuany, korzystając między innymi z plantacji obsługiwanych przez pracowników albańskich. Równocześnie Katalonia stała się jednym z ważnych europejskich obszarów produkcji marihuany, a o udział w tym rynku rywalizują grupy bałkańskie, szwedzkie, polskie, dominikańskie, albańskie i marokańskie.
Szczególnie niepokojący jest profesjonalizm tych egzekucji. Jak pisze „El País”, śledczy zwracają uwagę, że sprawcy nie zostawiają łatwych śladów: mają pieniądze, logistykę, możliwość opłacania podróży, hoteli, samochodów i obserwacji celu aż do momentu, w którym można go zabić. Powoduje to, że prowadzone śledztwa są wyjątkowo trudne i wymagają szerokiej współpracy międzynarodowej. Ten sam wątek podkreśla „El Caso / ElNacional.cat”, według którego przeniesienie tej wojny do Katalonii budzi szczególne obawy policji, ponieważ grupy te mają wysoką zdolność do przeprowadzania zabójstw i realne możliwości ucieczki przed zatrzymaniem. Jednocześnie Barcelona była do tej pory traktowana przez mafijnych liderów jako rodzaj „strefy wypoczynkowej” albo bezpiecznego zaplecza, a ostatnie egzekucje zburzyły ten obraz.


