Reklama
  • WIADOMOŚCI

Serbia jako zaplecze rosyjskiej destabilizacji w Europie

Serbia przestaje być jedynie politycznym sojusznikiem Moskwy na Bałkanach. Coraz wyraźniej jawi się jako zaplecze operacyjne rosyjskich działań destabilizacyjnych w Europie. Z ustaleń międzynarodowych mediów i instytucji wynika, że to właśnie stamtąd rekrutowano ludzi, szkolono ich i kierowano do akcji, które miały podsycać napięcia społeczne we Francji i Niemczech.

Autor. Stefan Kostić/unsplash.com

Jak pisze Le Monde, do 2025 roku Serbia wyłoniła się jako jeden z głównych hubów rosyjskich operacji destabilizacyjnych w Europie. Z kolei jak podaje Komisja Europejska w raporcie „Serbia Report 2025”, „pojawiły się niepokojące doniesienia o wykorzystywaniu obywateli Serbii i terytorium Serbii w rosyjskich operacjach hybrydowych, w tym w działaniach wywrotowych po wyborach w Mołdawii”. Już ten zestaw ustaleń pokazuje, że Serbia nie jest tu tylko krajem pochodzenia części wykonawców, lecz realnym zapleczem operacyjnym.

Reklama

Ten obraz wzmacniają materiały o relacjach bezpieczeństwa między Belgradem a Moskwą. Jak informował Reuters, w marcu 2025 roku serbski wicepremier Aleksandar Vulin publicznie oświadczył, że rosyjskie służby specjalne pomagały władzom w Belgradzie reagować na wielomiesięczne protesty antyrządowe, a on sam dziękował im za przekazywane informacje.

Ta sama agencja przypominała, że Vulin był wcześniej szefem BIA, ministrem spraw wewnętrznych i obrony, został objęty sankcjami USA, a następnie utrzymywał bliskie relacje z rosyjskimi strukturami bezpieczeństwa. Reuters opisywał również jego rozmowy w Moskwie z Siergiejem Szojgu, podczas których obie strony mówiły o regularnym dialogu i wymianie informacji służących przeciwdziałaniu rzekomej „kolorowej rewolucji” w Serbii.

Równolegle agencja relacjonowała, że prezydent Aleksandar Vučić po rozmowie z Władimirem Putinem mówił o rosyjskim poparciu dla „legalnych władz” Serbii w obliczu protestów. Z tych faktów wynika, że zbliżenie Belgradu z Moskwą wykracza poza deklaracje polityczne i obejmuje również sferę bezpieczeństwa oraz operacyjnej wymiany informacji.

Kolejnym elementem tych relacji są obozy szkoleniowe. Jak podawał Reuters już w październiku 2024 roku, mołdawska policja twierdziła, że ponad 300 młodych obywateli Mołdawii wyjechało do Rosji na szkolenia związane z wywoływaniem zamieszek, a część treningów odbywała się również w Serbii i Bośni. Reuters pisał zarazem o „setkach” osób objętych tym mechanizmem.

Później Balkan Insight informował o mołdawskim wyroku wobec trzech osób uczestniczących w rosyjskich obozach treningowych prowadzonych w Serbii i Bośni, a Le Monde pisało, że w mołdawskiej sprawie zatrzymano ponad 70 osób szkolonych w serbskich obozach. Materiały streszczające mołdawskie akta sądowe, publikowane m.in. przez Gazeta Express i The Geopost, opisywały te szkolenia jako obejmujące obsługę dronów, użycie środków zapalających oraz działania podczas gwałtownych protestów i akcji destabilizacyjnych. To ważne, bo pokazuje Serbię nie tylko jako przestrzeń politycznej przychylności wobec Moskwy, ale jako realne miejsce selekcji, szkolenia i przygotowania ludzi do operacji sabotażowych i prowokacyjnych.

Dopiero na tym tle można właściwie odczytać późniejsze działania we Francji i Niemczech. Nie wyglądają one bowiem na serię oderwanych incydentów, lecz na praktyczny rezultat wcześniej zbudowanego zaplecza rekrutacyjnego, logistycznego i szkoleniowego. Jak podaje Radio Slobodna Evropa, w kwietniu 2025 roku w Paryżu rozklejono setki naklejek z hasłem „I remember and demand” (Pamiętam i domagam się) w miejscach związanych z pamięcią o ludobójstwie Ormian oraz w 18. dzielnicy miasta, zamieszkanej przez liczną społeczność muzułmańską.

Reklama

Następnie, jak relacjonowały AP News i Reuters, pod koniec maja 2025 roku celem stały się żydowskie obiekty w Paryżu: Mémorial de la Shoah, synagogi i restauracja żydowska zostały oblane zieloną farbą. Kolejnym etapem były działania w Berlinie: według Radio Slobodna Evropa ustawiono tam pięć plastikowych szkieletów zatopionych w betonie przy Bramie Brandenburskiej i Pomniku Pomordowanych Żydów Europy. Kulminacja nastąpiła na początku września 2025 roku, kiedy – jak podają Reuters i Le Monde – przed co najmniej dziewięcioma meczetami w rejonie Paryża pozostawiono świńskie głowy.

Kolejność i dobór tych działań wskazują na przemyślany schemat, a nie na serię przypadkowych ekscesów. Najpierw pojawia się wątek pamięci historycznej, potem żydowskie miejsca pamięci i kultu, następnie przestrzeń symboliczna Berlina, a na końcu meczety. Nie chodzi więc o maksymalizację szkód materialnych, lecz o wybór takich celów, które gwarantują silną reakcję społeczną, religijną i polityczną w społeczeństwach silnie zróżnicowanych i już obciążonych napięciami.

Jak pisało Le Monde, powołując się na ustalenia śledczych i serbski wyrok z grudnia 2025 roku, chodziło o polityczną destabilizację oraz podżeganie do religijnej i etnicznej nienawiści we Francji i Niemczech. Celem nie był więc sam incydent, lecz to, co miało nastąpić później: gniew, podejrzliwość, wzajemne oskarżenia, medialna polaryzacja i polityczne wykorzystanie napięcia.

Taki model działania wymagał jednak nie tylko zaplecza szkoleniowego i rekrutacyjnego, ale także człowieka, który potrafił połączyć to zaplecze z konkretnymi akcjami przeprowadzanymi we Francji i Niemczech. W tym właśnie miejscu pojawia się Momčilo Gajić „Pop”. Jak piszą Radio Slobodna Evropa, BIRN i Balkan Insight, nie rysuje się on jako przypadkowy uczestnik tych wydarzeń ani jako jeden z wykonawców, lecz jako pośrednik łączący zleceniodawcę z ludźmi realizującymi poszczególne akcje.

Według tych ustaleń miał odpowiadać za organizację działań, logistykę i przepływ pieniędzy, a uczestnicy operacji mieli otrzymywać od 500 do 1500 euro. W publicznie dostępnych materiałach obraz jego roli jest już dość wyraźny: nie jako autora całej strategii, lecz jako operatora zdolnego przełożyć ogólny zamiar destabilizacyjny na serię konkretnych działań.

Szczególnie ważny jest przy tym mechanizm rekrutacji, bo to on pokazuje, jak serbskie zaplecze działało w praktyce. Balkan Insight i Le Monde wskazują, że w sprawie operacji prowadzonych we Francji i Niemczech istotną rolę odegrały lokalne sieci kontaktów w Serbii, zwłaszcza środowisko związane z Veliką Planą. To nie była zbieranina anonimowych najemników, lecz siatka oparta na znajomościach, rekomendacjach i pośrednikach szybko dobierających ludzi do konkretnych zadań.

Reklama

Le Monde dodaje przy tym ważny szczegół: jednym z kluczowych organizatorów miał być człowiek znany jako „Hunter”, identyfikowany jako Aleksandar Savić. Taki model ma oczywiste zalety operacyjne: ułatwia selekcję wykonawców, wzmacnia dyscyplinę, ogranicza ryzyko dekonspiracji i pozwala sprawniej uruchamiać ludzi do działań poza granicami kraju. Serbia występuje tu więc nie tylko jako ogólny przyczółek polityczny, lecz także jako konkretne środowisko rekrutacyjne i organizacyjne.

Dopełnieniem tego obrazu jest wątek moskiewski. Balkan Insight oraz Radio Slobodna Evropa opisywały, że Gajić został zlokalizowany w Moskwie, gdzie pojawił się nie w anonimowej kryjówce, lecz w miejscu publicznym i religijnym, dającym mu widzialność i pewien rodzaj symbolicznej osłony. Sam ten fakt nie rozstrzyga jeszcze wszystkich pytań, ale dobrze pokazuje podział ról: Serbia pełni funkcję zaplecza rekrutacyjno-organizacyjnego, a Rosja występuje jako przestrzeń schronienia i politycznego parasola. To klasyczna logika operacji pośredniej: jedna przestrzeń dostarcza ludzi, lokalne sieci i logistykę, druga zapewnia ochronę oraz możliwość zaprzeczenia bezpośredniemu sprawstwu.

Właśnie dlatego najtrafniej opisywać tę sprawę jako klasyczny outsourcing destabilizacji. Zleceniodawca nie musi wysyłać własnych funkcjonariuszy. Wystarczy, że korzysta z pośredników, lokalnych rekruterów i tanich wykonawców, których można uruchomić z serbskiego zaplecza i skierować tam, gdzie napięcia społeczne już istnieją.

Taki model obniża koszt operacji, zwiększa możliwość zaprzeczenia bezpośredniemu sprawstwu, rozmywa odpowiedzialność i utrudnia dojście do rzeczywistych decydentów. Serbia okazuje się w tym układzie szczególnie użyteczna: jako przyczółek polityczny, przestrzeń logistyczna, środowisko rekrutacyjne i – jak pokazują materiały o szkoleniach – także przestrzeń przygotowania wykonawców do działań destabilizacyjnych.

Wniosek jest prosty. Sprawa Momčila Gajicia „Popa” mówi nie tylko o jednym pośredniku i jednej grupie wykonawczej. Mówi przede wszystkim o tym, że Serbia od lat stanowi dogodny przyczółek rosyjskich wpływów wywiadowczych, hybrydowych i destabilizacyjnych na Bałkanach, a zarazem użyteczne zaplecze dla operacji wymierzonych dalej – w społeczeństwa Francji, Niemiec i szerzej Europy Zachodniej. Stawką nie było zniszczenie kilku obiektów ani chwilowy skandal medialny, lecz pogłębienie podziałów w społeczeństwach już obciążonych napięciami etnicznymi, religijnymi i politycznymi. Dlatego Serbia jawi się obecnie jako miejsce, z którego rosyjska destabilizacja może być tanio, skutecznie i z dużą dozą zaprzeczalności eksportowana dalej na Zachód.

Reklama
Reklama