- WIADOMOŚCI
Grupy i fasady w operacjach służb. Sprawa „Czarnych Rusinów" na granicy Łotwy
Uzbrojeni mężczyźni, anonimowa grupa i incydent na granicy Łotwy, za którym mogą stać służby specjalne. Sprawa „Melnie rusi” wpisuje się w szerszy katalog operacji, w których rzeczywiste lub pozornie niezależne organizacje, fałszywe tożsamości i wynajęci wykonawcy pomagają ukryć prawdziwych zleceniodawców.
Na początku października uzbrojeni, zamaskowani mężczyźni mieli pomóc około 20 migrantom przedostać się z Białorusi na Łotwę. Według łotewskich służb grozili żołnierzom, uszkodzili skrzynkę elektryczną i skradli kamery. Po incydencie anonimowy mężczyzna, przedstawiający się jako Neman, ogłosił, że odpowiada za akcję w imieniu grupy „Melnie rusi” – „Czarni Rusini” – i zapowiedział kolejne prowokacje. Łotewskie władze potwierdziły incydent graniczny, ale nie ujawniły, kto go zorganizował.
Oświadczenie grupy natychmiast nadało wydarzeniu określoną interpretację: zasugerowało, że za wtargnięciem stoi zorganizowana formacja gotowa do dalszych działań. Nie wyjaśniło jednak, kim jest Neman, kto przygotował nagranie ani czy „Melnie rusi” ma rzeczywistych członków i strukturę. Dyrektor NATO-wskiego Centrum Doskonałości ds. Komunikacji Strategicznej Jānis Sārts ocenił, że grupa jest elementem operacji informacyjnej służb. Białoruski dziennikarz wojskowy Dmitrij Halko mówił o możliwej strukturze pośredniczącej, która może brać na siebie odpowiedzialność za prowokacje. To oceny ekspertów, nie dowód na to, kto kierował akcją na granicy.
Nowe informacje o działalności grupy
Najnowsze publikacje przyniosły więcej danych o internetowej aktywności „Melnie rusi”. Według śledztwa rosyjskojęzycznego portalu opozycyjnego „Ważne Historie” kanały przypisywane grupie publikują treści o wyższości państwa związkowego Rosji i Białorusi nad Unią Europejską, krytykują państwa bałtyckie i przedstawiają Zachód jako zagrożenie. W zamieszczonym tam manifeście grupa ma wzywać do zjednoczenia Rosjan, Białorusinów i Ukraińców w jednym państwie, a także do siłowego podporządkowania „południowych ziem” i „denazyfikacji” Ukrainy. iStories ocenia, że część przekazów wygląda na generowaną lub składana przy użyciu sztucznej inteligencji.
Taki profil kanału wskazuje na propagandową funkcję jego treści. Nie rozstrzyga jednak, kto go prowadzi: służby, ich pośrednicy, sympatycy rosyjskiej polityki czy osoby podszywające się pod organizację. Również manifest nie potwierdza istnienia realnej struktury zbrojnej. Może być programowym dokumentem grupy, ale może też stanowić element budowania jej wizerunku.
Łotewska Służba Bezpieczeństwa Państwowego (VDD) wszczęła 9 października postępowanie karne w sprawie podejrzenia utworzenia organizacji przestępczej, której celem miało być popełnianie szczególnie ciężkich przestępstw przeciwko pokojowi, Łotwie i Ukrainie. Sprawę powiązano z anonimowymi groźbami przeprowadzania aktów dywersji w państwach graniczących z Białorusią. VDD nie ujawniła szczegółów postępowania ani nie poinformowała, czy zidentyfikowała podejrzanych. Wszczęcie sprawy pokazuje, że służby traktują zagrożenie poważnie, ale samo w sobie nie potwierdza, kto stoi za „Melnie rusi”.
Do sprawy odniósł się Aleksander Łukaszenka, który określił incydent jako łotewską inscenizację mającą pomóc w uzyskaniu pieniędzy z Unii Europejskiej. Ukraiński minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha przypisał odpowiedzialność Moskwie. Są to sprzeczne oskarżenia polityczne. W przywołanych relacjach nie przedstawiono nowych dowodów, które pozwalałyby rozstrzygnąć, kto zorganizował akcję.
Białoruskie służby: infiltracja i produkowanie dowodów
Sprawa Oddziałów Samoobrony Białorusi (OGSB) pokazuje, jak służby mogą wejść do istniejącego środowiska, wpływać na jego działania i wykorzystać je do własnych celów. Kanały tej grupy powstały po protestach z 2020 r. Białoruskie władze przedstawiały jej uczestników jako terrorystów planujących zamachy i sabotaż.
W materiale państwowej telewizji ONT pokazano kontrolowane podpalenie przeprowadzone przez funkcjonariuszy KGB. Nagranie miało zostać przekazane administratorowi kanału jako rzekomy dowód, że akcję przeprowadzili „partyzanci”. Mediazona opisała też scenę przedstawianą jako udaremniony zamach na propagandystę Grigorija Azarionka. Według publikacji rolę napastnika odegrał w niej funkcjonariusz KGB.
Sprawa OGSB nie dowodzi, że cała grupa od początku była fikcją stworzoną przez służby. Pokazuje jednak mechanizm, w którym funkcjonariusze infiltrują radykalną społeczność, wpływają na jej aktywność i dostarczają materiał mający potwierdzać oficjalną opowieść o zagrożeniu terrorystycznym. Aresztowania i procesy zamknęły tę operację represjami, a telewizyjne nagrania pomagały uzasadniać działania władz.
Podobny cel, choć z użyciem innych narzędzi, miała sieć fałszywych kont działająca w czasie kryzysu migracyjnego na granicy Polski i Białorusi w 2021 r. Reuters informował, że firma Meta, właścicielka Facebooka i Instagrama powiązała ją z białoruskim KGB. Konta podszywały się pod dziennikarzy i aktywistów, publikując po polsku, angielsku i kurdyjsku oskarżenia o przemoc wobec migrantów. Meta usunęła 41 kont, pięć grup na Facebooku i cztery profile na Instagramie. W tym przypadku nie była potrzebna fikcyjna organizacja z bojowym szyldem. Wystarczyła sieć kont, które miały wyglądać jak głosy niezależnych świadków i aktywistów.
Rosyjskie przykrywki: od Redutu po fałszywe tożsamości i wykonawców
Rosyjskie operacje nie korzystają z jednego rodzaju przykrywki. Czasem jest nią formacja przedstawiana jako prywatna, czasem fikcyjna tożsamość internetowa, a czasem – pojedynczy wykonawca, który nie zna pełnego celu zadania. Przykładem fasady organizacyjnej jest Redut, formacja przedstawiana jako prywatna firma wojskowa. Śledztwo Radia Swoboda/Radio Wolna Europa z 10 października 2023 r. opisywało Redut jako system rekrutacji i parasol dla oddziałów koordynowanych oraz finansowanych przez rosyjskie wojsko, w tym GRU. Dziennikarze oparli ustalenia na dokumentach, umowach, rozmowach z rekrutami i ich rodzinami oraz analizie danych z telefonów. Redut pozwalał przedstawiać oddziały jako odrębne od państwa, mimo ich związków z aparatem wojskowym.
Inny mechanizm zastosowano w cyberprzestrzeni. Grupa CyberBerkut przedstawiała się jako ukraińscy hakerzy-aktywiści. W swojej analizie portal Wired opisał ją jako przykrywkę dla rosyjskiej grupy hakerskiej APT28, powiązanej z GRU. W tym przypadku rolę fasady pełniła tożsamość rzekomo niezależnych ukraińskich aktywistów, pod którą można było prowadzić działania i rozpowszechniać polityczne komunikaty.
Podobną logikę, choć na większą skalę, wykorzystuje operacja Doppelgänger. Jej operatorzy tworzyli strony internetowe imitujące zachodnie media, fałszywe profile i fikcyjne persony, które rozpowszechniały prorosyjskie treści. Amerykański Departament Sprawiedliwości poinformował 4 września 2024 r. o przejęciu 32 domen wykorzystywanych w rosyjskiej operacji wpływu. Według komunikatu za kampanią stały rosyjskie firmy, w tym Social Design Agency, Structura i ANO Dialog, działające na polecenie Kremla. Doppelgänger nie był więc pojedynczą „grupą”, lecz siecią fałszywych mediów i kont mających sprawiać wrażenie autentycznych.
Jeszcze inny model ujawniły ataki na meczety i ośrodki kultury w Paryżu. W 2025 r. serbscy wykonawcy zostali skazani za pozostawianie świńskich głów przy takich miejscach. Według ustaleń sądu działali na polecenie struktur rosyjskiego wywiadu. W śledztwie z 2026 r. OCCRP opisało dokumenty dotyczące planowania operacji i powiązań z Social Design Agency oraz administracją prezydencką. Wykonawcy nie tworzyli trwałej organizacji: zostali użyci do konkretnego działania, które miało wywołać napięcia religijne i rozgłos.
Te przykłady pokazują różne sposoby ukrywania lub rozpraszania odpowiedzialności: Redut działał pod szyldem formacji prywatnej, CyberBerkut podszywał się pod ukraińskich aktywistów, Doppelgänger budował sieć fikcyjnych mediów i profili, a w Paryżu wykorzystano werbowanych wykonawców. Nie są to identyczne operacje, ale każda opiera się na pośredniku, który utrudnia odbiorcom ustalenie, kto stoi za działaniem.W przypadku „Melnie rusi” nie wiadomo, czy zastosowano któryś z tych modeli. Przykłady te pokazują, że rosyjskie służby i powiązane z nimi podmioty korzystały z różnych form przykrycia.
Nazwa grupy nie wyjaśnia, kto stoi za incydentem
Incydent na granicy Łotwy był realny. Do jego sprawców przypisał się anonimowy nadawca występujący jako Neman, działający pod nazwą „Melnie rusi”. W sieci grupa zbudowała własny przekaz: jej kanały i manifest promują zjednoczenie Rosji, Białorusi i Ukrainy, atakują państwa bałtyckie i przedstawiają Zachód jako wroga. Łotewska VDD wszczęła postępowanie dotyczące podejrzenia utworzenia organizacji przestępczej. Ustaliła więc, że sprawa wymaga badania także pod kątem zorganizowanej działalności.
Ten układ – anonimowy wykonawca, polityczny szyld i przekaz propagandowy – odpowiada metodom stosowanym w operacjach służb. OGSB, sieć kont powiązana z białoruskim KGB, Redut i paryskie ataki pokazują, jak służby wykorzystują infiltrację, fałszywe tożsamości, organizacyjne fasady i pośredników. W przypadku „Melnie rusi” szyld już spełnia swoją rolę: przypisuje incydent określonej formacji i nadaje mu ideologiczny sens, podczas gdy organizatorzy pozostają poza kadrem. Publicznie nie ujawniono jeszcze, kto kierował akcją ani jakie były jego związki z białoruskimi lub rosyjskimi służbami.


