Reklama
  • WIADOMOŚCI

Dwie służby, jedna siatka. Tajemnicza operacja tureckiego wywiadu

Operacja tureckiej Narodowej Organizacji Wywiadowczej (Millî İstihbarat Teşkilâtı, MİT) przeciwko międzynarodowej siatce szpiegowskiej jest sprawą, w której równie ważne jak to, co ujawniono, pozostaje to, czego oficjalnie nie powiedziano. Według Anadolu Ajansı turecki wywiad rozbił strukturę działającą na rzecz dwóch różnych zagranicznych służb wywiadowczych. MİT zidentyfikował dziewięć osób, z czego siedem zatrzymano i aresztowano, a dwie znajdowały się już wcześniej w więzieniu w związku z innymi sprawami.

Aparat do szpiegowania, fot. Pixabay CC0 Public Domain
Aparat do szpiegowania, fot. Pixabay CC0 Public Domain

Jak podaje anglojęzyczny turecki dziennik Hürriyet Daily News, operację przeprowadzono jednocześnie w czterech prowincjach. W działaniach uczestniczyły MİT, Prokuratura Republiki w Ankarze oraz specjalne zespoły wydziału antyterrorystycznego policji w Ankarze. W centrum sprawy pojawia się domniemany lider siatki, opisywany inicjałami B.E. Już sam ten opis pokazuje, że nie chodziło o rutynowe zatrzymanie pojedynczych informatorów, lecz o rozpoznanie szerszej struktury operacyjnej.

Najważniejszy jest jednak profil zbieranych informacji. Według Anadolu Ajansı członkowie siatki mieli gromadzić w Turcji wrażliwe dane dotyczące organizacji pozarządowych, stowarzyszeń, grup etnicznych i urzędników publicznych. Podobnie sprawę opisują tureckie media: Yeni Şafak, Habertürk oraz Yeniçağ Gazetesi, które zwracają uwagę, że przedmiotem zainteresowania nie były wyłącznie klasyczne tajemnice wojskowe. Chodziło także o społeczną i administracyjną mapę państwa: środowiska wpływu, sieci kontaktów, grupy podatne na nacisk oraz osoby mające dostęp do instytucji publicznych.

Reklama

Z relacji Anadolu Ajansı i Demirören Haber Ajansı – DHA wynika, że MİT przez dłuższy czas monitorował aktywność podejrzanych przy użyciu obserwacji fizycznej, cybermonitoringu i technicznych metod podsłuchu. Według tych źródeł turecki kontrwywiad zarejestrował kanały komunikacji z obcymi służbami, metody raportowania, mechanizmy płatności oraz instrukcje zadaniowe. Oznacza to, że celem operacji było nie tylko zatrzymanie członków siatki, lecz także odtworzenie całej architektury jej działania: łączności, finansowania, sposobu przekazywania informacji oraz zadań otrzymywanych z zewnątrz.

Istotne doprecyzowania pojawiły się nie w oficjalnym komunikacie MİT, lecz w komentarzu Fatıha Çekirgego opublikowanym w Hürriyet Gazetesi. Zwrócił on uwagę, że gdy turecka służba rozbijała wcześniej siatki powiązane z Mossadem, nazwa izraelskiej służby była zwykle podawana wprost. Tym razem – jak napisał – „to nie był Izrael”. Według jego relacji chodziło o jedną z najbardziej aktywnych globalnych potęg wywiadowczych oraz o dwie powiązane ze sobą struktury agenturalne.

Jedną z kluczowych postaci w tej sprawie miał być A.C., który według Çekirgego został wysłany do Turcji w 1993 roku, w 1995 roku uzyskał tureckie obywatelstwo i przez lata funkcjonował jako głęboko zakonspirowany agent. Drugą istotną postacią był B.E., który od 2013 roku miał działać jako „haber elemanı”, czyli źródło lub informator, utrzymywać kontakty z wieloma funkcjonariuszami wywiadu i przekazywać informacje dotyczące m.in. Turcji, Syrii oraz tureckich operacji wojskowych na północy Syrii.

Ten sam wątek opisuje również turecki serwis internetowy Odatv. Portal, relacjonując ustalenia Fatıha Çekirgego, podał, że osoby objęte operacją nie miały być powiązane z izraelskim Mossadem. Według tej relacji A.C. miał przyjechać do Turcji w 1993 roku, w 1995 roku uzyskać tureckie obywatelstwo, a następnie przez lata budować sieć społeczną i ekonomiczną, która mogła zostać wykorzystana do celów wywiadowczych.

Również portal SuperHaber – także powołując się na Fatıha Çekirgego z Hürriyet Gazetesi – pisze, że nie chodziło o operację Mossadu, lecz o strukturę związaną z „globalną potęgą” spoza Izraela. SuperHaber twierdzi też, że w sprawie występowały dwie różne sieci agenturalne oraz ich główne postacie, które miały działać w Turcji równolegle i wejść ze sobą w kontakt. Nadal jednak nie jest to oficjalne wskazanie państw stojących za operacją.

Wątek B.E. nadaje sprawie dodatkowy wymiar regionalny. Według Odatv, powołującego się na tekst Fatıha Çekirgego, B.E. miał urodzić się w 1970 roku w Bursie, od 2006 roku wyjeżdżać za granicę pod przykrywką działalności handlowej, a od 2013 roku działać jako „haber elemanı” – „człowiek informacji”, czyli źródło lub informator. W tej relacji pojawia się informacja, że przez dwanaście lat miał utrzymywać kontakt z piętnastoma funkcjonariuszami wywiadu i przekazywać dane dotyczące m.in. tureckich operacji wojskowych w Syrii, regionalnych kwestii bezpieczeństwa oraz działań państwa uznawanych za krytyczne.

Reklama

Ten syryjski trop może być istotny, ale nie rozstrzyga sprawy. Informacje o tureckich operacjach wojskowych w Syrii mogłyby być cenne dla wielu aktorów: państw regionalnych, służb zachodnich, rosyjskich, irańskich, syryjskich lub innych wywiadów aktywnych w środowisku bliskowschodnim. Żadne z podstawowych źródeł – Anadolu Ajansı, Hürriyet Daily News, Daily Sabah, TRT Afrika, Türkiye Today ani Syrian Arab News Agency – nie wskazało jednak nazw konkretnych państw lub służb.

Z tej racji sprawy nie należy mechanicznie porównywać do klasycznych przypadków podwójnych agentów. Tureckie stwierdzenie o „dwóch różnych zagranicznych służbach” nie musi oznaczać jednej zwartej siatki, która lojalnie i świadomie pracowała równocześnie dla dwóch państw. Bardziej prawdopodobne są inne konfiguracje: jedna struktura mogła sprzedawać informacje kilku odbiorcom. W Turcji mogły działać dwie odrębne sieci, których liderzy lub pośrednicy weszli ze sobą w kontakt; albo jedna ze służb mogła korzystać z kanałów, źródeł lub pośredników drugiej.

Taką interpretację wzmacniają tureckie komentarze oparte na tekście Fatıha Çekirgego z Hürriyet Gazetesi. Nie mówią one o klasycznym podwójnym agencie w stylu historycznych operacji kontrwywiadowczych, lecz raczej o dwóch strukturach agenturalnych oraz ich głównych postaciach, które miały funkcjonować w Turcji równolegle. Stąd też bardziej adekwatnym pojęciem jest tutaj wielokanałowa penetracja wywiadowcza albo sieciowe pośrednictwo wywiadowcze, a nie prosta historia jednego lub kilku szpiegów pracujących dla dwóch stron.

Natomiast brak wskazania Mossadu jest przy tym znaczący. W poprzednich operacjach tureckie komunikaty potrafiły nazywać izraelski wywiad wprost. Oficjalna strona Millî İstihbarat Teşkilâtı – MİT w materiałach dotyczących wcześniejszych operacji pisała bezpośrednio o osobach podejrzewanych o działalność na rzecz Mossadu. Również Anadolu Ajansı w innych sprawach potrafiła wprost wskazywać konkretne państwo, na przykład w relacjach dotyczących irańskich siatek szpiegowskich. Tym razem zastosowano inną formułę: „dwie zagraniczne służby”, bez nazw państw.

Komentarze mediów zagranicznych również nie przynoszą przełomu w tej kwestii. TRT Afrika podaje, że turecki wywiad zidentyfikował dziewięć osób działających dla dwóch różnych zagranicznych służb i że siedem osób, w tym szef siatki, zostało aresztowanych. News.Az pisze o zbieraniu informacji dotyczących organizacji społeczeństwa obywatelskiego, stowarzyszeń, wspólnot etnicznych i urzędników publicznych. Syrian Arab News Agency również powtarza formułę o dwóch zagranicznych służbach, ale nie identyfikuje ich nazw. Żadne z tych źródeł nie wskazuje, czy chodziło o USA, Rosję, Iran, Syrię, Wielką Brytanię, Chiny albo inne państwo.

Z tej racji najbardziej prawdopodobne jest, że Ankara celowo zachowuje niejednoznaczność. Może to wynikać z tajności śledztwa, potrzeby ochrony metod operacyjnych, chęci dalszego rozpracowania kontaktów albo z kalkulacji dyplomatycznej. Ujawnienie nazw państw natychmiast przeniosłoby sprawę z poziomu kontrwywiadowczego na poziom polityczny. Brak nazw pozwala natomiast wysłać sygnał ostrzegawczy do kilku adresatów jednocześnie, bez formalnego eskalowania relacji z którymkolwiek z nich.

Można więc wnioskować, że Turcja ujawniła rozbicie siatki pracującej dla dwóch zagranicznych służb, ale nie ujawniła, dla jakich państw działała ta struktura. Według Anadolu Ajansı i Hürriyet Daily News pewne jest, że chodziło o dziewięć zidentyfikowanych osób, siedem aresztowań, działania w czterech prowincjach oraz zbieranie informacji o organizacjach pozarządowych, stowarzyszeniach, grupach etnicznych i urzędnikach publicznych. Według Odatv i SuperHaber, powołujących się na Fatıha Çekirgego z Hürriyet Gazetesi, sprawa nie dotyczyła Mossadu, lecz co najmniej jednej „globalnej potęgi” i drugiej struktury wywiadowczej.

Nie ma jednak podstaw, aby wskazywać lub domniemywać, że chodziło o CIA, MI6, rosyjskie służby, irański wywiad, syryjski Muchabarat, chińskie Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego – MSS lub jakąkolwiek inną służbę jako potwierdzonego odbiorcę informacji. Można jedynie stwierdzić, że tureckie materiały opisują nie klasyczny przypadek podwójnego agenta, lecz bardziej złożony model sieciowej penetracji: obce służby miały interesować się nie tylko informacjami wojskowymi, lecz także organizacjami pozarządowymi, stowarzyszeniami, grupami etnicznymi, urzędnikami publicznymi oraz – według relacji Odatv i SuperHaber – tureckimi operacjami wojskowymi w Syrii.

Tak więc cała ta sprawa pokazuje, że Turcja traktuje obce działania wywiadowcze jako zagrożenie nie tylko dla aparatu państwowego, lecz także dla społecznej infrastruktury państwa. Organizacje pozarządowe, mniejszości, stowarzyszenia, lokalne sieci kontaktów i urzędnicy stają się w takim ujęciu częścią pola rozpoznania. Dlatego operacja MİT jest czymś więcej niż policyjnym zatrzymaniem siedmiu osób. To komunikat kontrwywiadowczy: tureckie służby twierdzą, że potrafią nie tylko zatrzymać agentów, lecz także odtworzyć ich sieci, kanały łączności, finansowanie, metody raportowania i cele strategiczne.

Reklama
Reklama