Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

„SAFE 0 proc.” w Sejmie. Co z pieniędzmi dla służb MSWiA?

Do Sejmu trafił właśnie projekt ustawy o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych, nazywany potocznie „SAFE 0 proc.” Sprawdziliśmy, skąd miałyby pochodzić środki finansowe i na co mogłyby liczyć formacje dbające o bezpieczeństwo wewnętrzne państwa.

Autor. InfoSecurity24.pl

Obecnie między rządem a opozycją, toczy ostra dyskusja o to, jak finansować modernizację polskiego bezpieczeństwa. Z jednej strony mamy uchwaloną i oczekującą na podpis prezydenta ustawę o unijnym programie SAFE, który zakłada zaciągnięcie preferencyjnej pożyczki na kwotę około 43,7 mld euro (blisko 185-200 mld zł). Z drugiej, prezydent Karol Nawrocki, wspierany przez prezesa NBP Adama Glapińskiego, proponuje alternatywne do unijnego programu, rozwiązanie.

Cała sprawa od wielu tygodni budzi wiele emocji. Premier Donald Tusk, mówił nawet - przed wtorkowym posiedzeniem rządu - o dochodzących do niego informacjach, zgodnie z którymi „prezydent zdecydował się, aby zawetować program SAFE”. Szef rządu stwierdził wprost, że jeśli tak się stanie, to będzie bardzo zła wiadomość”. I choć formalnie decyzja w sprawie ustawy jeszcze nie zapadła, jak się okazało prezydent - o czym poinformował szef jego kancelarii Paweł Szefernaker - skierował we wtorek do Sejmu ”projekt ustawy o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych realizujący „Polski SAFE 0 proc.”

Skąd pieniądze?

Autorzy prezydenckiego projektu wskazują, że opieranie się na pożyczce z UE niesie za sobą ogromne koszty odsetkowe. Dodatkowo program SAFE wiązać ma się z narzuceniem klauzuli „Buy European” oraz z ryzykiem politycznym zablokowania pieniędzy przez unijny mechanizm warunkowości, podobnie jak miało to miejsce ze środkami z KPO.

Receptą głowy państwa ma być Polski Fundusz Inwestycji Obronnych, którego obsługę poprowadzić miałby Bank Gospodarstwa Krajowego. Zgodnie z projektem, środki Funduszu mają pochodzić w głównej mierze z wpłat z zysku Narodowego Banku Polskiego. Kancelaria szacuje, że dzięki temu modelowi uda się zgromadzić co najmniej 200 miliardów złotych do 2035 roku. Sam zysk NBP ma być napędzany m.in. rosnącą wyceną rynkową polskich rezerw złota i walut obcych. Pieniądze zapewnić mają też kredyty, pożyczki i emisja obligacji (krajowych i zagranicznych), w tym obligacji detalicznych skierowanych bezpośrednio do obywateli.

Co to oznacza dla służb?

PFIO w zamyśle twórców nie jest wyłącznie „funduszem wojskowym”. Zgodnie z art. 4 ust. 1 projektowanej ustawy, środki z Funduszu zostaną przeznaczone na zadania ujęte w „Wieloletnim Programie Inwestycji Obronnych”, a w tym m.in. na zakup elementów uzbrojenia, wyposażenia oraz systemów specjalistycznych dla formacji mundurowych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa. Teoretycznie więc, daje to zielone światło dla inwestycji sprzętowych właśnie w Policji, Straży Granicznej czy Służbie Ochrony Państwa.

Projektodawcy przewidzieli dla MSWiA miejsce strukturach zarządczych Funduszu. System ma być dwuszczeblowy. Pierwszy szczebel to Rada Funduszu, czyli organ zatwierdzający priorytety i uchwalający program wieloletni. Zasiądą w nim m.in. minister obrony narodowej, minister finansów oraz przedstawiciele prezydenta, premiera i BBN.

Drugie ciało, to Komitet Sterujący, a zatem ciało pilnujące konkretnych wydatków, zatwierdzające roczny plan i zlecający audyty. To właśnie tu zasiąść ma przedstawiciel ministra właściwego do spraw wewnętrznych.

Jest jednak pewien haczyk. W organach Funduszu - zarówno w Radzie jak i Komitecie - decyzje podejmowane mają być większością 2/3 głosów. Co ważne, projekt zakłada, że w obu ciałach znaleźć miałby się zarówno przedstawiciel prezydenta jak i BBN. Prosta kalkulacja prowadzi do wniosku, że by móc podjąć jakąkolwiek decyzję w pięcioosobowym gremium, potrzebne są 4 głosy, podczas gdy dwa z nich należeć będą do osób związanych z głową państwa. De facto zatem, aprobata prezydenta będzie warunkiem koniecznym, by móc w ogóle działać

Reklama

Jak na razie wiele wskazuje, że prezydencki projekt nie stanie się game changerem. Szanse na wejście w życie tej wizji dość jednoznacznie ocenił premier Donald Tusk tuż po wtorkowym spotkaniu w Pałacu Prezydenckim. Szef rządu wprost skrytykował prezydencką inicjatywę jako projekt bez bieżącego pokrycia finansowego. „Ta propozycja to SAFE zero złotych. W tym projekcie ustawy nie ma pieniędzy, jest nowe ciało, nowa biurokracja. Jeżeli NBP rzeczywiście ma zysk, proszę go wpłacić do budżetu” - stwierdził szef rządu.

W optyce rządu, zamiast tworzenia od zera funduszy o dyskusyjnym stopniu szybkiej realizacji, państwo powinno oprzeć się na unijnym mechanizmie, który oferuje realne pieniądze leżące już na stole. Rządowy plan na europejski SAFE ma bowiem - jak słyszymy - gotowy harmonogram zamówień. „Polska bezwzględnie potrzebuje szybkich, dużych, będących do naszej dyspozycji pieniędzy na czas zagrożeń” – podsumował stanowczo premier.

Dla służb MSWiA wniosek jest jednak bezlitosny. Z jednej strony, jeśli prezydent zawetuje ustawę dotyczącą programu SAFE, ponad 7 mld złotych może bezpowrotnie przepaść. Z drugiej, biorąc pod uwagę zapowiedzi składane przez premiera, oraz jednoznacznie krytyczną ocenę źródeł finansowania prezydenckiego projektu, jest raczej mało prawdopodobne by wszedł on w życie w zaproponowanym dziś kształcie.

Reklama
Reklama