- WIADOMOŚCI
Mąż dziennikarki zatrzymany przy warszawskim cmentarzu. Policja tłumaczy interwencję
Autor. Policja Podlaska/podlaska.policja.gov.pl
Mąż Danuty Holeckiej został zatrzymany przez policję w niedzielę w rejonie cmentarza przy ulicy Fosa na warszawskim Służewcu. W oficjalnym komunikacie funkcjonariusze odnieśli się do przebiegu interwencji i wyjaśnili okoliczności użycia kajdanek.
Do nietypowej interwencji policji doszło w niedzielę po południu w pobliżu jednego z warszawskich cmentarzy. Funkcjonariusze zatrzymali męża Danuty Holeckiej w rejonie ulicy Fosa na Służewcu. Sprawa wywołała zainteresowanie mediów. W komunikacie Policja przedstawiła swoją wersję wydarzeń. Wyjaśniła również, dlaczego wobec kierowcy użyto kajdanek.
Interwencja policji przy cmentarzu na Służewcu
Do zdarzenia doszło w niedzielę po południu w rejonie cmentarza przy ulicy Fosa w Warszawie. Jak wynika z komunikatu mokotowskiej policji, powodem interwencji było naruszenie przepisów ruchu drogowego. Kierujący samochodem miał wjechać na obszar objęty znakiem B-1, oznaczającym zakaz ruchu w obu kierunkach. Ograniczenie obowiązywało w związku z czasową zmianą organizacji ruchu w pobliżu cmentarza.
Jak przekazali funkcjonariusze, podczas interwencji mężczyzna nie wykonywał wydawanych poleceń i odmówił podania swoich danych osobowych. Policja odniosła się również do kwestii użycia kajdanek. Jak wyjaśniono w oficjalnym komunikacie, funkcjonariusze zdecydowali się na ten środek, aby zapobiec samowolnemu oddaleniu się mężczyzny.
Interwencja Policji w rejonie cmentarza przy ul. Fosa W związku z pojawiającymi się w przestrzeni medialnej informacjami dotyczącymi interwencji policjantów w rejonie cmentarza przy ul. Fosa w Warszawie informujemy, że jej przyczyną było naruszenie przepisów ruchu drogowego. Kierujący samochodem wjechał w obszar objęty znakiem B-1 „zakaz ruchu w obu kierunkach”, obowiązującym w związku z czasową zmianą organizacji ruchu w pobliżu cmentarza. Podczas interwencji mężczyzna nie wykonywał poleceń funkcjonariuszy i odmówił podania swoich danych osobowych. W związku z jego zachowaniem policjanci zastosowali kajdanki, aby zapobiec samowolnemu oddaleniu się. W trakcie czynności mężczyzna zgłosił złe samopoczucie. Policjanci wezwali na miejsce zespół ratownictwa medycznego. Podkreślamy, że interwencja była następstwem stwierdzonego naruszenia przepisów ruchu drogowego oraz zachowania kierującego podczas podejmowanych przez policjantów czynności. Nie miała żadnego związku z tożsamością pasażerów samochodu ani wykonywaną przez nich działalnością zawodową. Informacje przedstawiające interwencję jako podjętą bez uzasadnionej przyczyny są niezgodne z ustalonym przebiegiem zdarzenia.
— Policja Mokotów Ursynów Wilanów (@Policja_KRPII) November 1, 2026
W trakcie prowadzonych czynności kierujący zgłosił złe samopoczucie. Policjanci wezwali więc na miejsce zespół ratownictwa medycznego.
Mokotowscy funkcjonariusze stanowczo zaprzeczyli, jakoby interwencja była bezzasadna. Podkreślili także, że nie miała ona żadnego związku z tożsamością pasażerów samochodu ani wykonywaną przez nich działalnością zawodową. Policja zaznaczyła, że przedstawianie zdarzenia jako interwencji podjętej bez uzasadnionej przyczyny jest niezgodne z ustalonym przebiegiem wydarzeń.
Policja skierowała wniosek do sądu
O dalszy przebieg sprawy zapytano w poniedziałek Komendę Rejonową Policji Warszawa II. Aspirant sztabowy Marta Haberska w rozmowie z tvn24.pl wyjaśniła, że mężczyzna został zwolniony zaraz po ustaniu przesłanek do jego zatrzymania, czyli po ustaleniu jego danych osobowych. To jednak nie koniec sprawy. Policja skierowała do sądu wniosek o ukaranie kierowcy w związku z popełnionymi wykroczeniami.
Jak doprecyzowała przedstawicielka mokotowskiej policji, chodzi o dwa czyny. Pierwszy dotyczy niestosowania się do znaków, sygnałów drogowych lub poleceń, o którym mowa w artykule 92 Kodeksu wykroczeń. Drugi związany jest z wprowadzaniem w błąd funkcjonariuszy policji i został wskazany w artykule 65 Kodeksu wykroczeń. Za wymienione wykroczenia grozi kara grzywny, nagany lub ograniczenia wolności. Ostateczne rozstrzygnięcie w sprawie należy teraz do sądu.

