- WIADOMOŚCI
30 tys. dolarów i obietnica orderu. Dziennikarze ujawnili plan podpalenia fabryki dronów w Polsce
Podpalenie fabryki dronów w Gliwicach, kilkadziesiąt tysięcy dolarów i obietnica odznaczenia na Białorusi – taką ofertę miał przedstawić dziennikarzowi Vot Tak werbownik posługujący się pseudonimem Joker. Według ustaleń redakcji jego konto w Telegramie zarejestrowano na rosyjski numer telefonu.
Na stronie redakcji Vot Tak (niezależne rosyjskojęzyczne medium Ośrodka Mediów dla Zagranicy TVP z redakcją w Warszawie) opublikowano w czwartek artykuł, w którym opisano, jak rosyjskojęzyczny rozmówca posługujący się pseudonimem „Joker” miał zaoferować dziennikarzowi 30 tys. dolarów za podpalenie zakładów Flytronic w Gliwicach, należących do Grupy WB. Dodatkową zachętą miała być obietnica odznaczenia od Alaksandra Łukaszenki.
Jak czytamy, kontakt rozpoczął się od ogłoszenia o pracę na Telegramie. Jak czytamy w artykule Vot Tak, dziennikarz odpowiedział na ofertę zamieszczoną na kanale skierowanym do Białorusinów mieszkających w Polsce. Rozmówca używający pseudonimu „Joker” zaproponował mu podpalanie samochodów z ukraińskimi tablicami rejestracyjnymi w Warszawie. Za każdy pojazd oferował tysiąc dolarów.
Dziennikarz odmówił. W ramach prowokacji przekonywał, że musi w ciągu tygodnia opuścić Polskę z powodu wygaśnięcia zezwolenia na pobyt i chciałby przed wyjazdem wykonać „salwę na pożegnanie”. Po tej deklaracji rozmowa zeszła na zakład produkujący drony.
Początkowo „Joker” miał zaproponować odnalezienie takiej fabryki w Warszawie. Kiedy dziennikarz poprosił o wskazanie znanego już adresu i zadeklarował gotowość do przeprowadzenia dywersji, otrzymał propozycję podpalenia zakładów Flytronic w Gliwicach.
Flytronic jest przedsiębiorstwem Grupy WB specjalizującym się w bezzałogowych systemach wojskowych. Centrum Europy wskazuje, że jego najbardziej znane konstrukcje – rozpoznawczy FlyEye i amunicja krążąca Warmate – są wykorzystywane przez Wojsko Polskie oraz Siły Zbrojne Ukrainy.
Z materiału Vot Tak wynika, że osoba szukająca wykonawcy podpalenia dysponowała już materiałami z obserwacji gliwickiego zakładu. Przesłała dziennikarzowi nagrania pokazujące obiekt zza ogrodzenia. Według Vot Tak miała je wykonać inna osoba zaangażowana do rozpoznania terenu.
„Joker” miał przekazywać dziennikarzowi Vot Tak również informacje o ochronie zakładu i wskazywał miejsce planowanego ataku. W korespondencji – jak czytamy w opublikowanym artykule – omawiano sposób jego przeprowadzenia, a wypłatę obiecanej kwoty uzależniono od dostarczenia nagrania dokumentującego podpalenie.
Za wykonanie zlecenia rozmówca proponował 30 tys. dolarów oraz order od prezydenta Białorusi Alaksandra Łukaszenki. „Na Białorusi damy ci odznaczenie. W zależności od tego, jak wykonasz zadanie, może nawet order” – miał napisać Joker, zapewniając jednocześnie o dobrych relacjach z „Baćką” – białoruskim przywódcą.
To deklaracja rozmówcy, a nie potwierdzenie jego powiązań z białoruskimi władzami. Przywołany materiał nie przedstawia niezależnych dowodów na możliwość uzyskania odznaczenia ani na tożsamość osób stojących za zleceniem.
Dziennikarze Vot Tak prześledzili także aktywność konta „Jokera”. Według ustaleń dziennikarzy w ostatnich miesiącach oferował on „proste prace” w Polsce, Francji, Wielkiej Brytanii, na Litwie, Łotwie, w Estonii, na Słowacji, w Rumunii i Bułgarii.
Ogłoszenia z ostatniego miesiąca miały pojawić się w 122 grupach. Były kierowane przede wszystkim do rosyjskojęzycznych imigrantów, ale publikowano je również po angielsku i francusku. Jako standardowe pierwsze zlecenie portal wskazuje wykonanie 15 graffiti za 100 dolarów.
Do sprawy odniosło się również Centrum Europy, które opisuje tę działalność w kontekście „agentury proxy” – osób pozyskiwanych do pojedynczych zadań, w tym działań dywersyjnych. Jak czytamy, w przedstawionej korespondencji propozycja zarobku obejmowała zarówno podpalenia samochodów, jak i atak na przedsiębiorstwo przemysłu obronnego.


