- WIADOMOŚCI
Strzelanina w Waszyngtonie. Dlaczego Vance został ewakuowany przed Trumpem?
Strzały podczas prestiżowej kolacji w Waszyngtonie i błyskawiczna ewakuacja najważniejszych osób w państwie. Świat obiegło nagranie, na którym J.D. Vance opuszcza salę przed Donaldem Trumpem. Ta kolejność wzbudziła liczne pytania o działania ochrony. Czy to przypadek, czy element ściśle zaplanowanej procedury?
Autor. White House
W sobotę prezydent USA Donald Trump i najważniejsi członkowie amerykańskiej administracji uczestniczyli w balu korespondentów Białego Domu w hotelu Hilton w Waszyngtonie. Gdy w hotelowym lobby padły strzały, agenci Secret Service rozpoczęli ewakuację najważniejszych osób w państwie. Nagranie ze zdarzenia obiegło cały świat. Jedną z pierwszych rzeczy, które rzucają się w oczy, jest to, że jako pierwszy salę opuścił wiceprezydent USA J.D. Vance, a dopiero po nim prezydent Donald Trump. Ta kolejność wzbudziła liczne spekulacje i pytania o działania ochrony.
Jak wskazał w poniedziałek w TVN24 Andrzej Mroczek, były policjant, zastępca dyrektora Centrum Badań nad Terroryzmem oraz ekspert ds. bezpieczeństwa z Collegium Civitas, zespoły reagują i podejmują decyzje w taki sposób, by sobie nie wchodzić w drogę. „Prezydent i wiceprezydent muszą być ewakuowani innymi drogami ewakuacyjnymi, mają zupełnie inne punkty bezpieczne, które są wcześniej wyznaczone w ramach przygotowań agentów Secret Service” – tłumaczył. Jak dodał, celem wyznaczenia różnych ścieżek ewakuacji jest zachowanie „ciągłości władzy”.
Gość TVN24 podkreślił, że zespoły odpowiedzialne za bezpieczeństwo prezydenta i wiceprezydenta działają osobno. „Nie doszukuję się tutaj żadnych jakichś podtekstów czy też snucia jakichś teorii spiskowych. Takie są procedury, aby zapewnić ciągłość władzy w momencie, kiedy sytuacja wymknęłaby się spod kontroli i doszłoby do śmierci prezydenta” – podsumował ekspert.
Trump: to trochę przeze mnie
Do sprawy w programie „60 Minutes” emitowanym przez stację CBS odniósł się prezydent USA Donald Trump. Jak przyznał, jego zachowanie mogło wpłynąć na czas reakcji agentów.
Trump tłumaczył, że początkowo nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. „Cóż, stało się tak trochę przeze mnie. Chciałem zobaczyć, co się dzieje, i nie ułatwiałem im tego tak bardzo. Wtedy zaczęliśmy zdawać sobie sprawę, że to może być poważny problem” – przyznał prezydent USA Donald Trump.
„Byłem otoczony wspaniałymi ludźmi, ale prawdopodobnie sprawiłem, że zachowywali się trochę wolniej. Powiedziałem: chwileczkę, chwileczkę. Zobaczę. Chwileczkę” – tłumaczył polityk. Prezydent opisał także moment ewakuacji – w pewnej chwili agenci kazali mu paść na ziemię, aby zminimalizować ryzyko trafienia przez napastnika. Podobne polecenie otrzymała również pierwsza dama.
Strzały padły w lobby hotelu, a nie bezpośrednio na sali, gdzie znajdowali się goście. Służby szybko obezwładniły 31-letniego napastnika. Mężczyzna nie zdołał dostać się do pomieszczenia, w którym odbywała się główna część wydarzenia. Zdaniem specjalistów system zabezpieczeń zadziałał prawidłowo. Wiadomo, że sprawca był gościem hotelu, w którym odbywał się bal. W momencie strzelaniny miał przy sobie wiele rodzajów broni: strzelbę, pistolet i „wiele noży”. Jak wskazał w rozmowie z TVN24 Mroczek, Secret Service sprawdza wszystkich gości hotelowych pod kątem, czy pojawiali się w materiałach operacyjnych „Nie było przesłanek, aby zapalić czerwoną lampkę” – mówił ekspert.
Incydent wywołał szeroką dyskusję w Stanach Zjednoczonych – zarówno na temat bezpieczeństwa, jak i rosnącej skali przemocy politycznej. Zwrócono też uwagę na zmianę tonu wypowiedzi Trumpa po zdarzeniu. Zamiast zapowiadanej ostrej krytyki mediów, prezydent wezwał do jedności i złagodzenia napięć. Eksperci są jednak sceptyczni, czy taka retoryka utrzyma się na dłużej.
W poniedziałek w rozmowie z „POLITICO” wysoki rangą urzędnik Białego Domu poinformował, że szefowa sztabu Susie Wiles zwoła spotkanie z zespołem operacyjnym Białego Domu, służbą Secret Service oraz kierownictwem Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego. „Podczas spotkania omówione zostaną procesy i procedury, które pozwoliły udaremnić sobotnią próbę zamachu, a także rozważone zostaną dodatkowe rozwiązania mające na celu zapewnienie, że wszystkie właściwe służby robią wszystko, co w ich mocy, aby zabezpieczyć liczne ważne wydarzenia zaplanowane dla prezydenta Trumpa w nadchodzących miesiącach” – poinformował urzędnik, dodając, iż zarówno prezydent, jak i Biały Dom uważają, że agenci Secret Service „wykonali doskonałą robotę, neutralizując strzelca i przenosząc prezydenta, pierwszą damę, wiceprezydenta i członków gabinetu w bezpieczne miejsce”.


