- WIADOMOŚCI
Każdy może zostać terrorystą, czyli jak Rosja „poluje” na obywateli
W dzisiejszej Rosji pojęcie „terroryzmu” uległo zasadniczej transformacji. Coraz rzadziej odnosi się ono do realnych aktów przemocy wobec ludności cywilnej, a coraz częściej pełni funkcję narzędzia administracyjno-karnego, wykorzystywanego przez państwo do regulowania zachowań społecznych, tłumienia sprzeciwu oraz wytwarzania atmosfery permanentnego zagrożenia. Jak zauważa The Insider, w analizie prawnika Iwana Pawłowa, wraz z przedłużaniem się wojny przeciw Ukrainie rosyjski system wymiaru sprawiedliwości utracił rozróżnienie między sprawami politycznymi a niepolitycznymi. Represje przestały być skierowane wyłącznie przeciwko aktywnym przeciwnikom władzy. Zaczęły obejmować coraz szersze, często przypadkowe grupy obywateli.
Państwo, które nie czeka na wyrok
Jednym z kluczowych elementów tej zmiany jest odejście od zasady, zgodnie z którą kara następuje po wyroku. Jak opisuje BBC Monitoring w obszernym opracowaniu Explainer: Russia’s registers for »hostile« organisations and persons („Przegląd rosyjskich rejestrów organizacji i osób uznanych za wrogie”), rosyjski system rejestrów obejmujących osoby i organizacje uznane za „terrorystyczne”, „ekstremistyczne”, „niepożądane” lub działające „pod zagranicznym wpływem” pełni funkcję kluczowego narzędzia represji administracyjnej, umożliwiając sankcjonowanie jeszcze przed wyrokiem sądu.
Faktycznie jest to narzędzie walki z finansowaniem terroryzmu i ekstremizmu; w praktyce pełni funkcję mechanizmu natychmiastowego wykluczenia. Osoba wpisana do rejestru – nawet jako podejrzana – traci dostęp do rachunków bankowych, kart płatniczych i możliwości swobodnego dysponowania środkami. W wielu przypadkach oznacza to niemożność opłacenia mieszkania, leczenia czy pomocy prawnej. BBC Monitoring podkreśla, że wpis do rejestru nie jest równoznaczny z wyrokiem i często następuje jeszcze przed wniesieniem aktu oskarżenia. Tym samym sankcja staje się narzędziem śledczym, a nie konsekwencją udowodnionej winy.
W ocenach projektu Pervy Otdel – niezależnego rosyjskiego projektu prawniczego monitorującego sprawy o zdradę stanu, szpiegostwo i terroryzm – przedstawionych w raporcie „Sprawy o zdradę stanu i szpiegostwo w 2025 roku” (Дела о госизмене и шпионаже в 2025 году), wpis do rejestru Rosfinmonitoringu nie musi oznaczać uznania danej osoby za terrorystę nawet z punktu widzenia rosyjskiego prawa, a mimo to prowadzi do stanu określanego jako „cywilna śmierć”. Formalnie dana osoba istnieje, lecz faktycznie zostaje wyłączona z życia społecznego i ekonomicznego. Co istotne, nawet w świetle rosyjskiego prawa wpis ten nie musi oznaczać uznania danej osoby za terrorystę, co pokazuje, jak dalece administracyjne narzędzia oderwały się od klasycznych standardów prawa karnego.
Przepis, który karze nie czyny, lecz interpretacje
Drugim filarem systemu jest masowe wykorzystanie przepisów dotyczących „usprawiedliwiania terroryzmu”. Jak wynika z danych cytowanych przez The Insider, liczba skazań w sprawach terrorystycznych w Rosji wzrosła w ciągu kilku lat wielokrotnie. Skok ten nie koreluje jednak z realnym wzrostem liczby zamachów czy aktów przemocy, lecz z rozszerzeniem interpretacji przepisów. Analiza Centrum Studiów Wschodnioeuropejskich w Sztokholmie (SCEEUS) zawarta w raporcie Political Persecutions in Russia and in the Occupied Territories of Ukraine („Prześladowania polityczne w Rosji i na okupowanych terytoriach Ukrainy”) stwierdza, że artykuł 205.2 rosyjskiego kodeksu karnego stał się narzędziem penalizacji wypowiedzi, które w normalnych warunkach mieściłyby się w granicach debaty publicznej. Przepis ten jest stosowany wobec wypowiedzi antywojennych, proukraińskich, a nawet wobec neutralnych odniesień do wydarzeń lub organizacji uznanych przez władze za „terrorystyczne”, jeśli brak w nich jednoznacznego potępienia.
Dane liczbowe dostarcza SOVA Center for Information and Analysis w raporcie Countering Extremism in 2024: Regulation of Public Speech and Organized Activity („Zwalczanie ekstremizmu w 2024 roku: regulacja wypowiedzi publicznych i zorganizowanych form aktywności”). Organizacja, opierając się na statystykach Sądu Najwyższego Federacji Rosyjskiej, wskazuje, że w 2024 roku na podstawie art. 205.2 skazano 453 osoby, z czego w zdecydowanej większości przypadków zarzut ten był główną podstawą wyroku. SOVA Center podkreśla, że znaczna część tych spraw dotyczyła wypowiedzi związanych z wojną w Ukrainie, co potwierdza, że prawo antyterrorystyczne pełni funkcję narzędzia kontroli narracji. W praktyce oznacza to przesunięcie punktu ciężkości: nie bada się już, czy dana wypowiedź stwarza realne zagrożenie, lecz czy może zostać uznana za politycznie niepożądaną.
Zdrada i szpiegostwo jako „lewary" represji
Jeszcze poważniejsze konsekwencje niesie równoległe rozszerzenie przepisów dotyczących zdrady stanu i szpiegostwa. Jak wynika ze wspomnianego uprzednio raportu Pervy Otdel, rok 2025 przyniósł rekordową liczbę wyroków w tego typu sprawach – 468 skazań w ciągu jednego roku. Łączna liczba znanych figurantów takich postępowań sięgnęła co najmniej 1627, przy czym autorzy podkreślają, że są to dane minimalne, obejmujące jedynie przypadki możliwe do udokumentowania.
Jak opisuje Parubets Analytics (niezależny projekt analityczny zajmujący się systematycznym gromadzeniem i opracowywaniem danych dotyczących represji karnych w Rosji) w raporcie „Zdrada stanu i szpiegostwo w Rosji: dynamika po 24 lutego 2022 roku” (Госизмена и шпионаж в России: динамика после 24 февраля 2022 года), aż 88 proc. wszystkich znanych figurantów spraw o zdradę stanu i szpiegostwo pojawiło się dopiero po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Zdaniem autorów nie może to być wytłumaczone ani nagłym wzrostem realnej działalności szpiegowskiej, ani poprawą skuteczności rosyjskich służb kontrwywiadowczych. Analiza ta, oparta na systematycznym gromadzeniu kart sądowych, komunikatów organów ścigania oraz dostępnych doniesień medialnych, pokazuje raczej zmianę funkcji samych przepisów: z instrumentów stosowanych wcześniej wybiórczo wobec wąskiej grupy osób w narzędzie masowych represji wojennych.
Autorzy raportu zastrzegają przy tym, że prezentowane dane mają charakter minimalny, ponieważ znaczna część postępowań w sprawach określanych jako dotyczące „bezpieczeństwa państwa” pozostaje objęta utajnieniem, co dodatkowo zaciemnia skalę zjawiska i utrudnia jego społeczną weryfikację. Równocześnie Pervy Otdel zwraca uwagę na praktykę łączenia zarzutów: terroryzmu, zdrady stanu i „współpracy z wrogiem”. Takie kumulowanie kwalifikacji prawnych pozwala na drastyczne podwyższanie kar, a jednocześnie niemal całkowicie eliminuje możliwość skutecznej obrony procesowej.
Zwykłe słowa, nadzwyczajne wyroki
Konsekwencje opisanych mechanizmów widać szczególnie wyraźnie w konkretnych sprawach relacjonowanych przez media międzynarodowe, które pokazują, jak pojęcie „terroryzmu” funkcjonuje w rosyjskiej praktyce karnej nie jako opis czynu, lecz jako interpretacja wypowiedzi. Jak informowała Reuters, rosyjski sąd wojskowy ukarał grzywną doświadczoną dziennikarkę Nadieżdę Keworkową, uznając, że jej wpisy w serwisie Telegram stanowią „usprawiedliwianie terroryzmu”. Podstawą oskarżenia były treści o charakterze dziennikarskim i archiwalnym, w tym odniesienia do Talibanu – organizacji formalnie uznawanej w Rosji za terrorystyczną, mimo że władze równolegle wysyłają sygnały o utrzymywaniu z nią kontaktów politycznych. Reuters zwracał uwagę, że w tego rodzaju sprawach nie bada się realnego zagrożenia ani intencji przemocy, lecz sam fakt wypowiedzi, jej kontekst i to, czy spełnia ona oczekiwania władzy co do „właściwej” narracji. Agencja podkreślała również, że przypadek Keworkowej nie jest odosobniony, lecz wpisuje się w szerszy trend represji wobec niezależnych mediów, w którym praca reporterska, analiza materiałów źródłowych czy przywoływanie faktów historycznych zaczynają funkcjonować jako potencjalna podstawa odpowiedzialności karnej. W tym sensie „terroryzm” staje się kategorią umożliwiającą dyscyplinowanie środowiska dziennikarskiego i wymuszanie autocenzury.
Podobny mechanizm widoczny jest w sprawach dotyczących wypowiedzistricte politycznych. Jak relacjonowała The Associated Press, w grudniu 2025 roku rosyjski sąd skazał opozycyjnego działacza Siergieja Udalcowa na wieloletnią karę więzienia za „usprawiedliwianie terroryzmu” w związku z jego aktywnością w internecie oraz komentarzami odnoszącymi się do innych procesów politycznych. Według AP zarzuty nie dotyczyły planowania przemocy ani kontaktów z organizacjami terrorystycznymi, lecz interpretacji wypowiedzi i ocen wyrażanych publicznie. Agencja opisywała ten wyrok jako element nasilającej się fali tłumienia sprzeciwu, w której nawet krytyczna refleksja nad działaniami wymiaru sprawiedliwości może zostać zakwalifikowana jako przestępstwo o charakterze terrorystycznym.
W obu przypadkach „terroryzm” funkcjonuje więc nie jako kategoria opisująca czyn, lecz jako narzędzie prawne służące penalizacji słowa. Odpowiedzialność karna nie wynika tu z realnego zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego, lecz z decyzji interpretacyjnej organów ścigania i sądu, które przypisują wypowiedziom określoną intencję i wagę polityczną. To właśnie ta logika sprawia, że granica między legalną wypowiedzią a przestępstwem terrorystycznym staje się w rosyjskich realiach płynna i nieprzewidywalna, a ryzyko represji dotyczy coraz szerszego kręgu osób.
Cały system domyka rola sądów wojskowych i powszechne utajnianie postępowań. Jak podawał Reuters w kontekście procesu Evana Gershkovicha, procesy w sprawach o zdradę i szpiegostwo są w Rosji standardowo zamknięte. Obrońcy podpisują zobowiązania do zachowania poufności, a opinia publiczna nie ma dostępu do akt, uzasadnień ani informacji o miejscu odbywania kary. Utajnienie – jak podkreślają komentatorzy – nie służy ochronie państwa, lecz ochronie aparatu represji przed społeczną weryfikacją.
Terrorysta jako figura systemowa
W rezultacie rosyjski system prawny coraz wyraźniej przestaje pełnić swoją klasyczną funkcję ochrony bezpieczeństwa publicznego i reagowania na realne zagrożenia. Zamiast tego przeobraża się w mechanizm produkcji „wrogów”, w którym pojęcie „terrorysty” zostaje oderwane od konkretnych czynów i przemocy, a następnie użyte jako elastyczne narzędzie zarządzania społeczeństwem. „Terroryzm” nie jest tu kategorią opisową, lecz funkcjonalną – dostosowywaną do bieżących potrzeb politycznych, propagandowych i represyjnych. W tym modelu nie istnieje stabilna granica między legalnym działaniem a przestępstwem. O tym, kto zostanie uznany za „terrorystę”, nie decyduje już obiektywna ocena zagrożenia, lecz interpretacja służb, decyzja administracyjna lub kontekst polityczny chwili. Ta sama czynność – wypowiedź, publikacja, kontakt, przelew, aktywność w sieci – może przez lata pozostawać poza zainteresowaniem państwa, by w innym momencie zostać zakwalifikowana jako element „działalności terrorystycznej” lub jej „usprawiedliwiania”.
„Terrorysta” w rosyjskim systemie represji pełni więc rolę figury odstraszającej. Jego zadaniem nie jest wyłącznie ukaranie konkretnej osoby, lecz wysłanie sygnału do całego społeczeństwa: granice odpowiedzialności karnej są płynne, a bezpieczeństwo prawne – iluzoryczne. Skoro każda interpretacja należy do władzy, każdy obywatel może potencjalnie znaleźć się w orbicie najcięższych oskarżeń, nawet jeśli jego działania nie miały nic wspólnego z przemocą czy planowaniem zamachu. W takich warunkach teza, że „każdy może zostać terrorystą w Rosji”, nie jest publicystyczną hiperbolą ani retorycznym zabiegiem. Jest opisem realnego ryzyka prawnego, które wynika z arbitralności decyzji organów ścigania, systematycznego rozszerzania interpretacji przepisów oraz podporządkowania sądów – zwłaszcza wojskowych – aparatowi siłowemu. To ryzyko dotyczy nie tylko aktywistów, dziennikarzy czy opozycjonistów, lecz także zwykłych obywateli, którzy znaleźli się w „niewłaściwym” kontekście: wypowiedzieli się w złym momencie, skomentowali cudzą sprawę, weszli w kontakt z niewłaściwą osobą lub zostali włączeni w łańcuch zdarzeń, nad którym nie mieli kontroli. W efekcie „terrorysta” staje się w rosyjskich realiach produktem systemowym – wytwarzanym przez prawo, administrację i sądy działające w logice represji, a nie w logice ochrony społeczeństwa. To właśnie ta systemowość, a nie pojedyncze nadużycia, sprawia, że strach przestaje być skutkiem ubocznym represji, a staje się ich świadomie projektowanym celem.

