Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI

Francja pogrąża się w chaosie. „To już nie są zwykłe protesty”

Fot. Préfecture de Police/Facebook
Fot. Préfecture de Police/Facebook

Podpalenia, grabieże i starcia z policją sprawiają, że protesty we Francji przeradzają się w poważny kryzys bezpieczeństwa. Zdaniem dr. Aleksandra Olecha, redaktora naczelnego Defence24.com, państwo ma coraz większe trudności z opanowaniem sytuacji, a eskalacja przemocy może mieć również poważne konsekwencje polityczne.

Reklama

Francja zmaga się z falą protestów, która z początkowego sprzeciwu wobec sytuacji w szkolnictwie i rosnących kosztów życia przerodziła się w poważny kryzys bezpieczeństwa wewnętrznego. W kolejnych miastach dochodzi do podpaleń, grabieży, aktów wandalizmu i starć z policją. Niepokój budzi nie tylko skala przemocy, ale również fakt, że jej celem stają się budynki administracji publicznej, zabytki i prywatne przedsiębiorstwa. W Limoges pożar poważnie uszkodził zabytkowy ratusz, w Bordeaux plądrowano sklepy, a w Lyonie podpalono biuro informacji turystycznej.

O przyczynach eskalacji przemocy, problemach francuskiego systemu bezpieczeństwa wewnętrznego oraz politycznych konsekwencjach kryzysu mówi, w w rozmowie z InfoSecurity24.pl, dr Aleksander Olech, redaktor naczelny Defence24.com. Ekspert podkreśla, że obecnej sytuacji nie można już tłumaczyć wyłącznie niezadowoleniem społecznym. Jego zdaniem Francja stoi przed poważnym sprawdzianem zdolności do ochrony obywateli, instytucji publicznych i porządku prawnego.

Od protestów w sprawie edukacji do przemocy na ulicach

Jak wskazuje dr Olech, początkiem protestów były postulaty związane z funkcjonowaniem francuskiego szkolnictwa. Uczniowie, studenci i nauczyciele domagali się zwiększenia nakładów na edukację, poprawy warunków nauczania, zwiększenia zatrudnienia oraz ograniczenia cięć budżetowych. Początkowo odbywały się również pokojowe manifestacje, jednak z czasem do protestujących zaczęły dołączać kolejne środowiska, od związków zawodowych po radykalne ugrupowania polityczne.

Reklama

Zdaniem Olecha zmianie uległ zarówno charakter demonstracji, jak i skala zagrożeń, które im towarzyszą. Zwraca on uwagę na rolę środowisk politycznych, które – w jego ocenie – zachęcały do protestów i bardziej konfrontacyjnych działań. W rezultacie na ulicach Francji obok osób wyrażających niezadowolenie z polityki władz pojawiły się również grupy dopuszczające się aktów przemocy.

„Protesty we Francji nie ustają, a wydarzenia ostatnich dni, a nawet tygodni, pokazują, że kryzys wykracza już daleko poza niezadowolenie z sytuacji gospodarczej czy edukacyjnej” – ocenia dr Olech w rozmowie z InfoSecurity24.pl.

Ekspert podkreśla, że obecne wydarzenia coraz trudniej traktować jako zwykłe demonstracje. W jego ocenie sytuacja staje się przede wszystkim poważnym wyzwaniem dla służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo wewnętrzne.

Reklama

„Francja zmaga się nie tylko z niezadowoleniem społecznym, ale z regularną batalią. Coraz poważniejszym problemem utrzymania porządku publicznego” – zaznacza.

Podpalone budynki i ataki na policję

Szczególnie niepokojąca jest skala przemocy obserwowanej w Paryżu, Marsylii, Lyonie, Bordeaux i Limoges. Jak relacjonuje Olech, zamaskowane grupy niszczą mienie, plądrują sklepy, podpalają samochody i budynki, a także atakują policjantów oraz strażaków. Dochodzi również do dewastacji obiektów administracji publicznej.

Jednym z najbardziej wymownych przykładów jest pożar zabytkowego, XIX-wiecznego ratusza w Limoges. Ogień doprowadził do poważnych zniszczeń, a wieża budynku zawaliła się. W trakcie starć wykorzystywano między innymi koktajle Mołotowa, kostkę brukową, materiały pirotechniczne i improwizowane środki zapalające.

Według danych rannych zostało ponad 500 policjantów, żandarmów i strażaków, a liczba zatrzymanych wyniosła co najmniej 1800 osób. Dr Olech zwraca uwagę, że takie wydarzenia świadczą o poważnej skali zagrożenia, którego nie można sprowadzać do pojedynczych incydentów towarzyszących manifestacjom.

Reklama

”To już nie są incydenty na marginesie demonstracji, ale poważna fala przemocy, która obnażyła niewydolność francuskiego systemu bezpieczeństwa wewnętrznego. Chciałoby się powiedzieć kolejny raz” – ocenia.

Zdaniem eksperta francuskie służby w wielu miejscach są przeciążone, a państwo ma trudności z zapewnieniem skutecznej ochrony nawet własnym instytucjom i zabytkom. Na zagrożenie reagują również przedsiębiorcy. Część właścicieli sklepów zdecydowała się wynająć prywatną ochronę, obawiając się grabieży i zniszczeń.

Kryzys społeczny, polityczny i tożsamościowy

Dr Olech podkreśla również, że obecnych wydarzeń nie można wyjaśniać wyłącznie problemami francuskiego szkolnictwa czy sprzeciwem wobec polityki budżetowej. Na ulicach pojawiają się bowiem także symbole i hasła związane z szerszymi sporami politycznymi. Wśród nich są między innymi flagi Palestyny oraz symbole radykalnych ugrupowań.

Reklama

W ocenie eksperta protesty stały się przestrzenią, w której nakładają się różne napięcia społeczne, polityczne i międzykulturowe. Część środowisk może wykorzystywać demonstracje do realizowania własnych celów i bezpośredniej konfrontacji z państwem. Nie oznacza to jednak, że wszyscy uczestnicy protestów odpowiadają za akty przemocy. Istotnym problemem jest rozdzielenie pokojowych demonstrantów od grup dopuszczających się przestępstw oraz zapewnienie bezpieczeństwa bez dalszego zaostrzania konfliktu.

Olech zwraca uwagę przede wszystkim na geograficzne rozszerzanie się zamieszek. Przemoc nie ogranicza się już do pojedynczych punktów na mapie, lecz obejmuje kolejne miasta, budynki publiczne i infrastrukturę. Zniszczenia w Limoges pokazują przy tym, że zagrożone mogą być również obiekty o istotnym znaczeniu historycznym.

Macron przed trudnym wyborem

Narastający kryzys stawia prezydenta Emmanuela Macrona przed koniecznością podjęcia trudnych decyzji dotyczących przywrócenia porządku. Jak wskazuje dr Olech, jednym z możliwych scenariuszy jest zdecydowane zwiększenie obecności służb na ulicach. Oznaczałoby to skierowanie dodatkowych sił policji, żandarmerii i wyspecjalizowanych jednostek do zabezpieczania zagrożonych obszarów. W najbardziej radykalnym wariancie rozważane mogłoby być również wykorzystanie wojska do ochrony infrastruktury krytycznej i wybranych obiektów publicznych.

Reklama

Takie działania mogłyby pomóc w odzyskaniu kontroli nad sytuacją, wiązałyby się jednak z istotnym ryzykiem politycznym i społecznym. Zbyt daleko idąca eskalacja działań siłowych mogłaby dodatkowo zaostrzyć napięcia i wywołać kolejne kontrowersje.

Drugim rozwiązaniem byłoby ograniczenie interwencji do zabezpieczania najważniejszych obiektów i oczekiwanie na stopniowe wygaszenie zamieszek. Zdaniem eksperta problem polega na tym, że takie podejście nie usuwa przyczyn kryzysu. Bez równoczesnego rozwiązania problemów społecznych i skutecznego przeciwdziałania przemocy Francja może w przyszłości ponownie znaleźć się w podobnej sytuacji. Olech zwraca również uwagę na kolejne zapowiadane demonstracje i strajki. Utrzymujące się napięcia oznaczają, że francuskie władze muszą przygotować się na możliwość dalszej eskalacji, zamiast zakładać, że sytuacja samoistnie wróci do normy.

Marine Le Pen może wykorzystać sytuację

Kryzys ma również istotny wymiar polityczny. Zdaniem dr. Olecha obecna sytuacja może przynieść korzyści Marine Le Pen, która od lat koncentruje swój przekaz na kwestiach bezpieczeństwa, porządku publicznego i krytyce skuteczności władz.

Reklama

Kolejne akty przemocy dostarczają jej argumentów przeciwko obozowi Macrona i pozwalają utrzymywać kwestie bezpieczeństwa w centrum debaty publicznej. Polityczne konsekwencje zamieszek mogą więc wykraczać daleko poza bieżące problemy związane z przywracaniem porządku na ulicach. Francuski prezydent musi jednocześnie odpowiedzieć na dwa zasadnicze pytania: jak skutecznie powstrzymać przemoc i dlaczego państwo nie było w stanie zapobiec jej eskalacji. Od sposobu rozwiązania kryzysu może zależeć nie tylko ocena działań rządu, lecz także zaufanie obywateli do instytucji publicznych.

W ocenie Olecha Francja mierzy się dziś z poważnym sprawdzianem zdolności do egzekwowania prawa na własnym terytorium. Stawką jest nie tylko ustanie kolejnej fali protestów, ale również odbudowa poczucia bezpieczeństwa i wiarygodności państwa.

Reklama