Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • WYWIADY

Karta Rodziny Mundurowej nie tylko dla służb MSWiA i wojska? „Na obecnym etapie nie chciałbym przesądzać”

Projekt ustawy o Karcie Rodziny Mundurowej wkracza w decydującą fazę prac w Sejmie. Choć pierwotnie przepisy miały objąć wyłącznie żołnierzy oraz funkcjonariuszy podległych MSWiA, wiele wskazuje na to, że do tego grona dołączą strażacy ratownicy z OSP. Co z pozostałymi formacjami, takimi jak Służba Więzienna czy Krajowa Administracja Skarbowa, które głośno domagają się równego traktowania? O powody zawężenia katalogu uprawnionych, kontrowersje wokół dostępu do resortowej ochrony zdrowia oraz kulisy wyboru szybszej, poselskiej ścieżki legislacyjnej pytamy posła Andrzeja Grzyba, jednego z wnioskodawców projektu. Jak zapowiada w rozmowie z InfoSecurity24.pl, proces legislacyjny w parlamencie może zakończyć się do końca marca.

Autor. DGRSZ

Dominik Mikołajczyk: Jest Pan jednym z wnioskodawców ustawy o Karcie Rodziny Mundurowej. Dlaczego w ogóle trzeba wprowadzić te rozwiązania? Inne grupy zawodowe nie mają podobnych ustaw.

Andrzej Grzyb, poseł na Sejm RP, przewodniczący Sejmowej Komisji Obrony Narodowej: Można powiedzieć, że rozwiązanie to wzorowano na ustawie o Karcie Dużej Rodziny. To szczególny sposób uznania dla roli, jaką rodzina odgrywa w życiu każdej osoby pełniącej służbę w mundurze. Odwołując się do znanego stwierdzenia, że „za mundurem stoi rodzina”. I to jest główny powód, dla którego chcieliśmy podkreślić rolę rodzin żołnierzy i funkcjonariuszy. Dotyczy to również emerytowanych mundurowych, a także weteranów. Chcemy dać wyraz szczególnego uznania nich samych oraz dla wsparcia, jakie dają im bliscy.

Przecież zarówno żołnierze, jak i funkcjonariusze pełnią służbę na rozkaz. Ten rozkaz przychodzi nagle: trzeba jechać na poligon i rozstać się z rodziną. Należy też pamiętać, że w każdym momencie można zostać przeniesionym do innego miejsca pełnienia służby. W przypadku funkcjonariuszy Straży Granicznej czy Policji może to być oddelegowanie do zupełnie innej miejscowości ze względu na nagłe potrzeby. Rodzina jest dla nich, jak dla każdego z nas – określę to bardzo osobiście – swoistym azylem po służbie. Tyle że w np. przypadku żołnierza wyjeżdżającego na kilkumiesięczną misję kontakt z bliskimi jest niezwykle ograniczony.

Do tego dochodzi stres rodziny. W szczególności tam, gdzie prowadzone są działania o charakterze wojennym i występują realne zagrożenia – jak to miało miejsce w Iraku, Afganistanie, czy na misjach „oenzetowskich”. Tam może wydarzyć się wszystko, co zagraża zdrowiu i życiu. Podam jeszcze jeden przykład: żołnierze służący w Marynarce Wojennej, którzy wypływają na realizację zadań na okręcie podwodnym. Przed wyjściem w morze zostawiają telefony komórkowe, będące w dzisiejszych czasach podstawowym narzędziem komunikacji. Jedyna możliwość, by dowiedzieć się, co dzieje się w rodzinie – a przecież mogą dziać się różne rzeczy – to kontakt drogą służbową. 

Musimy zwrócić uwagę na ten specyficzny charakter służby. Nie zawsze trwa ona osiem godzin i często pełniona jest do czasu wykonania określonego zadania. Dotyczy to, chociażby oddelegowania żołnierzy czy funkcjonariuszy do wsparcia i ochrony wschodniej granicy.

Przejdźmy do harmonogramu. Projekt trafił do Sejmu w listopadzie ubiegłego roku. Dlaczego dopiero teraz parlament zabiera się za prace?

To był czas, aby potencjalni zainteresowani mogli zapoznać się z projektem. Czekaliśmy również na Ocenę Skutków Regulacji. W przypadku projektów poselskich w tej kadencji OSR przeprowadza Biuro Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji, ponieważ każda inicjatywa poselska musi przejść taki proces. Ocena ta stanowi podstawę do wnioskowania o skutkach finansowych projektu dla budżetu państwa oraz o skutkach społecznych, czyli na przykład do oszacowania liczby osób, których może on dotyczyć. Przygotowanie takiej ekspertyzy zawsze trochę trwa. Dopiero po jej sfinalizowaniu można rozpocząć prace parlamentarne, Marszałek Sejmu uruchamia cały proces i przekazuje dokument do pierwszego czytania.

Pierwsze czytanie odbyło się na sali plenarnej, a prace połączonych komisji zaplanowano na 25 lutego. Proszę też pamiętać, że wypracowanie wspólnego terminu zawsze wymaga pewnego kompromisu. 

Ten projekt był pierwotnie zapowiadany jako wspólna inicjatywa resortów obrony narodowej oraz spraw wewnętrznych i administracji. Dlaczego ostatecznie to posłowie złożyli go w Sejmie? Chodziło o ominięcie etapu konsultacji międzyresortowych?

Szczerze mówiąc, nie do końca pamiętam dokładne motywacje, ale prawdą jest, że w procesie konsultacji międzyresortowych katalog potencjalnie uprawnionych podlega licznym wnioskom o zawężenie lub rozszerzenie. Na przykład już w trakcie pierwszego czytania pojawił się wniosek, by objąć zapisami również funkcjonariuszy Krajowej Administracji Skarbowej. Z kolei ze strony innych środowisk słyszeliśmy głosy, że to nierówne traktowanie, bo warunki pracy wielu innych grup zawodowych – jak chociażby ratowników medycznych – również są niezwykle trudne.

Dlaczego zdecydowano się na ścieżkę poselską zamiast rządowej? Pewnie padła sugestia, żeby przyspieszyć cały proces. Istniały duże oczekiwania środowiska, aby projekt wreszcie zaczął być procedowany. Inicjatywa poselska rzeczywiście skraca konsultacje wewnątrz rządu.

Zatrzymajmy się na chwilę na katalogu uprawnionych. Zapowiedział Pan, że w ustawie pojawią się zapisy dotyczące strażaków OSP. Karta obejmie wszystkich strażaków, czy tylko tych biorących udział w akcjach ratowniczych?

Wyłącznie strażaków ratowników, a więc tych druhów, którzy zgodnie z ustawą mają pełne kompetencje do czynnego uczestniczenia w akcjach ratowniczo-gaśniczych. 

Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że Państwowa Straż Pożarna nie poradziłaby sobie w wielu akcjach bez wsparcia i koordynacji działań z OSP. Mam na myśli w szczególności akcje przedłużające się, na przykład zabezpieczanie i dozorowanie obszarów po wielkich pożarach czy klęskach żywiołowych. Tam ochotnicy odgrywają ogromną rolę, bo takie zabezpieczenie potrafi trwać nie jedną, a kilka dób.

Rozumiem, że taką poprawkę zamierza Pan złożyć na etapie prac komisji?

Tak, dokładnie. Zrobimy to wspólnie z posłem Zbigniewem Sosnowskim.

A co z innymi formacjami? O wpisanie do ustawy zabiegają też np. funkcjonariusze Służby Więziennej. Wiceszefowa MS Maria Ejchart pisze, że wyłączenie SW z tej ustawy, to „naruszenie równego traktowania”. Do ustawy, w ślad za strażakami ochotnikami, powinni dołączyć mundurowi z SW?

Myślę, że wszystkie wnioski w tej sprawie zostaną dopuszczone i wysłuchane. Na obecnym etapie nie chciałbym przesądzać, czy katalog uprawnionych zostanie rozszerzony, czy nie. Pamiętajmy, że każda taka zmiana wymaga uzyskania większości zarówno w trakcie prac komisji, jak i na posiedzeniu plenarnym. 

Z pełną powagą potraktujemy jednak każdy postulat – zarówno ten dotyczący Krajowej Administracji Skarbowej, jak i Służby Więziennej. Ostatecznie istotne będzie tutaj także oficjalne stanowisko rządu.

Zapytam w takim razie inaczej. Dlaczego tworząc pierwotny projekt, w ogóle pominięto te grupy? Oprócz Służby Więziennej i Służby Celno-Skarbowej, jest też przecież Straż Marszałkowska czy służby specjalne, tymczasem ograniczono się tylko do wojska i formacji podległych MSWiA.

Wynikało to z powodów czysto pragmatycznych. Aby w ogóle osiągnąć jakikolwiek kompromis i „ruszyć” z inicjatywą z miejsca, często trzeba na etapie projektowania mocno zawęzić katalog interesariuszy. Rozszerzanie tego grona to zadanie na etap debaty publicznej i parlamentarnej. Gdybyśmy od początku szukali powszechnie akceptowanego katalogu, prawdopodobnie inicjatywa ta nie miałaby w ogóle szans na szybką realizację.

Porozmawiajmy o „sercu” tego projektu. Jaką realną moc oddziaływania będzie miała Karta Rodziny Mundurowej? Nie obawia się Pan, że z czasem system ten sprowadzi się po prostu do zniżki na wyrobienie paszportu i nieco tańszego biletu do muzeum?

To zależy od wielu czynników. Sam projekt obejmuje na przykład kwestię zniżek na transport publiczny, a to jest bardzo powszechny i odczuwalny sposób wsparcia. Karta będzie miała istotne znaczenie ekonomiczne w kontekście powrotu mundurowych do mniejszych miejscowości, ale tu kluczowe staje się zaangażowanie samorządów oraz podmiotów gospodarczych. Uważam, że szerokie zaproszenie ich do programu nie powinno być traktowane jako zarzut wobec ustawy.

Słyszymy, że na szczeblu najwyższych władz państwowych panuje pełen konsensus dotyczący konieczności docenienia służb mundurowych. Również samorządy, np. dla strażaków ochotników, oferują pewne ułatwienia. Dam przykład: w jednej z podwarszawskich gmin, w ramach kompetencji samorządu, przyznano strażakom darmowy wstęp na basen. To realny i atrakcyjny benefit. Widzę też rosnące zainteresowanie samorządów tym, by jednostki wojskowe powracały na ich tereny – obserwuję to wyraźnie w Wielkopolsce. Samorządy wręcz prześcigają się w oferowaniu tego, gdzie lokalizacja takich jednostek mogłaby mieć miejsce. Samorządy mają zatem narzędzia i mogą samodzielnie rozszerzać katalog ulg. 

Reklama

Jeśli zaś chodzi o biznes – dzisiaj wiele podmiotów realizuje politykę społecznej odpowiedzialności. Takie firmy jak najbardziej mogą uwzględniać ulgi dla posiadaczy Karty w swoich strategiach. Zobaczymy, w jakim kierunku to pójdzie, ale z pewnością nie stanowi to zagrożenia dla inicjatywy.

Na koniec muszę dopytać o pewne kontrowersje, które pojawiają się w przestrzeni publicznej. W ustawie zakładacie państwo m.in. że mundurowi i żołnierze będą mieli bezkolejkowy dostęp do leczenia w placówkach medycznych nadzorowanych przez oba te resorty. Krytycy podnoszą jednak, że może to być niekonstytucyjne rozwiązanie, ponieważ wszyscy obywatele powinni mieć równy dostęp do systemu opieki zdrowotnej.

Mundurowi i tak podlegają resortowej służbie zdrowia. Oczywiście wiemy, że korzystają z niej również obywatele cywilni. Jesteśmy na etapie debaty, sprawa jest cały czas otwarta. Gdyby w toku analiz prawnych okazało się, że zaproponowane przepisy faktycznie naruszają normy konstytucyjne, jesteśmy w pełni gotowi, żeby ten projekt zmodyfikować i zgłosić odpowiednią poprawkę.

Kiedy Pana zdaniem ustawę może przyjąć Sejm? Liczy Pan na ponadpartyjne porozumienie w tej sprawie?

Projekt dotyczy wdrożenia bardzo konkretnych rozwiązań dla jasno sprecyzowanej grupy. Moim zdaniem nie ma tu przestrzeni na spory ideologiczne. Liczę na to, że cały proces zamkniemy do końca marca. Mam nadzieję, że ustawa trafi wtedy na biurko Pana Prezydenta, który – w mojej opinii – nie będzie miał powodów, by te przepisy zawetować.

Dziękuję za rozmowę.

Reklama
Reklama