Reklama

Rezerwy strategiczne kontra rzeczywistość. "Potrzeby są zdecydowanie większe niż możliwości finansowe państwa"

Jan Rajchel, prezes Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych
Jan Rajchel, prezes Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych
Autor. MSWiA

Jak mówi rozmowie z InfoSecurity24.pl Jan Rajchel, prezes Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, rezerwy i zapasy paliw rocznie kosztują Polskę od 2,5 do 3 miliardów złotych. Przyznaje jednak, że „potrzeby są zdecydowanie większe niż możliwości finansowe państwa”. Przypomina, że w 2022 roku przy tworzeniu obowiązującego Rządowego Programu Rezerw Strategicznych uwzględniono jedynie około 50 proc. asortymentu, który został zgłoszony. W rozmowie z redakcją, prezes RARS odnosi się też do funkcjonowania Agencji w czasie pandemii, zapowiada zmiany, które jego zdaniem, są konieczne by „uporządkować” funkcjonowanie instytucji i zdradza dlaczego jeszcze do niedawna RARS nie posiadała rezerw specjalnych w postaci amunicji czy broni.

Dominik Mikołajczyk: Po przekształceniu Agencji Rezerw Materiałowych w Rządową Agencję Rezerw Strategicznych podlegała ona bezpośrednio pod premiera. Sytuacja ta uległa jednak zmianie w lipcu 2024 r. i Agencję nadzoruje szef MSWiA. Dlaczego zdecydowano się na taki krok?

Jan Rajchel, prezes Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych: Wynikał on z tego, że już prowadzono prace nad ustawą o ochronie ludności i obronie cywilnej i intencją było zintegrowanie pod nadzorem MSWiA wszystkich komórek organizacyjnych, instytucji, które będą odpowiadały za ten obszar. Przypomnijmy, że RARS jest jednym z bardziej istotnych podmiotów ochrony ludności co wynika z zapisów wspomnianej ustawy. Druga kwestia to zmiana zakresu kompetencji przypisanych Prezesowi Rady Ministrów a tym samym jego Kancelarii.

Czytaj też

Wspomniał Pan o KPRM, więc dopytam. W praktyce oddalenie RARS od centrum zarządzania państwem, jakim jest otoczenie premiera, może utrudniać pracę i wydłużać proces decyzyjny. Tak się stało?

Nie, wręcz przeciwnie. Kompetencje RARS dotyczą przede wszystkim rezerw strategicznych na poziomie państwa i to jest proces, to się dzieje permanentnie – tworzymy, utrzymujemy i likwidujemy rezerwy. Ale jest też cała gama działań, związanych z ewentualną pomocą w trakcie sytuacji kryzysowych, za co odpowiedzialny jest minister spraw wewnętrznych i administracji. W praktyce ten czas reakcji się skrócił, bo największa wiedza dotycząca potrzeb, jest właśnie w MSWiA.

Czyli RARS trafił w miejsce, w którym powinien się znaleźć?

Moim zdaniem tak. To jest miejsce, gdzie ta ścieżka decyzyjna jest najkrótsza, jeżeli chodzi o czas reakcji. Ale musimy też zdawać sobie sprawę z tego, że na przykład, jeżeli chodzi o rezerwy typowo specjalistyczne, np. medyczne, czy żywnościowe, to merytorycznie jesteśmy podlegli również pod odpowiednie ministerstwa – zdrowia czy rolnictwa. 

O RARS głośno, po raz pierwszy, zrobiło się w okresie pandemii COVID19. Zakupy respiratorów, maseczek, szczepionek. Niektórymi z nich zajmuje się dziś prokuratura. Agencja nie miała w ostatnim czasie dobrej prasy. To duże obciążenie dla Pana jako jej szefa dziś?

To faktycznie spore obciążenie, szczególnie gdy kwestia dotyczy działań osób kierujących instytucją w latach poprzednich. Należy tu jednak rozdzielić dwie sprawy: to, co Agencja robiła w czasie pandemii COVID19, a więc wszystkie te aktywności, które miały zabezpieczyć Polaków i wynikały z przepisów prawa, od tego, co się wydarzyło złego przy okazji tych działań, które nie były, usankcjonowane w żadnych regulacjach. 

Warto też zdać sobie sprawę z tego, że sama ustawa o rezerwach strategicznych, w której opisane jest funkcjonowanie RARS, nie nakłada na Agencję obowiązku wykonywania działań typowo kryzysowych. Oczywiście znajdziemy tam opis procesu, w jaki sposób można pozyskiwać towary w sytuacjach kryzysowych, natomiast nie zapisano tam żadnej instrukcji – wskazano jedynie swoiste „kamienie milowe”. Te instrukcje – o których mówię – musiały powstać tutaj wewnątrz, no i niestety były tworzone ad hoc - zarówno przy pandemii COVID19, jak i po wybuchu wojny na Ukrainie. 

Reklama

Nie ma co ukrywać, że pisane „na szybko” regulacje były niedoskonałe, a zakupy z tego okresu są dziś przedmiotem zainteresowania nie tylko ze strony Najwyższej Izby Kontroli, ale też służb i prokuratury. Niestety spora część osób zajmujących wówczas kluczowe stanowiska i podejmujących decyzje, pomimo niewątpliwie szczytnych celów miała nieczyste zamiary. Nie od dzisiaj wiadomo, że przy okazji wojny czy innej tragedii, jaką jest pandemia, można zarobić.

Wiele jest też postępowań, które nie były przeprowadzone starannie, właśnie ze względu na te niedoskonałe procedury, jakie wtedy obowiązywały. Czasami nie należy się nawet dopatrywać złej woli ludzi, którzy nad nimi pracowali, bo zawiódł po prostu system. 

Pozostańmy w takim razie na chwilę, przy tych niedoskonałych procedurach. Pana zdaniem sposób, w jaki realizowano wtedy zakupy, wymaga zmiany? Chodzi mi o pewien modus operandi. Kiedy patrzy Pan dziś w dokumenty, rozmawia Pan z pracownikami, to co Pan myśli o tym, jak wtedy pracowała RARS?

Struktura organizacyjna, która wtedy obowiązywała, nie uwzględniała istnienia komórki odpowiedzialnej za działanie kryzysowe. Nie było ani dedykowanych stanowisk, ani osób odpowiedzialnych za sprawne i skuteczne reagowanie. Większość obowiązków w sytuacjach kryzysowych spoczywała wówczas na pracownikach Biura Logistyki. 

Logistyka od kryzysu – to brzmi dość egzotycznie.

To prawda. Co więcej, Biuro Zakupów, czyli komórka odpowiedzialna za zakupy, przeprowadzała wszystkie tego typu procesy w Agencji, a biura merytoryczne (obsługujące rezerwy żywnościowe, medyczne, paliw i techniczne oraz specjalne), w zasadzie prowadziły tylko rozpoznanie rynku – dawały „wsad” dotyczący ewentualnego asortymentu, który można zakupić. 

Cały proces odbywał się w Biurze Zakupów, które – jak teraz pokazują wszystkie wnioski ze śledztw – było skorumpowane. To była niewydolna komórka. Jest też bardzo dużo braków w dokumentacji. Brakuje niektórych umów. Nie możemy odnaleźć ich my, nie mogą ich odnaleźć służby, czy Najwyższa Izba Kontroli. Nie jest jasne co się z nimi stało.

Zakupów dokonano bez zawierania umowy?

Pieniądze wypłacono na podstawie wystawionych faktur. Na fakturze jest numer umowy, ale fizycznie w niektórych przypadkach, tych umów po prostu nie ma. 

Oprócz tego jest wiele innych braków technicznych, które albo rodzą pewne wątpliwości, albo świadczą o wielkim niechlujstwie i niefrasobliwości. Widać też, że w tak ograniczonym składzie osobowym, w ramach funkcjonującej wtedy struktury, nie można było przeprowadzić tych zakupów tak, by spełniały one odpowiednie standardy. 

Wiedząc to wszystko, przygotowaliśmy nową strukturę organizacyjną dotyczącą zakupów. Przede wszystkim powstało jedno biuro, które odpowiada za współpracę międzynarodową i działania kryzysowe. Bo np. słynne agregaty, o których dużo słyszeliśmy w mediach, były właśnie kupione z funduszy europejskich. W RARS zajmowały się tymi kwestiami trzy osoby, a w ramach współpracy międzynarodowej przez Agencje przechodziły setki milionów euro. 

By uporządkować i ustrukturyzować prace stworzyliśmy Biuro Współpracy Międzynarodowej i Zarządzania Kryzysowego, które zajmuje się sprawami międzynarodowymi i w wypadku, jeżeli konieczne jest podjęcie działań kryzysowych, jest łącznikiem między Agencją a instytucjami zewnętrznymi. Koordynuje działania. 

Czytaj też

Wspomniane Biuro Logistyki przestało zajmować się rzeczami innymi niż te związane z logistyką. Zlikwidowany został dział zakupów, a proces zakupowy wrócił do biur merytorycznych, które są dedykowane określonym rezerwom strategicznym. Oprócz tego powołaliśmy do życia Biuro Prawne, które składa się z działu prawnego i działu zamówień publicznych, który to dział odpowiada za obszar funkcjonowania Agencji związany z działalnością, która musi odbywać się zgodnie z zapisami Ustawy prawo zamówień publicznych. 

Choć część zakupów jest zwolniona spod wymogów tej ustawy.

Tak to wynika z Ustawy o rezerwach strategicznych. Zakupy realizowane w sytuacjach kryzysowych są zwolnione z pod rygoru Ustawy o zamówieniach publicznych. Inny asortyment, który tworzony jest w sposób niejawny i jeżeli ewentualne jego ujawnienie może mieć wpływ na bezpieczeństwo państwa również może być zakupiony zgodnie z wewnętrznymi procedurami.

Wróćmy jeszcze na chwilę do tematu pandemii. Z punktu widzenia RARS, jako Polska jesteśmy dziś lepiej przygotowani na zagrożenia z nią związane? Wyciągnęliśmy wnioski z tego wszystkiego, co się stało i z błędów jakie popełniliśmy?

Na pewno lepiej, chociaż oczywiście RARS nie odpowiada za przygotowanie państwa do takich sytuacji. RARS tak naprawdę jest jednym z trybików w tej machinie, ale Ministerstwo Zdrowia doskonale zdaje sobie z tego sprawę, jak takie działania powinny wyglądać. W Rządowym Programie Rezerw Strategicznych znajdują się zapisy dotyczące asortymentu, który powinien znaleźć się w rezerwach i dziś ten asortyment uwzględnia to, co jest kluczowe w czasie pandemii. 

Poza tym, na podstawie doświadczeń, zostały wypracowane mechanizmy dotyczące tego, jak można w tych działaniach kryzysowych sprawnie podejmować decyzje. Przykładowo istnieje taka możliwość, że na zlecenie ministerstwa, w tym wypadku resortu zdrowia, można tworzyć w miarę szybko rezerwy poza Rządowym Programem Rezerw Strategicznych. 

Wspomniał Pan o tym, że ta zmiana podległości RARS wynika m.in. z procedowanej wtedy, a dziś istniejącej już ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej. Jaka jest rola Agencji w tym systemie?

System cały czas się tworzy, na bieżąco powstają też akty wykonawcze do tej ustawy. Jednym z kluczowych dla RARS dokumentów, jest wykaz zawierający proponowane zestawienie minimalnego asortymentu ilościowego w ramach zasobów terytorialnych ochrony ludności. Jest to dokument dedykowany przede wszystkim organom administracyjnym na poziomie wojewodów i niższych szczebli samorządu oraz służb, głównie Państwowej Straży Pożarnej i ochotniczym strażom pożarnym. Na podstawie tego wykazu ustawodawca wskazuje, gdzie i jak gromadzić poszczególne rodzaje asortymentu potrzebnego na wypadek ewentualnych sytuacji kryzysowych.

Oczywiście nie wszystko się da przewidzieć, ale taki dokument pozwala na porównanie naszych zasobów i tego, co powinno się znaleźć na wyposażeniu wojewodów. Nie ma jeszcze ostatecznej decyzji, w jakim kierunku będziemy szli, ale w najbliższym czasie odbędzie się spotkanie inicjujące z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji dotyczące założeń do nowego programu. Musimy określić, jaki asortyment będzie dodatkowo przechowywany w rezerwach strategicznych. 

Reklama

Dziś „na stole” są dwie opcje: albo w magazynach RARS znajdzie się asortyment taki sam jak u wojewodów w celu ewentualnego wzmocnienia ich działania, tworzący swoisty techniczny backup lub rezerwy pozostające w zasobach Agencji będą zupełnie inne niż te, którymi dysponują wojewodowie. Ten asortyment może być wtedy bardziej specjalistyczny, droższy. O tym wszystkim będziemy dyskutować i pod koniec roku poinformujemy, która z opcji jest naszym zdaniem najbardziej optymalna. 

Rezerwy gromadzone przez RARS muszą być fizycznie składowane w jakiś magazynach. Jak wygląda ich zabezpieczenie. Nietrudno wyobrazić sobie, że skoro Rosja decyduje się na akty sabotażu w postaci podpaleń, podobne działania może chcieć podjąć w stosunku do naszych rezerw strategicznych. Są one dziś bezpieczne?

Tutaj musimy sobie odpowiedzieć, czy w ogóle jakakolwiek infrastruktura jest w 100 proc. bezpieczna i odporna na takie akty sabotażu. Jeżeli rozmawiamy w tym kontekście, to mogę zapewnić, że nasze magazyny są lepiej chronione niż magazyny powszechnie dostępne – spożywcze czy przemysłowe. Nasza infrastruktura to hale stojące na ogrodzonym terenie, pozostającym pod nadzorem fizycznych i elektronicznych systemów ochrony. Oprócz tego posiadamy wewnętrzną służbę ochrony. Tyle mogę na ten temat powiedzieć. Więcej szczegółów nie mogę zdradzać. 

Jaką powierzchnią magazynową dysponuje RARS?

Około 230 tys. metrów kwadratowych.

Zmieńmy na chwilę temat i weźmy pod uwagę zupełnie hipotetyczną sytuację. Polska zostaje zaatakowana, system ochrony ludności staje się systemem obrony cywilnej. Co robi wtedy Pan i podlegli Panu ludzie? Jakie są Wasze zadania?

Wielu szczegółów panu nie podam, ale w myśl przepisów, stajemy się podmiotem obrony cywilnej i jesteśmy jednocześnie agencją wykonawczą. Tak więc, przede wszystkim nasze działania oparte są na wykonywaniu poleceń i decyzji ministra spraw wewnętrznych i administracji. Generalnie w takim przypadku, jeżeli mówimy o tym pierwszym etapie potencjalnych działań wojennych – będziemy skupiać się zapewne na wydawaniu rezerw, i jeżeli to będzie możliwe równolegle je uzupełniać . 

Te rezerwy o których Pan mówi, trafiać będą też do obywateli?

To zależy od ich specyfiki. Większość rezerw dedykowanych jest ludności cywilnej ale posiadamy tez rezerwy specjalne dedykowane odpowiednim resortom lub służbom.

Na Ukrainie, która może być dzisiaj takim papierkiem lakmusowym tego, jak działa państwo w momencie pełnoskalowej wojny, był taki etap, kiedy wydawano ludności cywilnej broń. Czy w Polsce RARS uczestniczyłby w tego typu działaniach? Agencja zajmowałaby się dystrybucją broni w czasie wojny?

Nie ma takich procedur w RARS. Co więcej, do niedawna Agencja w ogóle nie posiadała rezerw specjalnych w postaci amunicji czy broni. Te pojawiły się dopiero wraz z wybuchem wojny na Ukrainie, ale z reguły ten asortyment był kupowany poza systemem Rządowego Programu Rezerw Strategicznych, na podstawie rezerw tworzonych interwencyjnie i był przekazywany do określonych użytkowników.

Czyli do służb.

Do służb, tak. Dziś nie mamy w ogóle takich założeń, żeby dystrybuować broń dla ludności cywilnej. Z mojego doświadczenia zawodowego, mogę tylko powiedzieć, że za przechowywanie broni, poza tą, która znajduje się na wyposażeniu sił zbrojnych, odpowiedzialna jest Agencja Mienia Wojskowego i ewentualnie Inspektorat Wsparcia Sił Zbrojnych. 

Chętnie zapytałbym o to, ile broni i amunicji udało się zgromadzić RARS w ramach rezerw, ale domyślam się, że nie odpowie mi Pan na to pytanie.

Intuicja pana nie zawodzi - nie odpowiem.

To zostawmy tę broń, bo kategorii rezerw jest wiele, od tych związanych z energetyką po choćby te spożywcze i słynne już całkiem niedawno masło. Ale nie o cenach masła chciałem rozmawiać, a o tym, w jaki sposób gromadzicie rezerwy na potrzeby wojska i służb mundurowych. Otrzymujecie zapotrzebowanie np. od Policji czy Państwowej Straży Pożarnej i kupujecie jakiś sprzęt, nazwijmy to, na zapas, czy to głównie zakupy interwencyjne, które przekazywane są „zamawiającym” od razu?

W jednym i drugim przypadku jest pan bliski prawdy. Tak jak powiedziałem na początku, są dwa sposoby działania. Jeden wynikający bezpośrednio z funkcjonowania Rządowego Programu Rezerw Strategicznych. Asortyment, który jest potrzebny poszczególnym służbom, jest zgłaszany przez odpowiednich ministrów na etapie tworzenia programu, a po zatwierdzeniu jest wpisywany w plan zakupowy.  Następnie porównujemy te potrzeby z tym, co aktualnie posiadamy i dokonujemy zakupów określonego asortymentu, nazwijmy to, „na zapas”. I to jest ten podstawowy sposób naszego działania. Drugi, to takie interwencyjne zakupy ad hoc, mające odpowiadać na aktualne potrzeby.

Czytaj też

Warto jednak dodać, że mimo tego, iż poszczególne służby czy ministerstwa zgłaszają swoje potrzeby, a te trafiają do Rządowego Programu Rezerw Strategicznych, nie oznacza to, że te rezerwy są przeznaczone wyłącznie dla tych podmiotów. To minister spraw wewnętrznych i administracji, w zależności od sytuacji, decyduje komu, jaki asortyment należy przekazać. 

Tak więc przysłowiowy chleb może trafić do Sił Zbrojnych, do Policji, jak i do pana lub do mnie - jako do obywateli. 

Jest oczywiście też zapis ustawowy mówiący o tym, że w przypadku jednoczesnego wystąpienia sytuacji kryzysowej i bezpieczeństwa państwa, pierwszeństwo w pozyskaniu asortymentu mają Siły Zbrojne, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Ministerstwo Sprawiedliwości.

Jaki jest klucz w dobieraniu instytucji mających pierwszeństwo przy przydzielaniu rezerw? Dziwi mnie, dlaczego w tym katalogu nie ma np. MSWiA?

Nie tylko pana to dziwi i to jest kolejna kwestia. Już w ubiegłym roku, wczesną jesienią, zaraz po powodzi zgłosiliśmy szereg poprawek do ustawy o rezerwach strategicznych i ten katalog chcemy zmienić. Szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego tak to zostało zapisane.

A dlaczego w tym katalogu znalazło się Ministerstwo Sprawiedliwości?

Tego też nie wiem, ale staramy się urealnić zapisy ustawy. W propozycji naszej poprawki z katalogu pierwszeństwa znika resort sprawiedliwości, a pojawia się Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Zobaczymy czy nasze propozycje zyskają poparcie, bo trzeba pamiętać, że zgłoszone przez nas zmiany, są częścią dużej nowelizacji ustawy o zarządzaniu kryzysowym. Ta lada dzień powinna stanąć na Stałym Komitecie Rady Ministrów, a potem trafi do Sejmu. 

Natomiast już teraz wiemy, że tych poprawek powinno być więcej. Dlatego prowadzimy rozmowy z jednym z wiceministrów odpowiedzialnym za nadzór nad RARS, żeby po zakończeniu proces nowelizacji ustawy o zarządzaniu kryzysowym, zastanowić się gruntownie nad ewentualnym przemodelowaniem ustawy o rezerwach strategicznych. Należy to jednak zrobić spokojnie i docelowo. 

RARS, mimo że jest dość „młodą” instytucją, potrzebuje już nowego ustawowego otwarcia i głębokich zmian?

Może niekoniecznie głębokich, ale z pewnością porządkujących. Kiedy RARS był instytucją odpowiedzialną tylko za rezerwy strategiczne, to zasady finansowania i wydawania pieniędzy, które obowiązują każdą organizację, każdą instytucję w Polsce, były do przyjęcia. Mówiąc wprost, działaniom nie towarzyszył pośpiech i konieczność zrobienia czegoś niemal natychmiast. 

Natomiast jeżeli mamy działać kryzysowo, to ten pośpiech wpisany jest w codzienność. Dziś by dokonywać zakupów interwencyjnie, musimy wykonać szereg czasochłonnych procedur. Trzeba wprowadzić zmiany w planie rzeczowo-finansowym, który musi zostać zaakceptowany przez MSWiA oraz MF a następnie stanąć na sejmowej, komisję finansów. To trwa. Więc by móc działać sprawnie, musimy tę ścieżkę skrócić i uprościć.  

Nie ma się co oszukiwać, że wprowadzenie zmian, o których Pan mówi, może rodzić potem pytania i wątpliwości związane z tym, czy na pewno wszystko zostało wykonane zgodnie z prawem.

Też dostrzegam to, ryzyko ale jednocześnie uważam, że musimy stworzyć proste i rozsądnie opisane w ustawie zasady wydatkowania środków finansowych. Trzeba też zastanowić się jak ten proces kontrolować, tak by nie opóźniać działań. W chwili kryzysu liczy się przede wszystkim czas. 

Pamiętam, jak po wybuchu wojny na Ukrainie RARS dokonywał zakupów na potrzeby Policji czy Straży Granicznej. Do służb trafiała m.in. broń i różnego rodzaju sprzęt. Czy teraz też takie sytuacje się zdarzają, czy są raczej rzadkością?

Rzeczywiście sytuacja, o której pan mówi, czyli wybuch wojny na Ukrainie, zastała służby w określonym stanie i trzeba było – jak sądzę – szybko dokonać zakupów, tak by doposażyć formacje w określony asortyment. Ale takich zakupów – na potrzeby resortów siłowych – od kiedy objąłem stanowisko, czyli od lipca ubiegłego roku, nie było. I chciałbym być dobrze zrozumiany. Nie mówię, że to dobrze czy źle, że ich nie było. Po prostu odpowiadam na pana pytanie. Jeśli będzie taka potrzeba i będzie taka decyzja ministra, to będziemy takie działania podejmować. 

Musimy też zdać sobie sprawę z tego, że wszystko zależy od sytuacji i procedury, w ramach której dokonujemy zakupów. Nawet jeśli mówimy o konieczności działania interwencyjnego, ale w sytuacji kryzysowej – nazwijmy to – permanentnej, np. takiej, z jaką mamy do czynienia na granicy wschodniej, to procedura jest inna niż np. kiedy musimy pozyskać sprzęt „na już”. 

Ile rocznie kosztują Polskę rezerwy strategiczne?

Nie mogę wprost odpowiedzieć na to pytanie, ale rezerwy strategiczne i zapasy paliw to rocznie od 2,5 do 3 miliardów złotych.

Pana zdaniem tych pieniędzy z roku na rok będzie potrzeba coraz więcej, czy to jest kwota, która odpowiada potrzebom?

Potrzeby są zdecydowanie większe niż możliwości finansowe państwa. Dziś nie jestem w stanie tego w 100-proc. zweryfikować, ale w 2022 roku przy tworzeniu aktualnie obowiązującego Rządowego Programu Rezerw Strategicznych uwzględniono około 50 proc. asortymentu, który został zgłoszony. Trudno mi ocenić czy zgłoszone potrzeby były zasadne, czy nie, ale mniej więcej tak kształtowała się proporcja 3 lata temu. 

Czyli może się okazać, że mamy 2,5 miliarda, a potrzebne jest 5 miliardów.

A może mnie pan zapytać o to za rok?

Mogę.

Wtedy będziemy na etapie szacowania potrzeb z uwzględnieniem aktualnego RPRS i będziemy też wiedzieli, jakie środki przewidział na ten cel minister finansów. Wtedy będę mógł panu powiedzieć, czy zbliżamy się do postawionego celu, czy jednak gdzieś nam się to rozjeżdża. 

Na sam koniec chciałem porozmawiać jeszcze o współpracy w ramach UE i o tym, jak wygląda ona, jeśli chodzi o rezerwy strategiczne. Nasze rezerwy krajowe wchodzą w skład tych europejskich, czy są od nich niezależne? Pytam o możliwość wzajemnego współkorzystania z posiadanych zasobów?

Europejski system rezerw strategicznych jest na etapie formowania. Do tej pory było tak, że każde państwo miało osobny zapas swoich rezerw. Natomiast powstał mechanizm współpracy w Unii Europejskiej, który pozwala na to, aby wymieniać się rezerwami.

Państwo, które znajduje się w sytuacji kryzysowej, zgłasza potrzeby do Brukseli. Stamtąd prośby rozsyłane są do wszystkich państw członkowskich, a poszczególne kraje mogą zadeklarować, jaki asortyment są w stanie przekazać z własnych rezerw. Oprócz tego każde państwo członkowskie może – tak ad hoc – zdecydować, co dedykuje do wspólnego zasobu rezerw, które są do wykorzystania w razie potrzeby.

Czytaj też

W trakcie pandemii zostały uruchomione też prace, jeżeli chodzi o rezerwy unijne. Unia Europejska do dziś przeznacza określone środki finansowe w postaci projektów na stworzenie różnego rodzaju rezerw. Te przechowywane są w danym państwie, ale cały czas one są do dyspozycji UE. I tak było m.in. z tymi słynnymi agregatami. To był projekt dotyczący budowania rezerw, który Unia Europejska stworzyła z myślą już o Ukrainie. 

RARS uczestniczy aktualnie w sześciu projektach, Jeden z nich dotyczy np. budowy mobilnego miasteczka kontenerowego – na wypadek jakiejś klęski czy katastrofy naturalnej – dla kilku tysięcy osób. A to wszystko finansowane jest właśnie ze środków unijnych. 

O jakich pieniądzach mowa?

Ten projekt to ponad 100 milionów euro. Natomiast całkowita wartość wszystkich projektów unijnych, w których bierzemy udział, to obecnie ok. 2,5 miliarda złotych.

Oprócz miasteczka kontenerowego realizujemy też projekt medevac, dotyczący możliwości transportowania osób rannych i poszkodowanych. W ramach projektu mamy dostęp do trzech leasingowanych samolotów, które pozostają do dyspozycji Komisji Europejskiej.

Umowę podpisaliśmy z naszym narodowym przewoźnikiem, czyli PLL LOT. Dwa samoloty są w konfiguracji takiej jak latają na co dzień (również w wersji cargo) i muszą być gotowe do użycia do 24 godzin od momentu zadysponowania. Trzeci samolot to de facto latający szpital. Jest tam 16 łóżek intensywnej terapii z obsługą medyczną i całym niezbędnym sprzętem. On z kolei pozostaje w ciągłej gotowości do startu.

Dziękuję za rozmowę.

Reklama
WIDEO: Wiceminister finansów: wszyscy funkcjonariusze powinni być traktowani równo, jeśli wykonują te same zadania
Reklama

Komentarze

    Reklama