- WYWIADY
- WIADOMOŚCI
Polska gotowa na ewakuację ludności? Dyrektor RCB: dokumentacja już istnieje [WYWIAD]
Czy Polska jest gotowa na ewentualną ewakuację ludności? Zbigniew Muszyński, dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa zapewnia, że dokumentacja na poziomie województw już istnieje i w razie potrzeby można według niej działać. W rozmowie z InfoSecurity24.pl szef RCB wyjaśnia, na jakim etapie są prace nad Krajowy Planem Ewakuacji. Tłumaczy też, dlaczego Polska nie zrezygnuje z SMS-owych alertów na rzecz aplikacji mobilnej oraz zdradza jakie wsparcie niebawem otrzyma kierowana przez niego instytucja.
Dominik Mikołajczyk: Ustawa o ochronie ludności ma już rok. Dobrze wykorzystaliśmy ten czas?
Zbigniew Muszyński, dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa: Zacząłbym inaczej. Największym sukcesem jest to, że resort spraw wewnętrznych podjął ten niezwykle trudny i ważny temat, i że ta ustawa powstała. To pozwoliło nareszcie uregulować wiele – od dawna – zaniedbanych kwestii. Ale trzeba zrozumieć, że samo wdrożenie takich przepisów to proces wymagający czasu, co pokazują doświadczenia innych krajów. Przykładowo, Szwecja i Finlandia mają przepisy dotyczące schronów z lat 60., a Szwajcaria z lat 50. ubiegłego wieku.
Zobacz też

My funkcjonowaliśmy w innych warunkach systemowych i fakt, że MSWiA zajęło się tym teraz, to niebywały sukces. Ocenianie takich procesów z perspektywy zaledwie roku uważam za nieporozumienie, gdyż nawet nowelizacja ustawy o zarządzaniu kryzysowym zakłada ewaluację dopiero po dwóch latach. Podsumowywanie tak dużych projektów w cyklu jednorocznym jest nierealne i czasem wręcz szkodliwe.
„Dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa opracowuje Krajowy Plan Ewakuacji” - to dosłowny cytat z ustawy. Jak idą prace?
Oczywiście wypełniając uwarunkowania ustawowe, podjęliśmy działania. We współpracy ze Sztabem Generalnym zostały stworzone wytyczne dla Wojewódzkich Planów Zarządzania Kryzysowego. Odbył się szereg konsultacji i wszystkie województwa dosłały nam przygotowane przez siebie plany ewakuacji.
Zobacz też

Pierwsza wersja zawsze podlega bardzo krytycznej ocenie. Przekazaliśmy nasze uwagi, żeby te plany były jak najbardziej wiarygodne i bliskie rzeczywistości. Województwa dokonują zmian. Ustawa zakłada, że te dokumenty mają zostać uzgodnione z RCB i ten proces teraz właśnie trwa.
A gdyby dziś trzeba było skorzystać z planów ewakuacji, co by się stało?
Gdyby zaszła nagła potrzeba, województwa korzystałyby właśnie z tych planów, które przygotowały. Każde województwo ma swoją specyfikę – inną liczbę ludności, położenie geograficzne czy stopień zagrożenia, dlatego te plany nie mogą i nie są swoimi kopiami. Ale tak jak powiedziałem, dokumentacja już istnieje, więc można według niej działać, choć takie plany muszą być stale weryfikowane i doskonalone.
Jeśli chodzi o Krajowy Plan Ewakuacji, o który Pan pytał, zbliżamy się do końca prac. Zakładamy jednak, że nie możemy przygotować pełnego planu na poziomie kraju, dopóki nie będą uzgodnione wszystkie plany wojewódzkie. To wszystko musi być ze sobą kompatybilne.
Sytuacja bezpieczeństwa cały czas się zmienia, czego dowodem są choćby ostatnie sabotaże na kolei. Czy potrzebujemy redefinicji sposobu alarmowania ludności o zagrożeniach?
Ustawa o ochronie ludności zawiera rozdziały dotyczące alarmowania, a RCB ma w tym zakresie jasno określone zadania. System ten jest zaprojektowany tak, aby był elastyczny i dopasowany do każdej sytuacji, nawet takiej, która się jeszcze nie wydarzyła. Nie możemy myśleć w kategoriach katalogu zamkniętego, ponieważ to by nie zadziałało w nowej sytuacji. Zapewniam, że narzędzia, którymi dysponujemy, są elastyczne i pozwalają na reagowanie na bieżąco.
Wróćmy na chwilę do września ubiegłego roku i incydentów związanych z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony. Pojawiały się głosy, że Alert RCB został wysłany za późno. Szef MSWiA mówił wtedy, że te zdarzenia są przyczynkiem do przeglądu procedur. Z Pana perspektywy wszystko zadziałało tak, jak powinno?
Realizowano wówczas działania w oparciu o aktualne procedury. Sprawa była przedmiotem wielu dyskusji i analiz. Ostatecznie sprawę wyjaśniła rzecznik ministra spraw wewnętrznych. Treść alertu uprzedzała, aby nie podchodzić do znalezionych urządzeń, co miało na celu ochronę życia i zdrowia obywateli.
Niemniej jednak, zgodnie z zapowiedzią ministra, dokonaliśmy przeglądu procedur i przeprowadziliśmy dodatkowe szkolenia na poziomie powiatów w całym kraju. Chodziło o odświeżenie wiedzy o procedurze SPO-13 (dotyczy ostrzegania i alarmowania wojsk oraz ludności cywilnej o zagrożeniu uderzeniami z powietrza - przyp. red.) z Krajowego Planu Zarządzania Kryzysowego.
Proszę pamiętać, że naturalna fluktuacja kadr w administracji publicznej jest dość spora, więc przypomnienie ludziom, jak należy działać w konkretnych sytuacjach, jest bardzo potrzebne.
Alert RCB wysyłany jest w formie SMS-ów. Pojawiają się głosy, że to powoli relikt przeszłości. Może wyjściem powinna być np. technologia Cell Broadcast, która jest standardem w wielu krajach?
Nie planujemy modernizacji systemu alertowego w zakresie korzystania z technologii Cell Broadcast. Po konsultacjach z operatorami telekomunikacyjnymi oraz właściwymi służbami wiemy, że jest to model mniej bezpieczny i podatny na potencjalne zhakowanie. SMS jest obecnie najbezpieczniejszym narzędziem. Choć rzeczywiście ten sposób przekazywania informacji bywa uznawany za schyłkowy i coraz mniej z nas korzysta z SMS-ów na co dzień, to wciąż działa.
Wspólnie z operatorami stale przyspieszany prędkość dystrybucji Alertów – w określonych warunkach jest ona zbliżona do prędkości Cell Broadcast.
A może trzeba pójść w stronę dedykowanej aplikacji? Pojawiały się już w przeszłości takie pomysły, by tego typu oprogramowanie obowiązkowo preinstalować na wszystkich telefonach sprzedawanych w Polsce.
Taka aplikacja, mogłaby prowadzić do wykluczenia osób starszych, które statystycznie zdecydowanie rzadziej korzystają z nowoczesnych telefonów. Nie możemy więc zrezygnować z SMS-ów i zastąpić ich technologią, która ograniczy pulę odbiorców naszych wiadomości.
Technologia SMS jest bezpieczna, bardziej sprawdzona i dociera do maksymalnie szerokiej grupy odbiorców, co jest dla nas absolutnym priorytetem. Naszym celem jest skuteczność i szybkość dotarcia do społeczeństwa, niezależnie od platformy.
Porozmawiajmy o ostatnim „dziecku” RCB. Razem z MSWiA i MON przygotowaliście Poradnik Bezpieczeństwa. Patrząc na to, co udało się stworzyć, myśli Pan, że dobrze zaczerpnęliśmy wzorce z innych krajów, czy to my dzisiaj jesteśmy przykładem dla innych?
Przygotowując ten poradnik, przeanalizowaliśmy wiele podobnych publikacji z całego świata. Nie wolno się wstydzić czerpania najlepszych wzorców. Nie trzeba wymyślać koła na nowo.
Nasz poradnik jest jednak dostosowany do potrzeb polskiego społeczeństwa. Zależało nam na prostym i krótkim przekazie. To ma być poradnik, a nie książka, której nikt by nie przeczytał.
Bierzecie pod uwagę, że – z uwagi na zmieniające się zagrożenia – poradnik za jakiś czas trzeba będzie zaktualizować?
Moim zdaniem to, co wypracowano, przetrwa próbę czasu. Zasady zawarte w poradniku są uniwersalne – przydadzą się każdemu z nas niezależnie od rodzaju kryzysu. Ale niczego nie wykluczamy i wersja cyfrowa będzie mogła być aktualizowana w zależności od rozwoju sytuacji.
Szwedzi swój poradnik przetłumaczyli na wiele języków w tym polski. Jest plan by iść tą drogą i stworzyć wersję np. po litewsku, czesku czy niemiecku?
Zacznę od tego, że jeśli nasi partnerzy z zagranicy proszą nas o wersję elektroniczną, to oczywiście ją udostępniamy. Co do tłumaczeń – wersja angielska już jest i faktycznie są plany tłumaczenia na inne języki, w tym dostosowanie poradnika dla osób ze specjalnymi potrzebami.
Parę lat temu, zresztą w ramach projektu ustawy o ochronie ludności, jaki przygotowany został przez poprzednie kierownictwo MSWiA, planowano zlikwidować RCB. Dziś nikt takich zakusów nie ma, pytanie tylko, czy nie należy iść o krok dalej? Może to dobry moment by jeszcze bardziej wzmocnić rolę RCB?
Z perspektywy niecałych dwóch lat, jakie spędziłem w RCB, muszę powiedzieć, że odczuwam wyraźne wsparcie ze strony MSWiA i KPRM, co jak słyszę od ludzi, którzy pracują tu dłużej, w przeszłości nie było taką częstą praktyką. Nadzór nad nami sprawuje resort spraw wewnętrznych i administracji, a to naprawdę usprawnia pracę.
Odpowiadając na pytanie, rządzący widzą konieczność wzmocnienia RCB. Problem zbyt niskiego zatrudnienia, podnoszony wcześniej w raportach NIK, został zrozumiany i po znowelizowaniu ustawy o zarządzaniu kryzysowym, otrzymamy 28 nowych etatów.
Skoro mowa o nowelizacji ustawy o zarządzaniu kryzysowym, to kiedy możemy spodziewać się finału procesu legislacyjnego? Prace trwają od wielu miesięcy, ale projekt nie trafił jeszcze pod obrady rządu.
Pamiętajmy, że nowelizacja ustawy jest związana przede wszystkim, z tym że musimy wdrożyć Dyrektywę CER (o odporności podmiotów krytycznych – przyp. red.). To jest ten „trigger”, który stał się przyczynkiem do wprowadzenia zmian. Ta dyrektywa zastępuje dyrektywę z 2008 roku.
Cała filozofia polega jednak na tym, żeby nie utracić dorobku, który mamy wypracowany w ramach systemu ochrony infrastruktury krytycznej. Chodzi nam o to, aby ta dyrektywa nie zburzyła nam całego systemu. Łatwiej było wdrożyć te przepisy mniejszym państwom. My, mając duży dorobek, musimy być ostrożni. Dlatego proces uzgodnień trwał długo.
Ale dziś jesteśmy już na końcowym etapie prac. Czekamy tylko na podpis dyrektor Rządowego Centrum Legislacji po konferencji prawniczej, która skończyła się 23 grudnia. Potem wysyłamy ustawę na Radę Ministrów.
Liczy Pan na to, że parlament pochyli się nad projektem jeszcze tej zimy?
Nie mogę oczywiście, ani nic obiecać ani niczego wymagać, ale wierzę, że prace będą już teraz przebiegały bardzo szybko. Dostaliśmy potwierdzenie z Rządowego Centrum Legislacji, że projekt przeszedł przez komisję prawniczą. Kiedy rząd przyjmie ustawę, wszystko będzie w rękach parlamentarzystów i prezydenta.
Dziękuję za rozmowę


