- WIADOMOŚCI
Dron przeleciał nad Polską i spadł na Litwie. Służby go nie widziały?
Najpierw zgłoszenia mieszkańców, później poszukiwania bez rezultatu. W nocy z soboty na niedzielę Policja w Lublinie otrzymała informacje o głośnym, niezidentyfikowanym obiekcie latającym. Wiceszef MSWiA Czesław Mroczek przekonuje, że odpowiedzi powinny dostarczyć wojskowe systemy rozpoznania powietrznego. Tymczasem według litewskich wojskowych dron, który w weekend naruszył przestrzeń powietrzną Litwy, miał być widziany przez litewskie radary jeszcze nad Polską.
Do naruszenia przestrzeni powietrznej nad Litwą doszło w nocy z soboty na niedzielę (z 17 na 18 października). Według władz Litwy obiekt miał przekroczyć granicę z kierunku Polski. Jak informował szef Sztabu Obrony Litewskich Sił Zbrojnych Giedriusa Premeneckasa, radary po raz pierwszy wykryły obiekt o godz. 5.47 (godz. 4.47 czasu polskiego) na terytorium Polski, 30–40 km od granicy z Litwą.
Dron przekroczył granicę o godz. 6.02 (5.02 w Polsce). O godz. 6.40 (5.40 w Polsce) podjęto decyzję o poderwaniu myśliwców NATO, które wykryły bezzałogowiec radarami, ale nie dokonały identyfikacji wizualnej. Ostatecznie maszyna rozbiła się w pobliżu granicy z Łotwą. Wstępnie zidentyfikowano go jako bezzałogowiec ukraiński, typu FP-1.
Co ciekawe, dokładnie tej samej nocy, gdy doszło do naruszenia litewskiej przestrzeni powietrznej, do lubelskiej Policji wpłynęły zgłoszenia dotyczące głośnego obiektu latającego. Pierwsze zgłoszenia funkcjonariusze otrzymali około godziny 2 w nocy z soboty na niedzielę.
Jak przekazywała w poniedziałek Radiu Lublin nadkomisarz Anna Kamola, rzecznik komendanta wojewódzkiego Policji w Lublinie, mieszkańcy informowali o odgłosie przelatującego, niezidentyfikowanego obiektu. Zgłoszenia – jak podaje Radio Lublin – dotyczyły przede wszystkim południowych dzielnic Lublina, okolic Zalewu Zemborzyckiego, Krężnicy Jarej oraz ulicy Krężnickiej.
„Z tych zgłoszeń wynikało, że kilkoro mieszkańców Lublina właśnie w porze nocnej usłyszało taki odgłos przelatującego, bardzo głośnego niezidentyfikowanego obiektu. Mieszkańcy sądzili, że mógł to przelatywać dron” – mówiła nadkomisarz.
Do poszukiwań w rejonie Zalewu Zemborzyckiego skierowano również Naziemny Zespół Poszukiwawczo-Ratowniczy Wojsk Obrony Terytorialnej oraz śmigłowiec. Działania nie przyniosły jednak rezultatu – nie odnaleziono obiektu, którego odgłos zgłaszali mieszkańcy.
Do sprawy odniósł się w poniedziałek wiceszef MSWiA Czesław Mroczek, który był gościem „Popołudniowej rozmowy” w RMF FM. Pytany o poszukiwania niezidentyfikowanego obiektu na Lubelszczyźnie, zwrócił uwagę na znaczenie systemów rozpoznania przestrzeni powietrznej. „Przede wszystkim tutaj trzeba zdać się na informacje pochodzące z systemów rozpoznania powietrznego, żeby potwierdzić te zgłoszenia obywateli” – podkreślił.
Jak zaznaczył wiceszef MSWiA, odpowiednimi systemami dysponuje wojsko. Jednocześnie podkreślił, że Straż Graniczna rozpoczęła inwestycje związane z budową własnych zdolności rozpoznania przestrzeni powietrznej. Mroczek przyznał, że na razie jest to początek większego przedsięwzięcia, które miało być realizowane w ramach programu SAFE.
Wiceszef MSWiA zaznaczył, że pierwsze systemy rozmieszczono już w województwie podlaskim i – jak ocenił – „one bardzo dobrze się sprawdzają”. „I tak naprawdę to, czy ten obiekt wleciał, czy też nie wleciał, powinno w sposób szybki być potwierdzone bądź wykluczone przez systemy rozpoznania powietrznego” – stwierdził Mroczek. Dodał, że uzupełnieniem tych systemów jest przeszukiwanie terenów wskazanych przez mieszkańców.
Zapytany, czy poszukiwania na Lubelszczyźnie zostały zakończone, wiceszef MSWiA przywołał podobną sytuację sprzed kilku tygodni. „Przy okazji poderwania naszej pary myśliwskiej mieliśmy zgłoszenia z kilku miejsc w Polsce o potężnych wybuchach. To były odgłosy naszych samolotów” – dodał Czesław Mroczek.


