Wierzchołek szpiegowskiej góry lodowej? Chiński szpieg skazany w USA

29 czerwca 2020, 13:50
checkmate-1511866_1920
Fot. Pixabay

Amerykanie skazali chińskiego naukowca pod zarzutem szpiegostwa oraz kradzieży tajemnic handlowych, teraz oczekuje on na ogłoszenie wyroku. Jednak nie chodzi o jednego człowieka, tylko o szerszą perspektywę problematyki wywiadowczej w wymiarze międzynarodowym. Coraz więcej spraw szpiegowskich układa się w idealny obraz globalnej konfrontacji na linii Chiny - Zachód.

W najlepsze trwa swoiste szpiegowskie przeciąganie liny pomiędzy Zachodem a Chinami. W Stanach Zjednoczonych uznano właśnie chińskiego profesora za winnego szpiegostwa przemysłowego. Pracownik naukowy z Uniwersytetu w Tianjin miał, zdaniem prokuratorów reprezentujących amerykański departament sprawiedliwości, kraść tajemnice naukowe dotyczące technologii elektronicznych (filtrowanie sygnałów pochodzących z telefonii komórkowej, ograniczenia zakłóceń). Odbiorcą informacji miały być zarówno struktury naukowo-badawcze, jak i chińskie firmy, konkurujące bezpośrednio ze szpiegowanymi amerykańskimi przedsiębiorstwami. Zhang Hao miał obrać za swój cel, w procederze szpiegostwa naukowo-technicznego, kalifornijską firmę Avago oraz Skyworks ze stanu Massachusetts. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że obie firmy miały również uczestniczyć w pewnych programach wojskowych.

Zauważa się, że Zhang Hao miał skupić się na Avango, zaś w przypadku Skyworks miał mu najpewniej pomagać Pang Wei. Wspomniany Zhang Hao miał zostać zatrzymany przez amerykańskich stróżów prawa na lotnisku w Los Angeles w 2015 r., kiedy udawał się do Pheonix na międzynarodowe sympozjum. Amerykanie twierdzą, że spiskował on z jeszcze pięcioma obywatelami Chin, ale pozostają oni poza amerykańską jurysdykcją. Ostatecznie amerykański sąd uznał go za winnego zarzucanych czynów w zakresie szpiegostwa przemysłowego. Przy czym, został on zwolniony za poręczeniem majątkowym i na wolności będzie oczekiwał na ostateczne ogłoszenie wyroku, co ma nastąpić pod koniec sierpnia. Zhang Hao nie może opuszczać stanu Kalifornia oraz posiada specjalną opaskę monitorującą jego lokalizację, bowiem może on poruszać się jedynie w wyznaczonym czasie i rejonie. Trzeba zauważyć, że grozi mu zarówno kara do 15 lat więzienia za szpiegostwo, jak i dodatkowo 10 lat za kradzież tajemnic handlowych. Jego rodzina, na łamach oficjalnych chińskich mediów, skarży się na amerykański system sądowniczy. Jednocześnie zauważa, że zaproszenie na sympozjum było pułapką FBI, zastawioną na Zhang Hao.

W kontekście sprawy Zhang Hao trzeba również szerzej zauważyć zmianę klimatu politycznego wokół działań kontrwywiadu FBI oraz Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych względem chińskiego szpiegostwa. Nowe, ostrzejsze postępowanie przede wszystkim wobec chińskiego wywiadu naukowo-technicznego stało się szczególnie obecne w działaniach Waszyngtonu na przełomie urzędowania Baracka Obamy i obecnej prezydentury Donalda Trumpa. Mówiąc wprost, amerykańskie władze miały stanowczo stwierdzić, że Chiny zbyt łatwo infiltrowały ich przemysł, ośrodki naukowe oraz badawcze. Tym samym, amerykański budżet tracił znaczne przychody, ale chińskie firmy uzyskiwały przewagę nad amerykańskimi. 

Do tego wszystkiego należy dodać, że administracja Donalda Trumpa wywołała niedawno poruszenie zapowiedzią ograniczenia systemu przyznawania wiz studentom oraz naukowcom chińskim, którzy w swoim CV mogą mieć powiązania z instytucjami wojskowymi lub bezpośrednio Chińską Armią Ludowo-Wyzwoleńczą (szacunki The New York Times mówią o możliwości objęcia obostrzeniami grupy ok. 3000 Chińczyków z ok. 360 tys. chińskich studentów uczących się w Stanach Zjednoczonych).

Jednocześnie, trzeba zauważyć, że w Europie Zachodniej sądy inaczej podchodzą do pracy swoich kontrwywiadów. Dobitnym przykładem jest sprawa Songa Xinninga z Instytutu Konfucjusza w Belgii (Vrije Universiteit Brussel). Był on oskarżany o szpiegostwo i przede wszystkim wydano mu zakaz wjazdu do Strefy Schengen przez osiem kolejnych lat, wcześniej blokując wizę. Jednak w tym roku sędziowie w Belgii uchylili wspomniany zakaz, ale nie odniesiono się przy tym do zarzutów dotyczących współpracy lub raczej pracy dla chińskich służb wywiadowczych w trakcie przebywania w Belgii. Kwestią sporną miały być problemy natury proceduralnej. Tym samym, istnieje możliwość, że po otrzymaniu wizy i przyjeździe do Belgii były dyrektor tamtejszego Instytutu Konfucjusza mógłby być ostatecznie zatrzymany pod zarzutami szpiegostwa. 

Chińczycy nie pozostają dłużni Zachodowi i również odnoszą się do problemu szpiegowania ich obywateli i dyplomatów. Najnowszym przejawem zaostrzenia retoryki są oskarżenia wobec Australii. Chińskie media podkreślają, że na celowniku australijskich służb miała znaleźć się ich ambasada w Canberrze, gdzie chciano ulokować systemy służące do inwigilacji (w prasie chińskiej widać zdjęcia z domniemanym ulokowaniem urządzeń, w tym w ścianach). Pekin ma zarzucać Australijczykom, że wzięli oni również na celownik studentów pochodzących z Chin. Żeby wszystko wyglądało na zmasowaną "kampanię szpiegowską" australijskich służb specjalnych pojawiają się również zarzuty o prowadzenie kampanii dezinformacyjnej.

Co ciekawe, pojawiły się również zdjęcia narzędzi szpiegowskich domniemanego szpiega australijskiego, zatrzymanego przez stronę chińską. Wśród "bondowskich" urządzeń można zauważyć m.in. maseczkę, rękawiczki, kompas, pamięć USB, notatnik, a także mapę Szanghaju. Tak czy inaczej, należy odnotować, że w Australii mamy do czynienia również z aferą wokół możliwości lokowania chińskich szpiegów wokół jednego z deputowanych do parlamentu. W piątek 26 czerwca ASIO oraz policjanci przeszukali biuro Shaoquetta Moselmanea, który był dotychczas znany ze swoich prochińskich wystąpień.

Stany Zjednoczone i Australia to nie jedyne kraje, które w ostatnim czasie mają dość napięte relacje z Chinami. Nie wolno zapominać o napięciach pomiędzy Kanadą i Chinami, gdzie pierwszoplanową kwestią są sprawy wywiadowcze i najnowsza technologia. Warto też pamiętać o wyciszonej już nieco aferze z początku roku, odnoszącej się do słynnego lobbysty niemieckiego zajmującego się problematyką Unii Europejskiej. Tam również brane są pod uwagę wątki chińskie. Wspomnieć też trzeba o równie głośnej sprawie ambasady Malty w Brukseli, mającej stanowić element chińskich działań wywiadowczych w Europie. Jednego możemy być pewni, nikt w relacjach Chiny-Zachód nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, a to co widzimy to zwyczajny wierzchołek "szpiegowskiej góry" lodowej.

KomentarzeLiczba komentarzy: 10
...
środa, 1 lipca 2020, 01:20

Teraz w USa szachy to gra rasistowaska. Ma byc zakazana bo "pierwszy ruch robia biale"

Ech
środa, 1 lipca 2020, 13:25

Chyba szachy wymyslili Chinczycy?

Chinek Malinek
wtorek, 30 czerwca 2020, 15:14

Każdy chiński student chce zostać w usa i ściągnąć rodziny Ale po co? Przecież mają wszystko w chinach

Ech
środa, 1 lipca 2020, 01:20

Hipisow nie maja. Jest tez tzw "sprzedaz Ideii"

Zyga
poniedziałek, 29 czerwca 2020, 17:32

360 tyś studentów ??? No to co się dziwić jak się tyle lisów do kurnika wpuszcza , żaden kontrwywiad na świecie nie jest w stanie ogarnąć takiej masy ludzi !!

Szept
wtorek, 30 czerwca 2020, 15:16

W Stanach za studia się płaci, a nie wszyscy z tych studentów są na stypendiach. Płacą ich rodziny, a więc jest do dobry biznes dla uniwersytetów amerykańskich.

Karkoszka
wtorek, 30 czerwca 2020, 23:44

To działa inaczej: 1) za studia płaci państwo chińskie, 2) student ma obowiązek skończyć studia i wrócić do Chin, 3) po powrocie dostaje dobrze płatną pracę z analogicznymi zarobkami jak w USA. Proste?

czytelnik D24
środa, 1 lipca 2020, 11:44

Z tymi zarobkami jak w USA to był żart?

Cichanos
wtorek, 30 czerwca 2020, 13:30

To działa w dwie strony. Wpuszczasz tylu ludzi, wywiad i kontrwywiad typuje cele do werbunku. Później ci studenci wracają do PRC. Mogą donosić na stronę USA. Z czym chińskie ministerstwo bezpieczeństwa też musi sobie radzić.

Karkoszka
wtorek, 30 czerwca 2020, 23:46

Tak, ale Chińczyków jest jakieś półtora miliarda, a Amerykanów pięć razy mniej. Nie ma symetrii.

Tweets InfoSecurity24