Polskie służby odpierają atak na granicy [15.11-19.11]

19 listopada 2021, 12:40
DWOT GRANICA
Fot. DWOT

Polscy funkcjonariusze mierzą się z masową próbą sforsowania granicy z Białorusią. Duża grupa migrantów zgromadziła się 8 listopada przy linii granicznej i próbują, często masowo, wejść na terytorium Polski. Relacje i nagrania z wydarzeń w okolicach Kuźnicy, a także całego odcinka granicznego z Białorusią, udostępniają polskie władze. 

MATERIAŁ AKTUALIZOWANY

PIĄTEK, 19 LISTOPADA



12:40

Przy polskiej granicy z Białorusią mają być już pierwsi żołnierze brytyjskich wojsk inżynieryjnych - Royal Engineers, których zadaniem będzie reperowanie tymczasowego ogrodzenia na granicy polsko-białoruskiej oraz utrzymanie i udrożnienie połączeń drogowych. Niedługo dołączyć ma do nich kolejnych 100 mundurowych, a łącznie ma ich być ok. 150. 

Wsparcie wysłać mają również Estończycy. Mariusz Błaszczak, minister obrony narodowej, podał że trwają już rozmowy na temat szczegółów tej współpracy. Na granicy polsko-białoruskiej w jej ramach zjawić by się miało prawie 100 estońskich żołnierzy. Szef MON zapowiedział przekazanie wkrótce bliższych szczegółów tej inicjatywy.

Estończycy informują, że pomogą w umacnianiu zapór chroniących Polskę przed białoruskim atakiem hybrydowym, ale przywiozą ze sobą również drony. Grupa składać ma się z rezerwistów, żandarmerii wojskowej oraz rozpoznania. Jednostka przygotowawcza zostać ma wysłana do Polski już w ten weekend, a jednostki główne powinny przybyć w przyszłym tygodniu. Decyzja o udzieleniu wsparcia zostać miała podjęta w odpowiedzi na prośbę polskiego MON.



10:00

"Dwie duże grupy próbowały siłowo przekroczyć granicę - jedna liczyła 500 a druga 50 cudzoziemców. Osoby były agresywne" - podała na Twitterze Straż Graniczna. Pierwsza grupa próbowało siłowo przekroczyć granicę polsko-białoruską około godz. 17:00 w czwartek w rejonie placówki SG w Dubiczach Cerkiewnych. "Zauważyliśmy, że gromadzi się duża grupa osób. Na początku było to 100 osób, następnie białoruskie pojazdy ciężarowe dowiozły kolejnych migrantów. W rezultacie było tam ok. 500 osób" - mówił ppor. Anna Michalska, rzecznik szefa SG. Jak dodała, grupa zaczęła rzucać kamieniami, gałęziami. "Ktoś z tłumu użył też gazu łzawiącego w kierunku służb polskich. W tym czasie funkcjonariusze służb białoruskich świecili laserami. Cudzoziemcy przerzucili przez concertinę kładkę, którą nasze służby ściągnęły" – powiedziała rzecznik SG. Po chwili wycofano się z próby przekroczenia granicy. Następnie podjechały ponownie białoruskie ciężarówki i zabrały część tych osób, a reszta przeszła dalej wzdłuż linii granicy, rozpraszając się na mniejsze grupy. "W trakcie tej próby czterech żołnierzy zostało uderzonych kamieniami, została udzielona im pomoc medyczna" – powiedziała Michalska.

Do drugiej większej próby siłowego forsowania granicy polsko-białoruskiej doszło na odcinku ochranianym przez funkcjonariuszy placówki SG w Mielniku. Około 50-osobowej grupie udało się na kilkanaście metrów przekroczyć linię granicy. Osoby zostały poinformowane o obowiązku opuszczenia terytorium Polski i zostały zawrócone do linii granicy. "Do pomieszczeń służbowych SG zabraliśmy 5-osobową rodzinę z Iraku, w tym trójkę dzieci. Kobieta jest prawdopodobnie w ciąży. Prawdopodobnie dalej trafią do ośrodka. Na razie nie wymagają pomocy medycznej" - przekazała rzecznik Straży Granicznej.

Nadal część migrantów, według niepotwierdzonych informacji około kilkuset, przebywa w ośrodku czy też centrum logistycznym przygotowanym przez białoruskie władze. Tam też, jak podaje Straż Graniczna, przeniesionych miało zostać sporo osób z koczowiska w pobliżu przejścia granicznego Kuźnica-Bruzgi. Obozowisko natomiast opustoszało. Opustoszał także miał obóz przy samym przejściu. Jak wynika z nagrań publikowanych m.in. przez białoruskie opozycyjne media, nie dla wszystkich migrantów znalazło się jednak w ośrodku miejsce. Duża grupa wciąż spać ma na zewnątrz. Kilkusetosobowa grupa, ok. 400, Irakijczyków wróciła także wczoraj do kraju lotem zorganizowanym przez władze tego kraju. 

"To, że opustoszało obozowisko przy przejściu w Kuźnicy nie oznacza, że sytuacja się uspokoiła. Mamy próby zbiorowych przekroczeń granicy w innych punktach" - mówił w piątek w rozmowie z radiową Jedynką gen. insp. Jarosław Szymczyk, komendant główny policji. Jak zaznaczył, dzisiaj miało to miejsce w okolicach Dubicz Cerkiewnych, gdzie kilkusetosobowa grupa przy wsparciu służb białoruskich próbowała sforsować ogrodzenie. "To pokazuje nam, że nadal te grupy wzdłuż granicy gdzieś są i podejmowane są próby przerzutu migrantów do Polski" - powiedział. 

Mówił też o międzynarodowych grupach przestępczych, które pojawiają się na terenach przygranicznych, które zajmują się przewożeniem migrantów dalej na zachód - do Francji i Niemiec. "Nad powiązaniami między nimi pracują policjanci z pionu kryminalnego" - powiedział komendant, dodając, że została stworzona międzynarodowa grupa policjantów, która zajmuje się rozbijaniem tych grup". 

Jak wyliczał, na granicy pracują nie tylko policjanci z prewencji czy kontrterroryści, są tam też patrole konne, patrole na quadach czy policjanci ruchu drogowego. "Są też psychologowie" - zaznaczył. Skomentował też warunki, w jakich przebywają na granicy policjanci. "Funkcjonariusze są zakwaterowani w pensjonatach, hotelach i chwalą sobie warunki i wyżywienie" - zapewnił.

Niedługo u boku polskich mundurowych pełniących służbę przy granicy z Białorusią pojawią się żołnierze Wielkiej Brytanii. Jak poinformował szef MON, minister Mariusz Błaszczak, wsparcia udzielą dokładnie wojska inżynieryjne, których zadaniem będzie reperowanie tymczasowego ogrodzenia na granicy polsko-białoruskiej oraz utrzymanie i udrożnienie połączeń drogowych. Jak ocenił w piątek gen. insp. Jarosław Szymczyk, "gdyby nie to ogrodzenie to skuteczność naszych działań byłaby nieporównywalnie mniejsza". Możliwe, że Brytyjczycy służbę rozpoczną jeszcze w listopadzie. 

Co ważne, minister Mariusz Kamiński polecił komendantowi głównemu Straży Granicznej zwrócenie się do przewodniczącego Państwowego Komitetu Granicznego Republiki Białorusi gen. Anatolija Lappo z pismem nawołującym do ustabilizowania sytuacji w pobliżu przejścia granicznego w Kuźnicy. W przypadku braku odzewu na ten apel, Polska zawiesi działalność znajdującego się tam kolejowego przejścia granicznego. W związku z sytuacją na granicy polsko-białoruskiej, od 9 listopada br. do odwołania został zawieszony ruch graniczny na drogowym przejściu granicznym w Kuźnicy. Znajduje się tam także kolejowe przejście graniczne, na którym nadal odbywa się ruch pociągów towarowych.



CZWARTEK, 18 LISTOPADA



08:40

Pod Połowcami, w pobliżu granicy z Białorusią, zaatakowani zostali funkcjonariusze policji. Napaści dokonać mieli mężczyźni ubrani w białoruskie mundury, którzy rzucali w mundurowych kamieniami. Jak podkreśla formacja, był to kolejny atak inspirowany przez służby wschodniego sąsiada Polski. Do incydentu doszło w czasie interwencji związanej z kolejną próbą nielegalnego, siłowego przekroczenia granicy przez migrantów. Interweniowało tam ok. 70 funkcjonariuszy policji. "Policjanci zostali zaatakowani przez dwóch ubranych w mundury mężczyzn, którzy stali po stronie białoruskiej i rzucali kamieniami w funkcjonariuszy z oddziału prewencji policji ze Szczecina" - mówił rzecznik komendanta podlaskiej policji podinspektor Tomasz Krupa.

Jak podkreślał InfoSecurity24.pl, na codziennych przekazach z polsko-białoruskiej granicy widać, po przeciwnej stronie, liczne umundurowane osoby. Niestety nie mają one żadnych oznak białoruskiej przynależności państwowej, żadnych oznak identyfikujących formację w której służą, ani nawet dystynkcji określających stopień wojskowy. Powoduje to, iż obserwujący ich polscy żołnierze i funkcjonariusze mogą się tylko domyślać z kim mają do czynienia.

Ogólnie, minionej doby tj. 17 listopada Straż Graniczna odnotowała 501 prób nielegalnego przekroczenia odcinka z Białorusią. Doszło również do kilku prób siłowego przekroczenia granicy przez duże grupy cudzoziemców, z której jedna liczyła ok. 500 osób.

Do próby nielegalnego przekroczenia granicy doszło m.in. w Dubiczach Cerkiewnych przez ok. 100-osobową grupę. Resort obrony narodowej relacjonuje, że białoruskie służby najpierw dokonały na tym obszarze rekonesansu i najprawdopodobniej uszkodziły ogrodzenie. 

MON wprost stwierdza, że atakiem w Dubiczach Cerkiewnych kierował białoruski Specnaz.



ŚRODA, 17 LISTOPADA



12:11

O tym, że cudzoziemcy w pobliżu przejścia granicznego Kuźnica-Bruzgi spakowali się i opuszczają obozowisko, Straż Graniczna poinformowała na Twitterze. "Obserwujemy, że cudzoziemcy koczujący po stronie białoruskiej, w pobliżu przejścia granicznego Bruzgi, spakowali się i opuszczają obozowisko. Przemieszczają się pod nadzorem białoruskich służb w nieznane miejsce" - napisano. Wiceszef MSWiA Maciej Wąsik na antenie TV Republika informował z kolei o tym, że migranci wsiadają do autobusów, a koczowisko "powoli pustoszeje".

Pytana o ten fakt na środowym briefingu rzeczniczka komendanta głównego Straży Granicznej ppor. Anna Michalska potwierdziła, że funkcjonariusze SG, pełniący służbę, zauważyli stojące autokary. "Mamy nadzieję, że te osoby zostaną zabrane, aczkolwiek widzimy, że część grup zabiera ze sobą kłody drewna (używane do forsowania granicy - przyp. red.), dlatego nie do końca wiemy, czy te osoby wszystkie będą zabierane przez autokary, czy są po prostu przemieszczane w inne miejsce, gdzie mają koczować czy próbować forsować granicę" - wskazała ppor. Michalska.



09:30

Rzecznik rządu mówił w środę w TVP Info, że przygotowywany jest raport ws. ataków na polskich funkcjonariuszy, którzy pracują na polsko-białoruskiej granicy. "My nie chcemy wszystkich informacji szczegółowo przekazywać, bo pamiętajmy o tym, że to też jest test ze strony służb białoruskich, w jaki sposób my weryfikujemy liczbę użytych instrumentów przeciwko naszym funkcjonariuszom" - podkreślał. Jak przekazał, obecnie incydenty są raportowane z odpowiednią częstotliwością. "Ale też nie po to, żeby służby białoruskie wiedziały o tym, że zidentyfikowaliśmy pewnego rodzaju ataki czy nowe sposoby próby przekroczenia granicy" - powiedział Müller.

Pytany, jakie to są nowe sposoby przekroczenia granicy, przypomniał, że do tej pory dochodziło do siłowego forsowania granicy. "Ale też są inne sposoby, żeby ją omijać - w sposób zorganizowany lub niezorganizowany, z użyciem nowych sprzętów, z użyciem urządzeń" - podkreślił. "Mamy do czynienia z kolejnym etapem przygotowywania przez służby białoruskie próby forsowania naszej granicy" - mówił. "My musimy uważać na każdą nową formułę" - dodał. "Widzimy, że w tej chwili służby białoruskie w ogóle się z tym nie kryją. One w sposób oficjalny pomagają tym osobom, a właściwie zmuszają je do przekroczenia tej granicy, ale technicznie wspomagają nowe metody forsowania granicy" - przekazał.

Na antenie Pierwszego Programu Polskiego Radia szef MON Mariusz Błaszczak, pytany o sytuację na granicy, mówił że "noc nie była spokojna, natężenie (prób nielegalnego przekraczania granicy - przy. red.) było mniejsze niż to, co mogliśmy zobaczyć w Kuźnicy, ale wciąż metoda ataku na polską granicę jest taka sama". Na innych odcinkach granicy na terytorium Polski próbowały przedrzeć się mniejsze grupy migrantów. Wiadomo, że do jednej z prób przejścia, przez ok. 50 osób, doszło w okolicach Czeremchy (ok. godz. 18:00). Grupie towarzyszyć miały służby białoruskie, które korzystać miały z lasera, a cudzoziemcy rzucać mieli kamieniami w stronę polskich służb. Stanisław Żaryn dodaje, że polscy mundurowi mieli być ogłuszani petardami i wystrzałami z pistoletów sygnałowych. Do drugiej próby forsowania granicy doszło we wtorek ok. godz. 23:00 w Dubiczach Cerkiewnych. "Była to grupa około 100 osób, z czego 50 z nich bardziej agresywnie próbowało forsować granicę" - informowała ppor. Anna Michalska, rzecznika komendanta głównego SG. Spokojnie noc upłynęła natomiast na lubelskim odcinku z Białorusią. 

Przypomnijmy, że we wtorek doszło do trwającego ponad dwie godziny ataku na przejście graniczne Kuźnica-Bruzgi. Łącznie rannych wtedy zostało zostało 12 osób z polskich służb. Jako rannych zdiagnozowano dziewięcioro funkcjonariuszy policji, a także dwóch funkcjonariuszy Straży Granicznej i jeden żołnierz. "Najciężej ranny policjant obecnie jest po diagnostyce w szpitalu, na własną prośbę ten szpital w tej chwili opuścił" - mówił we wtorek na antenie Polsat News gen. insp. Jarosław Szymczyk, komendant główny policji. Formacja tłumaczyła natomiast, że część mundurowych odczuła skutki obrażeń po "zejściu z granicy", gdy przestała "trzymać ich adrenalina".

Szef polskiej policji podał również, że zabezpieczane są wszystkie przedmioty, "które przeleciały w kierunku tych, którzy dziś stali na straży polskiej granicy i ten brutalny atak odpierali", a Prokuratura Rejonowa w Sokółce podjęła decyzję o wszczęciu śledztwa ws. podejrzenia czynnej napaści na funkcjonariuszy policji, SG i żołnierzy.

"Patrząc na osoby, które rzucały tymi kamieniami, sposób w jaki się zachowywały, to są osoby w mojej ocenie dosyć dobrze wyszkolone i doświadczone w różnego rodzaju walkach. W mojej ocenie wśród osób najbardziej agresywnych byli funkcjonariusze służb białoruskich" - ocenił komendant główny policji. Jak powiedział Szymczyk, "osoby te były zamaskowane, w kominiarkach, uniemożliwiając jakąkolwiek identyfikację, więc wiele wskazuje na to, że to właśnie funkcjonariusze służb białoruskich byli inicjatorami i głównymi prowodyrami tych zajść, aczkolwiek w tych zajściach wzięło udział bardzo dużo przede wszystkim młodych mężczyzn (…)".

Stanisław Żaryn podał na Twitterze we wtorek wieczorem, że "w godzinach wieczornych w miejscu, w którym atakowano granicę RP i skąd rzucano w Polaków m.in. kamieniami, pojawili się białoruscy funkcjonariusze, którzy zachowywali się jakby zabezpieczali dowody w śledztwie". Ale białoruskie media już wcześniej informowały o tym, że sprawą zajęła się komisja śledcza. Co więcej, resort spraw zagranicznych tego kraju podał, że to Polska "bezpośrednio prowokuje incydenty na granicy". 



WTOREK, 16 LISTOPADA



16:29

Rośnie liczba funkcjonariuszy, którzy zostali ranni podczas wtorkowego odpierania ataku cudzoziemców na przejście graniczne z Białorusią. Jak poinformowała policja, jest to już siedmiu policjantów. "To m.in. policjant uderzony kamieniem w głowę i przewieziony do szpitala; policjantka z urazem głowy przewieziona do szpitala oraz 5 policjantów z obrażeniami rąk i nóg. Obrażenia powstały po rzucanych w nas przedmiotach" - podała formacja. Wiadomo również, że wśród rannych jest funkcjonariuszka Straży Granicznej oraz żołnierz Wojska Polskiego.

Polska policja udostępniła także nagrania i zdjęcia przedmiotów, których użyto wobec mundurowych we wtorek. "Ataków dokonywały ze strony białoruskiej osoby inspirowane do tego przez służby reżimu i ich funkcjonariusze" - dodała. 

Szereg nagrań z wydarzeń na granicy opublikowało również Ministerstwo Obrony Narodowej. Na jednym z nich widzimy wydawałoby się kilkunastoletnie dziecko.

Jednocześnie państwowa agencja informacyjna BiełTA informuje, że część migrantów z obozowiska przy granicy polsko-białoruskiej udaje się do położonego w pobliżu centrum logistycznego. Przygotowanie centrum dla rozmieszczenia migrantów polecił gubernatorowi grodnieńskiemu Alaksandr Łukaszenka – podaje kanał Puł Pierwogo. Jak podano, mają tam być umieszczone przede wszystkim kobiety i dzieci.

BiełTA pisze, że migranci w niewielkich grupach opuszczają przejście graniczne w Bruzgach i udają się w kierunku centrum logistycznego. Agencja informuje również o przygotowaniach do przyjęcia migrantów, które już rozpoczęły się na jego terenie.

Na miejsce wydarzeń, czyli na przejściu granicznym Kuźnica-Bruzgi przybył również - jak informuje Tadeusz Giczan - białoruski komitet śledczy, który zająć ma się zbadaniem polskich "zbrodni wojennych". 



14:20

"Funkcjonariuszka Straży Granicznej z Placówki z Kuźnicy została poszkodowana podczas dzisiejszego ataku cudzoziemców na polską granicę. Jeden z kamieni ją uderzył, funkcjonariuszka została przewieziona na SOR, będzie jej udzielona pomoc medyczna" – poinformowała we wtorek Straż Graniczna na Twitterze. Uderzony kamienień w twarz został również, podczas wtorkowego ataku, polski żołnierz. Jak podał MON, została mu udzielona pomoc medyczna, a jego życiu i zdrowiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Wydaje się więc, biorąc wcześniejsze doniesienia, że rannych zostało trzech mundurowych. Najpoważniejsze obrażenia wydaje się mieć policjant, u którego doszło do pęknięcia kości czaszki. 

Straż Graniczna podaje również, że cudzoziemcy wracać mają obecnie do poprzedniego obozowiska znajdującego się kilkaset metrów od przejścia Kuźca-Bruzgi. Ma się to odbywać pod nadzorem białoruskich służb. 

Stanisław Żaryn w jednym z wpisów na Twitterze podkreśla, że dzisiejsza siłowa próba sforsowania, która trwała ponad dwie godziny, polsko-białoruskiego przejścia organizowana była przez służby białoruskie i część migrantów. Podkreślała to również rzeczniczka komendanta głównego Straży Granicznej ppor. Anna Michalska, która podczas zorganizowanego w Warszawie spotkania z mediami wyjaśniła, że wśród cudzoziemców atakujących polską granicę identyfikowani są funkcjonariusze służb białoruskich. W cywilnym przebraniu biorą udział w niszczeniu zapory oraz atakach na polskich strażników granicznych, policję i wojsko. "Nasi funkcjonariusze pełnią tam służbę i kojarzą niektóre osoby. Widzimy, że czasami funkcjonariusze białoruskich służb są przebrani w ubrania cywilne, czasami są również w mundurach" – powiedziała.

Wtorkowy atak zaczął się po prawej stronie przejścia granicznego (patrząc z polskiej strony granicy). Tam policjanci zostali zaatakowani kamieniami i granatami hukowymi - poinformował rzecznik komendanta podlaskiej policji Tomasz Krupa. Powołując się na przekazy live w mediach, pochodzące z białoruskiej strony granicy, zwracał uwagę, że niektóre osoby do miotania granatów czy kamieni używały pewnego rodzaju proc, by zwiększyć zasięg - ręcznie nie były bowiem w stanie dorzucić niebezpiecznych przedmiotów na stronę polską. "Uchodźcy raczej granatów ze sobą nie przywieźli. Poza tym ci najbardziej agresywni byli zamaskowani, byli w kominiarkach, kapturach, w miarę jednolicie byli ubrani, oczywiście w stroje cywilne" - mówił rzecznik. Dodał, że potem agresywne zachowania przeniosły się na platformę drogowego przejścia granicznego.

Krupa przypomniał, że gdy w miniony poniedziałek przeszło tam z pobliskiego koczowiska co najmniej kilkaset osób, w pierwszej linii przez zasiekami, znalazły się kobiety z dziećmi. "One bardzo szybko zostały wycofane stamtąd i tam dziś pojawił się ten agresywny tłum. Z nieba leciał naprawdę grad kamieni" - relacjonował. Dodał, że obecnie jest w tym miejscu już spokojnie. "Jest cisza, z nieba nie lecą kamienie, my użyliśmy armatek wodnych. W pewnym momencie napastnicy zaprzestali ataków (...), leciały, leciały kamienie a potem był stop" - mówił. "Widzieliśmy, że tym agresorom cały czas donoszono w workach kamienie, więc to ktoś zorganizował, worki z kamieniami były przygotowane" - dodał. Przyznał, że część osób nie miała zasłoniętych twarzy i było widać kim są, ale najbardziej aktywne i agresywne były osoby zamaskowane. "To było od początku do końca przygotowane" - mówił.

Zaznaczył, że cały czas linia granicy jest zabezpieczana przez służby, są tam wciąż armatki wodne, policja obserwuje też teren ze śmigłowca. "Jesteśmy wciąż przygotowani, czekamy jak sytuacja będzie się rozwijała" - dodał rzecznik komendanta podlaskiej policji.

Dwa tysiące policjantów prewencji pojechało na granicę polsko-białoruską w związku z zaostrzającą się sytuacją migracyjną.



13:03

Prezes Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych Michał Kuczmierowski podczas konferencji w Nowej Wsi Ełckiej powiedział, że "tam gdzie jest to niezbędne, na wniosek ministra obrony narodowej i ministra spraw wewnętrznych i administracji przekazuje odpowiednie środki i materiały funkcjonariuszom, którzy pełnią służbę na naszej granicy". M.in. stąd, z Ełku, wyruszają w poszczególne miejsca kontenery, które są kontenerami zapleczowymi, socjalnymi, mieszkalnymi. Jest to ważny element zabezpieczenia" – powiedział prezes Kuczmierowski.

Zaznaczył, że w najbliższych godzinach kontenery dla polskiego wojska i służb wyjadą na granicę. Posłużą do budowy zaplecza socjalnego, mieszkalnego, żeby funkcjonariusze, którzy mieszkają w różnych miejscach, w sytuacji, gdy jest spadek temperatury, mieli większy komfort – wyjaśnił. Kontenery są ogrzewane, wyposażone m.in. w łóżka i szafki. W Nowej Wsi Ełckiej trwa załadunek kontenerów na lawety. 

Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych w kryzys, który jest na granicy polsko-białoruskiej, jest zaangażowana od połowy sierpnia. "Pierwsze transporty humanitarne wyjechały z naszych składnic w połowie sierpnia i dotarły na Litwę, bo Litwa nas pierwsza prosiła o wsparcie. Tam trafiły namioty, specjalne ogrzewacze, agregatory prądotwórcze, łóżka, koce, sprzęt, który pomagał Litwinom w aranżacji podstawowych obozów i miejsc zakwaterowania" – wskazał prezes Kuczmierowski. Mówił, że również trzy takie transporty były przygotowywane na potrzeby wsparcia Białorusi. "Białoruś do tej pory nie skorzystała z tych propozycji. Czekamy, bo ten transport jest przygotowany, w tej chwili jest relokowany do naszego magazynu. Ale jest gotowy, by w ciągu godziny wyjechać i dotrzeć jak najszybciej na granicę. Czekamy na zmianę polityki władz białoruskich" – mówił Kuczmierowski.



12:39

Zakończyła się próba siłowego sforsowania przejścia Kuźnica-Bruzgi. Cudzoziemcy wrócić mieli do znajdującego się nieopodal obozowiska, opuszczonego w poniedziałek rano, eskortowani przez białoruskie służby - podaje dziennikarz Tadeusz Giczan. Z relacji na żywo, udostępnionej m.in. na YouTube, wynika jednak, że część z nich znajduje się nadal w okolicach atakowanego wcześniej przejścia granicznego - rozpalają ogniska i rozstawiają namioty.

Sytuację na polsko-białoruskiej granicy omawiać miały dzisiaj białoruskie władze w ramach narady zwołanej w Mińsku przez Alaksandra Łukaszenkę. Jak przekazał we wtorek minister obrony Wiktar Chrenin, "białoruska armia ma plan reagowania na każdy scenariusz wydarzeń na granicy". "Przygotowaliśmy plany na wszystkie możliwe warianty rozwinięcia się (konfliktu) lub prowokacji, które mogą mieć miejsce od strony naszych sąsiadów" – przekazał.

W komunikacie resortu przytoczono jego wypowiedź, dotyczącą "zgrupowania przez Polskę na terytorium przygranicznym 23 tys. wojskowych". "Zbudowano dla nich 13 obozów. W tej sytuacji strona białoruska zwiększyła siły zwiadu na granicy, wzmocniła ochronę granic i przestrzeni powietrznej" – podano. "Widzimy precyzyjnie, co się dzieje na terytorium Polski i krajów bałtyckich. Traktujemy to jako określone wyzwania i zagrożenia" – dodał Chrenin.



11:57

Podczas zamieszek na granicy ranny został policjant. Przetransportowano go do szpitala - poinformował polska policja. "Prawdopodobnie doszło do pęknięcia kości czaszki po uderzeniu przedmiotem" - czytamy. 

Za grupą atakującą polską granicę widoczny ma być kordon służb białoruskich. Analitycy dostrzegają ich również w tłumie, podkreślając, że prawdopodobnie instruują migrantów.

W stronę polskich żołnierzy i funkcjonariuszy lecą już nie tylko kamienie, ale m. in. kostka brukowa. Jak przypomina Stanisław Żaryn, "w ostatnich dniach z białoruskich zakładów budowlanych wyjeżdżały w stronę granicy ciężarówki m. in. z kamieniami, żwirem". 



11:23

Wydarzenia na granicy, a dokładnie przejściu Kuźnica-Bruzgi, relacjonowane są na żywo przez białoruskie media państwowe.

W stronę polskich mundurowych, już zgodnie z relacją opozycyjnych mediów, lecieć mają także elementy namiotów, z których korzystali wcześniej migranci. Do forsowania ogrodzenia korzystają oni również z metalowych prętów. Udostępniane są również zdjęcia, na których osoby po drugiej stronie linii granicznej trzymają zapewne granaty hukowe.

Jak podkreśla na Twitterze Anna Maria Dyner, analityk PISM, "bezpośrednia transmisja telewizyjna pokazuje, że całość (ataku - przyp. red.) była przygotowana i skoordynowana przez białoruskie służby".

Polskie służby wraz ze sprzętem przesuwały się bliżej linii granicznej, na dokładnie powstałych na niej zasieków, niszczonych przez napierających migrantów. Nadawane są również komunikaty i ostrzeżenia, dotyczące możliwości użycia siły przez polską policję w przypadku, gdy atakujący nie będą szanować polskiej granicy. Formacja podkreśla też na Twitterze, że "agresywne ataki inspirowane przez stronę białoruską są cały czas odpierane", a "całość agresywnych zachowań służby białoruskie koordynują i obserwują przez drony".



10:34

Polskie służby użyły gazu łzawiącego i armatki wodnej wobec migrantów znajdujących się w pobliżu oraz na przejściu granicznym Kuźnica-Bruzgi. Grupa miała zaatakować funkcjonariuszy po drugiej stronie ogrodzenia, rzucając w nich m.in. kamieniami. Nagrania z tego, co się ma właśnie dziać na granicy publikują już polskie władze. Atak trwać ma już od ok. godziny.

Według relacji polskiej policji, w stronę polskich mundurowych polecieć miały kamienie, butelki i kłody, po czym próbowano zniszczyć ogrodzenie graniczne. Co więcej, migranci mieli zostać wyposażeni przez białoruskie służby w granaty hukowe i obrzucić nimi polskich żołnierzy i funkcjonariuszy. 

To, co dzieje się przy polsko-białoruskiej linii granicznej Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych nazywa długotrwałą grą nerwów. "Taktyka białoruska obliczona jest na ciągłą destabilizację sytuacji na naszej granicy, szukanie nowych miejsc wywołania punktowego kryzysu i nieustanne próby masowego przedarcia się na teren RP" - pisze na Twitterze.

Wiceminister MSWiA Maciej Wąsik na antenie Polsat News podkreślał we wtorek, 16 listopada, że "pogranicznicy białoruscy przecinają zasieki i liczą, że zanim nasze służby się zorientują, to zdążą przepuścić przez granicę grupę 50-100 osób". O jednym z takich incydentów poinformował resort obrony narodowej. "Wczoraj w nocy 4 białoruskich funkcjonariuszy próbowało uszkodzić ogrodzenie i zmusić 11 migrantów do wejścia na teren Polski. Żołnierzom udało się udaremnić tę próbę" - podał. Możliwe, że chodzi o interwencję, z której nagranie udostępnił dziennikarz Tadeusz Giczan



09:15

Noc na granicy z Białorusią minęła spokojnie - oceniła we wtorek rano podlaska policja, która wraz z innymi służbami mundurowymi zabezpiecza odcinek tej granicy w regionie przez nielegalnym przekraczaniem przez imigrantów. Chodzi m.in. o teren nieczynnego obecnie, drogowego przejścia granicznego Kuźnica-Bruzgi, gdzie w poniedziałek po białoruskiej stronie zgromadziło się co najmniej kilkuset cudzoziemców i gdzie zostały skierowane wzmocnione siły policji, Straży Granicznej i wojska.

Jak poinformowała natomiast chor. sztab. Ewelina Szczepańska z sekcji prasowej Straży Granicznej, około godz. 16:00 w poniedziałek, 15 listopada doszło do siłowej próby przekroczenia granicy polsko-białoruskiej przez około 100-osobową grupę w okolicach miejscowości Dubicze Cerkiewne. "Używano laserów koloru zielonego, żeby oślepić naszych funkcjonariuszy. Cudzoziemcy rzucali kamieniami; rozbili szybę w pojeździe wojska. Nikt nie został ranny" - relacjonowała. Do drugiej próby sforsowania granicy polsko-białoruskiej doszło w okolicach miejscowości Czeremcha. Brało w niej udział około 50 cudzoziemców. "Była to również bardzo agresywna grupa. Rzucano gałęziami, kłodami, kamieniami. Jeden z żołnierzy został uderzony kamieniem w głowę. Mimo kasku, miał rozciętą głowę. Na miejsce wezwano pomoc medyczną" – dodała Szczepańska.

Nadal spokojnie ma być, a dokładnie "bez szczególnych wydarzeń ani incydentów", na granicy polsko-białoruskiej na terenie woj. lubelskiego. "Nie odnotowaliśmy prób nielegalnego przekroczenia granicy państwowej z Białorusi do Polski. Nie zaobserwowaliśmy większych grup osób w pobliżu granicy państwowej" - poinformował rzecznik komendanta NOSG kpt. Dariusz Sienicki.

Resort obrony narodowej podał we wtorek rano, że białoruskie służby pod osłoną nocy niszczą ogrodzenie, by umożliwić migrantom nielegalne przekroczenie granicy. MON opublikowało na swoim profilu na Twitterze krótki film, na którym widać, jak po białoruskiej stronie umundurowana postać czołga się w kierunku zasiek z drutu kolczastego znajdującego się na granicy. Osoba w mundurze przecina nożycami drut tworzący zaporę techniczną.

Nagrania z tego, co dzieje się na polsko-białoruskiej granicy publikuje również m.in. Tadeusz Giczan, białoruski dziennikarz. Wczoraj na jego Twitterze pojawił się materiał ukazujący, jak pisze sam Białorusin, jak służby pchają migrantów na ogrodzenie. Na nagraniu słychać również krzyki oraz rozmowy polskich funkcjonariuszy. Nie wiadomo jednak na razie przy okazji której próby siłowego forsowania granicy polsko-białoruskiej powstał ten materiał.

Napięta sytuacja na granicy polsko-białoruskiej na razie nie ulega deeskalacji i jak zapewnia wiceszef MSZ Marcin Przydacz, jeśli dalej będzie to tak wyglądać, to nie jest wykluczone, że zamykane będą kolejne przejścia graniczne z Białorusią.

Od początku roku Straż Graniczna zanotowała ponad 33 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej, z czego 5,3 tys. w listopadzie, blisko 17,3 tys. w październiku, prawie 7,7 tys. we wrześniu i ponad 3,5 tys. w sierpniu.



PONIEDZIAŁEK, 15 LISTOPADA



21:00

Podlaska policja informuje, że ok. godz. 16:00 kilkusetosobowa grupa miała podjąć nieskuteczną próbę sforsowania granicy w pobliżu Starzyny (ok. 2h godziny drogi od Kuźnicy, w kierunku województwa lubelskiego). Migranci mieli rzucać w polskich funkcjonariuszy kamieniami. Na udostępnionych przez formację zdjęciach widać m.in. uszkodzony kask, a także zasieki i leżące za nimi zbite deski.

Relację z tego, co dziać ma się w okolicach przejścia granicznego Kuźnica-Bruzgi udostępnił na Twitterze Stanisław Żaryn. Jak pisze, można powiedzieć, że migranci rozbili tam nowe obozowisko. 

Natomiast Wojska Obrony Terytorialnej udostępniły na oficjalnym koncie na Twitterze zdjęcie, z którego wynika, że na przejściu granicznym Kuźnica-Bruzgi montowane są dodatkowe zabezpieczenia. W pracach udział biorą także strażacy Państwowej Straży Pożarnej.

Widoczne są one również na drugim zdjęciu opublikowanym przez Wojska Obrony Terytorialnej.

Informacje te potwierdza Stanisław Żaryn, a także Polska Policja. 

Porzucone pozostaje tym samym, przynajmniej na razie, poprzednie obozowisko, znajdujące się nieopodal przejścia granicznego w Kuźnicach. Jak podkreślała jednak na antenie Polsat News w poniedziałek, 15 listopada wieczorem ppor. Anna Michalska, rzeczniczka komendanta głównego Straży Granicznej, polskie służby nie są pewne czy Białorusini nie chcą do niego sprowadzić kolejnych migrantów czy wrócą tam może osoby, które znajdują się obecnie przy przejściu. Na miejsce dostarczana mają być bowiem wciąż m.in. woda i drewno na opał.



15:25

Polskie służby w pełnej gotowości na granicy. Wzmacniane są nie tylko dodatkowymi mundurowymi, ale również sprzętem. Przy linii granicznej stoją już m.in. dwa pojazdy typu armatka wodna oraz policyjny LRAD (Long Range Acoustic Device), z którego zapewne nadawane są komunikaty skierowane do migrantów oraz białoruskich służb. 

Polska Policja podaje również, że Białorusini mają pilnować, by migranci znajdujący się obecnie przy przejściu granicznym nie mogli wycofać się wgłąb Białorusi. "Takiej możliwości nie zapewnia się nawet osobom, które chcą wrócić do Mińska i odlecieć do swojego kraju" - pisze formacja. 

Według MSWiA, grupa migrantów przy przejściu w Kuźnicy jest coraz większa. 

Jak wspomniano już wcześniej, na miejscu powstaje powoli koczowisko, a migranci rozstawiają namioty i rozpalają ogniska. 

Poniżej nagranie pokazujące sytuację przy przejściu granicznym w Kuźnicy oraz opustoszałe, przynajmniej na razie, położone nieopodal obozowisko. Na miejscu widać jednak m.in. zapasy drewna.



13:24

Polskie służby komunikaty i wiadomości kierować mają nie tylko do samych migrantów. Ich odbiorcami mają być również białoruskie służby. 

"Rozumiemy, że dostaliście takie rozkazy z góry. Nic nie usprawiedliwia jednak cierpienia kobiet i dzieci, niech stąd odejdą, sąsiedzi. Pozwólcie im wrócić do domu. Niedawno ręka w rękę chroniliśmy granicy, a teraz wy postępujecie tak strasznie wobec niewinnych ludzi. Naprawdę po tym wszystkim będziecie mogli spojrzeć w oczy żonom i dzieciom? Opamiętajcie się proszę. Białorusini, proszę was, przestańcie. Nie krzywdźcie tych ludzi. Oni nie zrobili wam niczego złego. Z powodu tego co robicie oni mogą zginąć. Pozwólcie im żyć. Pozwólcie im wrócić do domu" - mają słyszeć. 

Na razie migranci zachowują spokój, nie ma prób siłowego forsowania przejścia na terytorium Polski. Cześć z nich rozstawiać ma już na miejscu namioty. Nie oznacza to jednak, że obozowisko w którym wcześniej się znajdowali zostało całkowicie porzucone. Wiceminister Maciej Wąsik podaje, że na miejsce nadal zwożone jest drewno na opał.



12:38

Na poniedziałkowym briefingu rzeczniczka komendanta głównego Straży Granicznej ppor. Anna Michalska poinformowała, że wbrew temu, czego się spodziewano, ostatniej nocy w Kuźnicy nie doszło do próby siłowego forsowania granicy. Doszło do niej natomiast na odcinku granicy podlegającym placówce Straży Granicznej w Czeremsze, gdzie siłowo na terytorium Polski próbowało wejść 60 osób. "Oni codziennie, regularnie w nocy próbują tę granicę przekroczyć" - powiedziała, dodając, że grupa zachowuje się w agresywny sposób, m.in. rzucając w funkcjonariuszy kamieniami.

Ppor. Michalska poinformowała jednak, że z najnowszych informacji wynika, iż na nieczynnym przejściu granicznym w Kuźnicy po stronie Białorusi zaczęła gromadzić się duża grupa cudzoziemców. "To już jest kilkaset osób" - wskazała rzeczniczka SG, dodając, że chodzi o osoby, które do tej pory koczowały przy granicy.

"Spodziewamy się, że będzie próba siłowego sforsowania granicy. W tej chwili skierowane są tam wszystkie nasze siły, jakie mogliśmy tam skierować" - powiedziała. Jak dodała, funkcjonariuszy Straży Granicznej wspomagają żołnierze oraz policjanci. Rzeczniczka nie wskazała, o jakiej liczbie funkcjonariuszy mowa, zaznaczając jedynie, że są to siły proporcjonalne do zagrożenia.

Rzeczniczka SG wskazała też, że "z pewnością" zmianie uległa taktyka związana ze sposobem nielegalnego przekraczania granicy przez migrantów. "Jest mniej indywidualnych prób. Są to praktycznie tylko i wyłącznie siłowe forsowania granicy" - przekazała.



12:14

Jak podaje Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych, "obecna próba masowego, nielegalnego, wejścia do Polski to skutek plotek rozpuszczanych wśród migrantów, które dodatkowo uwiarygadniane były przez białoruskie służby". Chodzi mianowicie o informacje, że zapewniony im dzisiaj zostanie autokarowy transport do Niemiec, które dementowane były za pośrednictwem alertów smsowych i komunikatów głosowych w różnych językach przez polskie służby. 

Sytuacja na przejściu Kuźnica-Bruzgi monitorowana jest m.in. z wykorzystaniem policyjnego śmigłowca. Na ujęciach widać maszynę S-70i Black Hawk. 

Nagrania z tego, co dzieje się przy polsko-białoruskiej granicy publikują również Białorusini. 

Co ważne, opustoszeć miało już obozowisko, w którym do tej pory znajdowali się migranci przetransportowani/przeprowadzeni na przejście graniczne.



11:16

Spora część migrantów z obozu, znajdującego się w okolicach Kuźnicy, opuściła go i zmierza w kierunku pobliskiego przejścia granicznego z Białorusią. Towarzyszyć im mają funkcjonariusze białoruskich służb, o czym informuje m.in. opozycyjny dziennikarz Tadeusz Giczan. Kolumna miała mieć długość nawet kilometra. 

Jak dodaje, na zamkniętym przecież w ubiegłym tygodniu przez polskie władze przejściu, po stronie polskiej "czekać" mają już polscy funkcjonariusze oraz m.in. pojazdy typu armatka wodna. Informacje te potwierdza Straż Graniczna, informująca że migranci gromadzą się tam od poniedziałku rano.

Do osób czekających już po białoruskiej stronie granicy przy przejściu Kuźnica-Bruzgi dołączać mają kolejne grupy. "Przygotowywana jest próba siłowego forsowania granicy. Wszystko odbywa się pod nadzorem białoruskich służb" - zaznacza formacja. 

Nagrania z przejścia Kuźnica-Bruzgi udostępnia także resort obrony narodowej, skupiając się również na tym, że pojawiający się tam migranci są "instrumentalnie wykorzystywani" przez białoruskie media, by mogły one "przygotować swoje propagandowe materiały". Na miejscu, jak pisze Giczan, znajdować mają się dziesiątki nie tylko białoruskich, ale również rosyjskich dziennikarzy i ekip telewizyjnych. 

Według wiceministra MSWiA Macieja Wąsika, przy zamkniętym przejściu znajdować mają się już "tysiące migrantów", a "polskie służby są przygotowane na każdy scenariusz". Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych, pisze o setkach osób. 

Resort obrony narodowej podaje również informacje o kolejnych prowokacjach Białorusinów. Jak dodaje, "odgłosy strzałów, prawdopodobnie ze ślepej amunicji to codzienność". 



RELACJA Z WYDARZEŃ NA POLSKO-BIAŁORUSKIEJ GRANICY MIĘDZY 8 LISTOPADA A 14 LISTOPADA. 

PAP/MR

Reklama
Reklama

InfoSecurity24
InfoSecurity24
KomentarzeLiczba komentarzy: 89
Zen
wtorek, 16 listopada 2021, 18:56

Najwięcej rannych policjantów, eskalacja przemocy, wojna nabiera coraz większego rozmachu, dziękujemy wszystkim służbom za ofiarną ochronę granic i naszego bezpieczeństwa!

MArio
wtorek, 16 listopada 2021, 16:36

Dlaczego nasze służby nie kupią i użyją zestawów do "strącania" dronów, które używają Białorusini do koordynacji ataków na nasze służby i terytorium przez tzw migrantów? Mamy takie systemy produkowane w Polsce i zagranicą. Trzeba się bronić...

Bama
wtorek, 16 listopada 2021, 16:13

Mamy nadzieję, że WP, WOT, SG i Policja pamięta, kto ich opluwał i opluwa.

Autor Widmo
wtorek, 16 listopada 2021, 19:42

Wystarczy że naród zapamięta. WP, WOT, SG i Policja zadowoli się tym, że okażemy im należny szacunek i wsparcie którego potrzebują.

Eee tam
wtorek, 16 listopada 2021, 19:01

Jak brutalnie łamią prawo ONZ nie rozpatrując wniosków o azyl to co się dziwią?

Anonim
piątek, 19 listopada 2021, 12:27

Czy ci ludzie którzy przyjechali na terytorium Białorusi na podstawie Białoruskiej wizy turystycznej mogą sie ubiegać o azyl w Polsce ? Niby na jakiej podstawie, twojego widzi mi sie ? Nawet gdyby naprawde byli uchodzcami, a są tylko nielegalnymi imigrantami ekonomicznymi, to pierwszym bezpiecznym dla nich krajem jest Białoruś, wiec tam powinni wystąpić o azyl. Dodatkowo wniosek o azyl można złożyć tylko i wyłącznie na przejściu granicznym. Ponadto ci imigranci chcą jechać do Niemiec, wiec po co lecą do Mińska zamiast do Berlina ? A za atak na polskich funkcjonariuszy to to BYDŁO ( przepraszam zwierzeta ) nigdy nie przekroczy Polskiej granicy.

Chyżwar
środa, 17 listopada 2021, 08:53

Ci, którzy usiłują forsować granicę mówią wprost, że chcą do Pani Merkel. Twierdzą, że to jest "najlepsza kobieta na świecie". O ile pamiętam, ty chcesz, żebyśmy ich wpuścili do Polski i tutaj zatrzymali. Taka postawa jest gorsza od faszyzmu. Rzekłbym, że ociera się o czysty nazizm.

Wizjoner
wtorek, 16 listopada 2021, 15:07

Sytuacja na granicy wymusza posiadanie w służbach mundurowych właściwego sprzętu. Przydałyby się pojazdy klasy Żubr/Tur, inny 4x4 z wyrzutniami setek granatów łzawiących rozcalających się kilka metrów nad ziemią. Taki pojazd jadąc wzdłuż granicy wystrzeliwałby je seriami nad głowami tłumu. To jedyny skuteczny środek, na dzień dzisiejszy, na odpędzenie najeźdźców od naszej granicy. A poza tym może znajdziecie w internecie jak się broni granicy państwa w Izraelu. Bardzo ciekawy materiał.

Autor Widmo
wtorek, 16 listopada 2021, 19:43

Wystarczy woda i niska temperatura.

RR
wtorek, 16 listopada 2021, 16:53

Jak tu nikt nawet jednego ręcznego ugł-a nie może użyć, bo granica...

1111
wtorek, 16 listopada 2021, 14:40

prąd podłączyć pod siatkę żaden nie przejdzie .

Tweets InfoSecurity24