- WIADOMOŚCI
Co dzieje się z psami służbowymi, gdy odchodzą na emeryturę?
Przez lata pracują dla państwa. Wykrywają materiały wybuchowe, szukają zaginionych, zabezpieczają pojazdy, pomagają podczas akcji ratunkowych. Kiedy jednak kończą służbę, ich los zależy w dużej mierze od tego, czy znajdzie się człowiek, który będzie mógł się nimi zaopiekować. Jeszcze kilka lat temu psy służbowe nie mogły liczyć nawet na własną emeryturę. Dziś państwo wypłaca im pieniądze na utrzymanie. Czy kolejnym krokiem nie powinno być stworzenie dla nich miejsc, w których mogłyby bezpiecznie spędzić emeryturę?
Pies służbowy przez lata wykonuje zadania, których mundurowi nie byliby w stanie zrobić sami. Wykrywa materiały wybuchowe, szuka osób w gruzowiskach, pomaga zabezpieczać pojazdy i wspiera swojego funkcjonariuszy w najtrudniejszych akcjach. Ale służba kiedyś się kończy. I wtedy zaczyna się problem, o którym mówi się znacznie rzadziej.
Najpierw służba, potem emerytura
Policjant i jego pies to znacznie więcej niż funkcjonariusz i zwierzę wykonujące polecenia. To relacja budowana przez lata wspólnych treningów, wyjazdów i codziennej służby. Pies poznaje swojego przewodnika, ufa mu i reaguje na jego komendy. Przewodnik z kolei doskonale zna zachowanie swojego czworonożnego partnera.
Dlatego w wielu przypadkach zakończenie służby nie oznacza końca tej relacji. Pies trafia do domu swojego przewodnika i pozostaje jego towarzyszem już poza służbą. Nie zawsze jest to jednak możliwe. Pies może mieć za sobą długoletnią służbę, a jednocześnie nie mieć dokąd wrócić.
Jak informowała Marzanna Zielińska w niedzielnym wydaniu „Faktów” TVN, psy służbowe przechodzą na emeryturę co do zasady po około dziewięciu latach służby. W wielu przypadkach pozostają ze swoimi dotychczasowymi przewodnikami, a państwo zapewnia środki na ich utrzymanie – w zależności od potrzeb psa jest to około 300-500 złotych miesięcznie.
To rozwiązanie jest stosunkowo nowe. Jeszcze pięć lat temu psy służbowe po przejściu na emeryturę nie miały zagwarantowanego takiego świadczenia. Dziś mają. Skoro więc państwo uznało, że pies po latach służby zasługuje na emeryturę i środki na swoje utrzymanie, może warto zrobić kolejny krok i zastanowić się, co z psami, które nie mają z kim tej emerytury spędzić?
Nie każdy ma swój dom
„Wszystkie moje psy zwykle dostają worek karmy oraz możliwość korzystania z weterynarza, kiedy potrzebują takiej opieki” – mówił w „Faktach” TVN asp. Michał Szalc, strażak, przewodnik i instruktor psów ratowniczych z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku.
W przypadku wielu funkcjonariuszy więź z psem jest na tyle silna, że po zakończeniu służby czworonóg po prostu zostaje członkiem rodziny. Ale nie każdy przewodnik może go przyjąć. Według przedstawicieli Fundacji K9 Weteran około co dziesiąty pies po służbie nie może pozostać ze swoim dotychczasowym opiekunem.
Państwo zapewnia świadczenie na utrzymanie tych zwierząt, ale nie ma systemowego rozwiązania dla psów, które po zakończeniu służby nie mają gdzie się podziać. „Jest magazynowany w jakimś pomieszczeniu, z tyłu na komisariacie, w jednostce wojskowej, w jednostce straży pożarnej, gdzieś w jakimś miejscu odludnym” – opisywała w „Faktach” TVN Ewa Drapińska, wolontariuszka Fundacji K9 Weteran.
Trudno oczekiwać, by pies, który przez lata pracował w służbach, po zakończeniu kariery po prostu został pozostawiony sam sobie. Psy służbowe nie są zwykłymi psami, które tak po prostu można przestawić z intensywnego wysiłku na całkowity odpoczynek. Przez lata były szkolone do wykonywania konkretnych zadań. Nauczono je skupienia, reagowania na komendy, pokonywania przeszkód i rozwiązywania problemów.
„To są psy nauczone, bardzo silnie wpojone mają określone komendy, określone zachowania. To są psy, które niosły pomoc, ale też zapewniały bezpieczeństwo, więc one wymagają bardzo dużej skrupulatności” – podkreślał w „Faktach” TVN Maciej Szewczykiewicz z Fundacji K9 Weteran. Dlatego zwykłe legowisko, pełna miska i spacer mogą nie wystarczyć.
Nie chodzi oczywiście o to, by emerytowane psy nadal wykonywały służbowe zadania. Chodzi o odpowiednią aktywność i pracę umysłową, dostosowaną do ich wieku i kondycji. „Dla niego praca, nawet po 30 minut, to jest najważniejsza rzecz. Ważniejsza od jedzenia, od leżenia na kanapie. On musi pracować” – mówił Jacek Wywijas z Fundacji K9 Weteran. A co w sytuacji, kiedy nie ma przewodnika, który może zabrać psa do domu? Wtedy potrzebne jest miejsce stworzone właśnie z myślą o takich zwierzętach.
Azyl dla psich weteranów
Stąd pomysł na stworzenie specjalnego azylu dla psów po służbie. Nie zwykłego schroniska. Miejsca, które rozumie specyfikę psów służbowych – ich potrzeby, przyzwyczajenia i sposób funkcjonowania. Takie miejsce miałoby zapewniać nie tylko dach nad głową, karmę i opiekę weterynaryjną, ale również możliwość aktywności i pracy umysłowej. Bo pies, który przez lata służył państwu, potrzebuje odpowiednio zorganizowanej emerytury.
Jeszcze kilka lat temu można było powiedzieć: pies kończy służbę i dalej musi sobie jakoś poradzić. Dziś sytuacja jest inna. Państwo uznało, że wieloletnia służba psa ma swoją wartość i że po zakończeniu pracy należy zapewnić mu środki na utrzymanie. Może więc naturalnym kolejnym krokiem byłoby stworzenie miejsc, do których mogłyby trafiać psy, których przewodnicy nie są w stanie przyjąć?
Nie każdy emerytowany pies potrzebuje azylu. Wiele z nich ma swoich opiekunów, z którymi spędza dalsze lata życia. Ale skoro istnieje grupa zwierząt, które po zakończeniu służby nie mają takiej możliwości, trudno udawać, że problem nie istnieje. Przez lata te psy pracowały dla państwa i społeczeństwa. Były wysyłane tam, gdzie człowiek nie mógł lub nie powinien iść sam. Wykorzystywały swoją sprawność i umiejętności, by pomagać ludziom i zapewniać im bezpieczeństwo. Czy w zamian państwo nie powinno zagwarantować im czegoś więcej niż tylko pieniędzy na emeryturę – również odpowiedniego miejsca na starość, jeśli nie ma go kto zapewnić?


