Za Granicą

Niemcy przyznają: Terroryści wśród uchodźców. "Popełniliśmy błąd"

  • Fot. Wikimedia/ CC BY 3.0

Szef niemieckiego kontrwywiadu stwierdził, że służby źle oceniły plany bojowników Daesh. W niedzielnym wywiadzie dla "Die Welt am Sonntag" Hans-Georg Maassen przyznał, że Niemcy nie podejrzewali, że wśród uchodźców ukryją się terroryści.  

Jak podkreślił Maassen, niemieckie służby uznały taki scenariusz za mało prawdopodobny. Kontrwywiad ocenił, że dla islamistów będzie to zbyt duże ryzyko.

- Chociaż nie musieli udawać uchodźców, to zrobili to, żeby zademonstrować nam swoją siłę - powiedział niemieckim dziennikarzom.

Niemieckie służby wiedzą również o co najmniej 300 próbach rekrutacji uchodźców przez bojowników, którzy są już w kraju. Szef Urzędu Ochrony Konstytucji liczbę islamskich bojowników, którzy przebywają obecnie na terytorium Niemiec i zagrażają bezpieczeństwu, ocenił na 1100 osób. 

Szef Urzędu Ochrony Konstytucji zdradził również, że 70 proc. osób, które przekraczają niemiecką granicę jako uchodźcy, nie posiada ważnego paszportu. Jak przyznaje Maassen oznacza to, że ich dokumenty wystawiane są jedynie na postawie dostarczonych przez migrantów informacji. 

- Obawiam się, że mamy w bazie danych sporo informacji na temat osób, które stanowią dla nas zagrożenie. Nie wiemy jednak, że są w naszym kraju ponieważ przebywają tu pod fałszywych nazwiskiem - ocenił Maassen.

Nie pierwszy raz szef kontrwywiadu zwraca uwagę na zagrożenie, jakie stanowią ukrywający się wśród uchodźców terroryści. Jeszcze w lutym, podczas wywiadu dla niemieckiej telewizji, szef agencji przyznał, że bojownicy Daesh przedostają się do Europy przebrani za uchodźców.

Niemcy zagrożone atakiem

Maassen ocenił również, że sytuacja w Niemczech jest "bardzo poważna", a grupy powiązane z Daesh chcą przeprowadzić w kraju atak. Niemieckie służby nie mają jednak żadnych konkretnych informacji na temat ich planów.

Zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju stanowią również bojownicy, którzy wracają z Syrii. Część z nich powiązana została z planowanymi wcześniej atakami. Jak pisze "Die Welt am Sonntag", powołując się na źródło w rządzie, ponad 800 osób z Niemiec odbyło podróż do Syrii lub Iraku. Około 30 proc. z osób, które odwiedziły ten region od 2012 roku, wróciło do Niemiec. Część z nich brała aktywny udział w walkach albo przeszła szkolenie wojskowe wśród bojowników. 

Szef niemieckiego kontrwywiadu zdradził dziennikarzom, że dzięki skutecznej pracy agencji wywiadowczych i odrobinie szczęścia w kraju nie doszło jeszcze do żadnego dużego ataku. Niektórych zamachów udało się uniknąć dzięki niesprawnym detonatorom. Tak było w przypadku niewypału, który znaleziono na stacji w Bonn w 2012 roku oraz dwóch bomb, które umieszczone zostały w pociągach w Kolonii.

Zagrożenie zamachem jest w Niemczech bardzo wysokie. Potwierdza to opublikowany w zeszły wtorek film, na którym islamscy bojownicy grożą kolejnymi atakami w Europie. Na liście zagrożonych miast znalazł się: Londyn, Berlin i Rzym. 

Komentarze (1)

  1. aaaa

    Zaskoczyło ich ?!!!! Litości !!! Nawet w niemieckich służbach nie ma już profesjonalistów ?