"Latający strażacy" gaszą nie tylko Czarnobyl

23 kwietnia 2020, 15:25
An-32P main
An-32P podczas zrzutu. Fot. dsns.gov.ua

Od początku kwietnia trwa na Ukrainie epidemia pożarów, z których najbardziej medialny to oczywiście płonąca "Zona", zamknięty obszar wokół Czarnobyla. W akcji gaśniczej biorą udział tysiące strażaków i specjalistyczny sprzęt, w tym flota samolotów i śmigłowców Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych. W jej skład wchodzą m.in. dwusilnikowe samoloty pożarnicze An-32P i śmigłowce Mi-8 zdolne do przenoszenia specjalnych zbiorników gaśniczych.

Można powiedzieć, że nasz region płonie. W Rosji płonie tajga, lecz tam pożarów się w zasadzie nie gasi, o ile nie zagrażają ludzkim osadom czy zakładom i instalacjom. W Polsce spaliło się ponad 8 tys. hektarów Biebrzańskiego Parku Narodowego, a dym dotarł w okolice Warszawy. Jednak światowe zainteresowanie wzbudziły przede wszystkim pożary w rejonie słynnej, nieczynnej elektrowni atomowej w Czarnobylu. Wzbudziły również w Polsce zupełnie bezzasadne lęki związane z możliwością skażenia, umiejętnie podsycane przez internetowych trolli.

image
Pożar lasów w zamkniętej strefie wokół Czarnobyla. Fot. dsns.gov.ua

Tymczasem już od kilku tygodni intensywne pożary trawią lasy na Ukrainie, co spowodowało zadymienie Kijowa. Stolica Ukrainy przez kilka dni wyglądała dość apokaliptycznie – spowita w dymach i z płomieniami na horyzoncie. Wszystko to, pomimo zaangażowania tysięcy ludzi, ciężkiego sprzętu, jak również lotnictwa. Bowiem samoloty i śmigłowce to jeden z najskuteczniejszych sposobów radzenia sobie z pożarami lasów i innych rozległych obszarów.

Ukraina jest pod tym względem przygotowana na tyle dobrze, że w ostatnich latach wspierała inne kraje Europy oraz Izrael. W dyspozycji Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych znajduje się Specjalny Lotniczy Oddział Służby Ratowniczej, który wyposażony jest we flotę ponad 20 śmigłowców i samolotów. Wśród wiropłatów przeważają Mi-8, jednak trwają obecnie dostawy nowych maszyn Airbus Helicopters H145 i H225. Samoloty to przede wszystkim maszyny transportowe, w tym transportu medycznego, typu An-26, An-30 i An-32. Wśród tych ostatnich znajdują się, najbardziej interesujące nas cztery maszyny pożarnicze An-32P. Planowany jest zakup piątego samolotu tego typu.

image
Zrzut 8 ton wody przez ukraiński samolot pożarniczy An-32P. Fot. dsns.gov.ua


Antonow "Ogniobójca"

An-32P Firekiller powstał na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku i jak łatwo się domyślić, jego bazą jest popularna maszyna transportowa An-32 oblatana w 1976 roku. Samolot ten powstał jako rozwinięcie eksploatowanego w przeszłości również w Polsce transportowca An-26, poprzez wymianę silników i modernizację płatowca przy zachowaniu ogólnego układu. Główne różnice to nowe silniki, które umieszczono nie pod, ale nad skrzydłami, aby umożliwić użycie śmigieł o większej średnicy. Dzięki temu znacznie poprawiono osiągi takie jak prędkość, pułap czy zasięg. An-32 zabiera o 6700 kg (o 1700 więcej niż An-26), osiąga prędkość maksymalną 530 km/h i zasięg 2500 km.

Wersja pożarnicza powstała w 1991 roku, ale certyfikat typu uzyskała w 1995 roku. To, co od razu wyróżnia An-32P względem zwykłych maszyn, to owiewki ciągnące się po obu bokach kadłuba na całej długości ładowni. Mieszczą one umieszczone parami cztery zbiorniki na wodę lub inne substancje gaśnicze, każdy o pojemności 2 ton. Mogą być one opróżniane jednocześnie lub w dowolnej kombinacji oraz napełniane na ziemi z wykorzystaniem pomp. Co istotne, kiedy samolot nie służy do gaszenia pożarów, można korzystać z jego ładowni w całkowicie standardowy sposób, korzystając z rozkładanej tylnej rampy. Wówczas zbiorniki mogą zostać zdemontowane, aby zwiększyć dostępną przestrzeń.

image
An-32P podczas lotu do nad Ukrainą. Fot. dsns.gov.ua

System zrzutu wody został zoptymalizowany tak, aby minimalną wymaganą do gaszenia pożarów lasów ilością wody można było pokryć jak największy obszar. Podczas takiego optymalnego nalotu samolot An-32P powinien lecieć na wysokości 30 m z prędkością 230 km/h, co pozwala na ugaszenie obszaru o szerokości 50 m i długości 150 m. Obszar pokrywany jest ponad 8000 litrów wody. Dla porównania stosowane w Polsce do gaszenia pożarów samoloty jednosilnikowe PZL M18 Dromader zabierają około 1800 litrów wody.

Silne lotnictwo pożarnicze, duże wyzwania

Ukraiński Specjalny Lotniczy Odział Służby Ratowniczej dysponuje czterema samolotami pożarniczymi An-32P, ale do walki z rozległymi pożarami wykorzystuje również śmigłowce Mi-8. Pod maszyną na haku ładunkowym podwieszany jest w tym celu elastyczny, składany czerpak na wodę, od popularnej marki nazywany często Bambi Bucket. Jego zaletą jest to, że napełnić go można w mgnieniu oka z dowolnego zbiornika wodnego, nawet z basenu czy sadzawki. Śmigłowiec zawisa na małej wysokości i zanurza po prostu "wiadro" w wodzie. Zrzutu ładunku dokonuje się otwierając dno czerpaka.

image
Mi-8MT z podwieszonym "Bambi Bucket" podczas akcji gaśniczej.  Fot. dsns.gov.ua

Ukraińskie śmigłowce korzystają z takich właśnie składanych czerpaków, które na miejsce akcji mogą przewozić w ładowni maszyny i zawiesić pod śmigłowcem w ciągu kilku minut. Dla Mi-8 pojemność czerpaka to 3,5-4 tys litrów. Dla porównania polskie W-3 Sokół, wykorzystywane do gaszenia pożarów np. w Hiszpanii, używają podobnych zbiorników o pojemności 1590 litrów (420 galonów).

Maszyny i załogi Specjalnego Lotniczego Oddziału Służby Ratowniczej mają duże doświadczenie w akcjach gaśniczych, gdyż często wspierają służby pożarnicze innych krajów. W ostatnich kilku latach była to m.in. Gruzja, Czarnogóra czy Izrael. Obecnie jednak pełne ręce roboty mają w kraju. Tradycyjne wypalanie łąk, panująca w tym roku susza oraz nieostrożność ludzi w posługiwaniu się ogniem w lasach prowadzą do wybuchu dziesiątek pożarów każdego dnia. Załogi pożarnicze wykonują więc ogromną liczbę lotów.

image
Napełnianie zbiorników z wodą maszyn An-32P podczas akcji gaśniczej. Fot. dsns.gov.ua

Szczególnie aktywnie samoloty i śmigłowce wykorzystywane są tam, gdzie tradycyjne zespoły gaśnicze mają problem z przemieszczaniem się. Na przykład w lasach w rejonie Żytomierza oraz na obszarze strefy otaczającej nieczynną elektrownię w Czarnobylu i słynny reaktor, który uległ awarii 34 lata temu i jest obecnie przykryty betonowym sarkofagiem. Na przykład w ciągu jednego dnia, 6 kwietnia 2020 roku w tym rejonie dwa samoloty An-32P i śmigłowiec Mi-8MT zrzuciły łącznie 206 ton wody. Samoloty, ze względu na potrzebę każdorazowego powrotu na lotnisko i kilkunastominutowego uzupełniania zbiorników wody wykonały łącznie 16 "nalotów". Śmigłowiec, który wraca na lądowisko tylko aby uzupełnić paliwo, a wodę czerpał z rzek i jezior, wykonał w tym dniu 30 zrzutów wody.

Jak wynika z raportów ukraińskiej Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych, w dniach 12-23 kwietnia w operacjach gaśniczych codziennie biorą udział trzy śmigłowce Mi-8 oraz trzy samoloty pożarnicze An-32P.

Warto w tym miejscu wspomnieć, ze Państwowa Straż Pożarna w Polsce, pomimo planów z roku 2017, aby pozyskać trzy śmigłowce gaśnicze, nie posiada żadnych maszyn latających o takich możliwościach. Powietrzne akcje gaśnicze realizowane są przez firmy zakontraktowane do tego zadania przez Lasy Państwowe. Wykorzystują one samoloty PZL M18 Dromader oraz śmigłowce wyposażone w czerpaki o pojemności nie przekraczającej 1500 litrów. Nie jest to sprzęt wystarczający do tłumienia pożarów z jakimi mamy obecnie do czynienia w Polsce. Co istotne, w sytuacji regularnie pojawiających się susz, jest to zagrożenie z którym będziemy mieli do czynienia coraz częściej i w rosnącej skali. Jest to efektem zarówno zmian klimatu, jak też skandalicznej gospodarki wodnej na terytorium Polski.

KomentarzeLiczba komentarzy: 44
Gojan
piątek, 24 kwietnia 2020, 01:46

An-32P odpowiada klasą CASOM C-295, używanym w Polsce, o udźwigu 9,5 t. Może by dostosować ze 2-3 CASY do zadań gaśniczych, podobnie jak Ukraińcy (nie tracąc ich możliwości transportowych), i dokupić tą samą ilość CAS, aby zrekompensować MON-owi ich przekazanie do PSP/MSWiA? W ten sposób wykorzystano by istniejącą w MON bazę szkoleniową i przeszkolonych już na CASACH pilotów, odchodzących z wojska.

Orthodox
piątek, 24 kwietnia 2020, 16:14

Pomysłów na przekształcenie części naszych Cas już było wystarczająco wiele. Od maszyn patrolowych i ZOP, przez AEW, do AWACS.

Gojan
piątek, 24 kwietnia 2020, 20:42

Pogdybać można, to niewiele kosztuje. Sam zresztą zwracałem uwagę na sąsiednim forum, że zakup nowych C-295, to wchodzenie w duże koszty. Ale trzeba przyznać, że ta klasa samolotu (AN-26, An-32, C-295) jest użyteczna w lotach o zasięgu Polska i jej najbliższe sąsiedztwo: ma już pewną ładowność, a nie jest drogim w eksploatacji gigantem.

Ragozd
piątek, 24 kwietnia 2020, 15:34

Można zainstalować w ładowni system zrzutu wody, podobny do rosyjskiego, stosowanego w Ił-76.

Orthodox
piątek, 24 kwietnia 2020, 01:11

U nas chyba też powinno być coś większego od Dromaderów. Do gaszenia trawy może to jeszcze ujdzie, ale 1700 litrowy zbiornik do gaszenia lasu, śmiech. Ze śmigłowcami to przynajmniej wojsko pomoże.

dim
czwartek, 23 kwietnia 2020, 20:19

Cytat z artykułu: Na przykład w ciągu jednego dnia, 6 kwietnia 2020 roku w tym rejonie dwa samoloty An-32P i śmigłowiec Mi-8MT zrzuciły łącznie 206 ton wody. Samoloty, ze względu na potrzebę każdorazowego powrotu na lotnisko i kilkunastominutowego uzupełniania zbiorników wody wykonały łącznie 16 "nalotów". Śmigłowiec, który wraca na lądowisko tylko aby uzupełnić paliwo, a wodę czerpał z rzek i jezior, wykonał w tym dniu 30 zrzutów wody. """""""""""""""""""""" - dla porównania, samolotem klasy CL-515 wykonaliby tych nalotów prawie sto, po 7 ton każdy, a wodę zrzucać mogliby (gdyby zaszła potrzeba) nawet po ponad sto celowanych zrzutów, każdy nalot, a do zaopatrzenia tej maszyny w nową wodę wystarczałoby zero osób na lądzie i zero cystern. Cysterny, wszelkie pożarnicze i niepożarnicze, skrajnie potrzebne są przy pożarze, a nie ZAMIAST przy pożarze, gdzieś tam gonią na odległe lotnisko.

Ragozd
piątek, 24 kwietnia 2020, 10:18

Cudownie, tylko gdzie te wodnosamoloty miałyby lądować na wodzie? Proszę znaleźć kilometr odpowiednio głębokiej i szerokiej rzeki. To nie Kanada.

piątek, 24 kwietnia 2020, 17:32

@Ragozd, re: gdzie lądować ? - Po pierwsze (poprawiam własną nieścisłość sprzed kilku dni), nie lądować - lądowania i starty to na normalnym lotnisku, pas 1400 metrów. A tankować, w przelocie wodując. Na co wystarcza 600-700 metrów i kilkanaście, ale dla bezpieczeństwa oczywiście kilkadziesiąt metrów szerokości pasa wodnego. Nie, to nie musi być rzeka. Owszem, jest w Polsce sporo fajnych zbiorników wodnych o takich parametrach, naturalnych lub sztucznych i to akurat w sąsiedztwie bardzo super fajnych lasów. Owszem, niektóre, optymalnie położone geograficznie, zbiorniki uzupłniające, może trzeba byłoby nieco przebudować. Może coś i wykopać, tu i ówdzie. Z jednoczesną rolą retencyjną, czy melioracyjną - oczywiście. Widzisz może jakiś problem, by taki zbiornik istniał m.in. w pobliżu Biebrzańskiego Parku Narodowego ? Podsumuję: pytania o to kierujmy raczej do hydrologów. Czyli należy zacząć od postawienia takich pytań. Zamiast oglądania relatywnie aż kilkakrotnie mniej wydajnych, dużych samolotów, tankujących z płyty lotnisk stałych. Przy tym wymagających ciągłej lotniskowej obsługi i dojazdów cystern, w trakcie akcji. Czyli, per saldo, także znacznie droższych. Znacznie droższych nawet gdy cena samej maszyny byłaby np. o połowę niższa. Ale dodaj jeszcze i ten efekt, że CL-550 są pierwszymi (sprawdzonymi już) maszynami, spokojnie gaszącymi, a przynajmniej powstrzymującymi pożary przed ponownym rozpalaniem się, także nocą.

prosi się
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 00:55

Akurat nad Biebrzą wystarczyłyby ze trzy średnie poduszkowce z motopompami. Ewidentna potrzeba jednostki strażackiej zdolnej do przerzutu drogą lotniczą w dowolny rejon.

dim
poniedziałek, 27 kwietnia 2020, 11:41

"Wystarczyłyby" - przy jakim koszcie tony środka gaśniczego czy wody, czy kosztów załogowych, w cyklu życia ? Zresztą lasu z poduszkowca nie ugasisz, otoczony ogniem - np. ponieważ zerwał się wiatr - poduszkowcem nie uciekniesz.

dim
czwartek, 23 kwietnia 2020, 20:07

Poza tym zauważyłbym pewną wspólną cechę ukraińskich i rosyjskich akcji gaśniczych, wobec lasów. To, że są nisko skuteczne, nieskuteczne. Mimo bardzo wysokiego stopnia wyszkolenia i dużej odwagi osobistej lotników. Więc dajcie sobie Państwo Polacy spokój z ich latającym sprzętem gaśniczym. Jest to sprzęt ewidentnie ustępujący czołowym zachodnim.

R
piątek, 24 kwietnia 2020, 17:27

Dim Trollu daruj sobie bzdury z palca wyssane.

F-16
piątek, 24 kwietnia 2020, 14:15

Dum nie do końca wiem z kąd to wszystko wiesz , bo z artykułu to nie wynika , mało tego chyba nikt nie porównywał tu sprzętu zachodniego do ukraińskiego , no może Ew. do polskiego , który tu wyszedł raczej „ blado” nie mamy wysoko wyspecjalizowanych samolotów , ciężkich śmigłowców , ludzi i sprzętu naziemnego , więc akurat twojego komentarza nie rozumiem , chyba ze to reklama

dim
piątek, 24 kwietnia 2020, 16:04

@F-16. Zauważ, że piszę z Grecji. Czyli kraju, który wobec powierzchni czy ludności, do niedawna dysponował największą latającą flotą gaśniczą na świecie. Potem zabrakło środków. Ale ciągle pojawiają się kolejne analizy - porównania, co dokupić czy też jak wyremontować, by ochrona lasów lasów znów zadziałała sprawnie. Połowa z nich rośnie tu na trudno dostępnych lub w ogóle niedostępnych pojazdami górach.

Voodoo
piątek, 24 kwietnia 2020, 13:03

Szanowny Przedmówca lekko się zapedzil....konstrukcja Beriejewa deklasuje wszystko co lata na tzw "Zachodzie" ...nawet Twoja nową ojczyznę gasily parę lat temu o wiele lepszym skutkiem koszt-efektywność jak CL....warto może napisać artykuł jak to nasi "sojusznicy" za oceanem stosowali kruczki prawne aby firmy pożarnicze w US nie mogły kupić BE

dim
niedziela, 3 maja 2020, 01:04

(2 maja) Sprawdziłem właśnie greckie zastrzeżenia do Beriewa. Jedno z zastrzeżeń - nieefektywnie żre paliwo. Co to znaczy nieefektywnie ? Oto podaje się w reklamówkach że zabiera "15 ton środka gaśniczego i paliwa", ale nie podano, że paliwa jest 12 ton :)))))))))))) Czyli co z tego, że co chwila może lądować na morzu, że aby pracować tak samo długo, jak konkurencja, musi zostać najpierw załadowany 12 tonami paliwa, czyli wtedy tylko 3 tonami wody... Tyle wody to zabieają dziś malutkie patrolowce gaśnicze, dzisiejsze odpowiedniki Dromaderów. Natomiast, aby Beriew nabierał tyle wody, co CL-415, czy CL-515, musi najpierw upłynąć połowa jego czasu pracy. Musi wszak jeszcze potem wrócić na czymś do bazy i nie na samych oparach paliwa... A dopiero pod koniec swego czasu pracy zabiera wyraźnie więcej wody niż konkurencja. A gdzie porównanie trwałości ? Rosyjskie maszyny mają ją znacznie niższą, niż Bombardiery. Dotarłem też do porównania śmigłowców rosyjskich z uznawanym za czołowy w Grecji Ericssonem. "Rosyjskie śmigłowce mają 2-3 krotnie niższe koszty, zależnie od rodzaju pracy... ale i 2-3 krotnie niższą skuteczność".

dim
piątek, 24 kwietnia 2020, 16:00

Nasze wypowiedzi nie różnią się - ja nie podałem szczegółów ani Ty. Niemniej poszedłem o krok dalej - zaznaczyłem, że po owym gaszeniu w Grecji 2007 Beriewy były rozważane i odpadły, ze względu na jakieś niedopracowania techniczne. Których nie pomnę, nie jestem z branży. Ogromnie chwalono wtedy, generalnie, rosyjski personel, jako pilotów najwyższej klasy. Zapewne nie tylko z grzeczności. "Koszt efekt", pozostaje jednak, zawsze dotychczas, przy Canadair'ach. Był problem z częściami do nich. Firma zmieniła własciciela, wstrzymano produkcję, dla wznowienia produkcji części oczekiwano zamówienia, na jednoczesny upgrade co najmniej 25 maszyn... Grecy mieli akurat kryzys. Nie wiem ile lata ich obecnie (znacznie mniej). A wiem na pewno, że dobrano kolejne śmigłowce Ericsson. Ruskie są oczywiście tańsze, jednak i adekwatnie gorsze.

Voodoo
piątek, 24 kwietnia 2020, 19:39

Nie miały certyfikatów EASA i FAA....plus za głośne silniki....ale jak już się doszperales info z '07 roku to właśnie Grecy stwierdzili że BE bije na głowę CL mimo że Kanadyjczyk ma ekonomiczniejsze silniki

dim
poniedziałek, 4 maja 2020, 12:33

Ale CL-215, a nie CL-415. A już tym bardziej nie CL-515. Poza tym wtedy panowała moda na Rosję, ówczesny rząd Karamanlisa - juniora, ten który wpakował Greków w kryzys, uparł się także na rosyjskie naftociągi i gazociągi. Choć Rosja naftociąg Burgas -Alexandroupoli od razu traktowała wyłącznie jako ewentualny zamiennik dla ropy, którą przestanie sprzedawać do Polski. O czym pisałem już wtedy pod polskimi serwerami informacyjnymi i wszędzie było to kasowane, zapewne jako "trollowanie". A Rosjanie naprawdę rozważali zakręcenie kurka, zresztą skąd inąd mogliby wtedy wziąć 35 mln ton ropy rocznie, nagle ? - Grecy o tym wiedzieli, ale właśnie zależało im na przejęciu pośrednictwa w handlu tą ropą. Mają największą na świecie flotę tankowców, chcieli budować w Alexandroupoli także rafinerię, potrzebowali NIEZBĘDNIE Rosji do spółki, by chronić to przed Turcją. Więc kokietowali. Na dobre to oczywiście nie wyszło.

dim
czwartek, 23 kwietnia 2020, 19:51

Aby ten artykuł miał sens, należało ten samolot także porównać z popularnymi konstrukcjami zachodnimi. Po pierwsze nowoczesne gaśnicze samoloty tankują z pow. wody, nie ze zbiorników lotniskowych i pomb. Dzięki czemu jeden taki CL-515 wykonuje przeciętnie ponad 98 nalotów nad pożar dziennie. A działają zwykle co najmniej parami - trójkami. Pożar gasić trzeba bardzo szybko, lub gaszenie nosi cechy syzyfowej pracy. Zwłaszcza, że duże pożary wybuchają przy silnym wietrze, a noce znacząco utrudniają gaszenie. Poprzednio (w innym wpisie) podałem, że do tankowania potrzebnych jest 1400 metrów wody (tak podaje wiki). Jest to mylące. W Grecji widzę, że wystarcza mu około 600 metrowe zejście samolotu do wody. Nie wiem skąd różnica ? Zwraca też uwagę znacznie niższa niż w ukraińskim, prędkość gaszenia kanadyjskiego samolotu, przy gaszeniu. Ale co najważniejsze: podczas wielkich pożarów 2007 testowaliśmy (w Grecji) chyba wszelkie spotykane w Europie rodzaje maszyn, w tym te wielkie rosyjskie Beriev'y i Iły. Berievy mają ponoć sporo wad konstrukcyjnych, ale nie pamiętam jakich. Iła główną wadą jest okoliczność, że przy lotniskach nie ma tak ogromnych zbiorników wodnych, ani niema ich skąd ciągle, ciągle napełniać, przy tym powolność napełniania dużych samolotów, tankowanych na lądzie, znacząco zmniejsza ich faktyczną wydajność gaśniczą, wobec tych wodujących. A koszty nabycia są przecież te same. Poza tym łatwiej i taniej jest przygotować dzisiątki akwenów do wodowania, niż dziesiątki lotnisk, z ogromnymi zbiornikami wodnymi (i skąd je szybko napełniać ponownie ?).

czwartek, 23 kwietnia 2020, 22:29

Jest mały drobiazg: ani w Polsce, ani na Ukrainie nie ma akwenów, na których można wodować sporym samolotem.

Orthodox
piątek, 24 kwietnia 2020, 16:05

Sto nalotów w przeciągu nawet całodobowej akcji, to pobieranie wody co 15 minut. Taka częstotliwość, to nawet w przypadku pożaru na Mazurach, czy Pomorzu jest nierealna.

dim
piątek, 24 kwietnia 2020, 00:56

znałem ich trochę osobiście, turysta i żeglarz :)

Dudley
czwartek, 23 kwietnia 2020, 21:59

By tak napełnić zbiorniki to potrzebne są odpowiednie akweny, a z nimi jest u nas krucho, w grę wchodzą Mazury i pojedyncze duże zalewy, bez przeszkód terenowych. Rozwiązanie może i dobre ale nie dla nas. Chyba najlepszym rozwiązaniem ( koszt-efekt ) byłoby kupno MI8/17 z lepszymi ukraińskimi ślinikami. Ale to nie jest możliwe. Za to jest możliwe przekazanie takich śmigieł z wojska i zastąpienie ich przez ch47. I dać je Ukraińcom do modyfikacji wspólnie z wzl1.

Ragozd
piątek, 24 kwietnia 2020, 10:22

Najprościej byłoby kupić odpowiednie czerpaki dla Mi-17 wojskowych. One mogą wziąć 4 tony wody. Komercyjne maszyny które dziś gaszą Biebrze biorą po 500-700kg. Tylko trzeba wtedy szkolić pilotów wojskowych z ich użycia. Czyli z transportu podwieszanych ładunków co jest standardem w każdej nowoczesnej armii.

Orthodox
piątek, 24 kwietnia 2020, 15:44

One nie są komercyjne, tylko kupione przez Lasy Państwowe do celów głównie patrolowych, więc ich możliwości są takie jakie są. Mi-17 mają takie możliwości, jednak nie zostały zadysponowana.

dim
piątek, 24 kwietnia 2020, 01:02

Przykładowy Ch47 jest POTWORNIE DROGI w eksploatacji. Grecy, którzy mają tyle Chinooków, jak myślisz ? Czemu nie wykorzystują ich do pożarów ? A nie jest to specjalistyczny śmigłowiec gaśniczy. Tu potrzeba klasycznych, gaśniczych, latających dźwigów. Szczegóły: patrz np. Ericssony, w Grecji świetnie sprawdzone.

Dudley
piątek, 24 kwietnia 2020, 19:30

A gdzie pisałem że ch47 mają służyć do gaszenia pożarów? Uważam że optymalnym sprzętem do gaszenia pożarów w Polsce jest Mi8/17. Ale ze względów politycznych na pewno ich nie kupimy. Ma je wojsko, które może się ich pozbyć na rzecz PSP, zastępując je większymi ch47. Czy teraz jest to jaśniej sformułowane? Co do akwenów to podaj proszę takowe, w miarę równomiernie rozłożone na terytorium PL. Zdolne do parominutowego niezakłóconego przelotu w miarę prostej linii, bez wysp mielizn i innych przeszkód terenowych. Wbrew powszechnemu mniemaniu Polska ma bardzo skąpe zasoby wody, ma mało zbiorników wodnych , a nawet te które są nie wszystkie będą nadawały się do takich celów, bo potrzeby jest pas długości paru km pewnie trzeba się wczytać w specyfikacje techniczne tych amfibii I są ulokowane ze zrozumiałych względów na południu PL

dim
poniedziałek, 4 maja 2020, 12:40

4 maja. Poprawiam swą poprzednio nieścisłą info. Grecy faktycznie przeznaczyli teraz kilka Chinooków także do celów gaśniczych. Chodzi o to, że te najstarsze nie są już ekonomicznie podatne na modernizację - Boeing żąda po 35 mln USD za sztukę moderki. 37-40 mln kosztuje nowy, nowoczesny samolot gaśniczy. Tymczasem od rządu USA Grecy dostali właśnie (praktycznie dostali, a nie kupili) sporo znacznie nowszych Chinooków, w świetnym stanie. Te najstarsze starsze, już nie bardzo przydatne przeciw nowocześnie uzbrojonym "sojusznikom z NATO", dożynają teraz, mi.in. jako rezerwa dla strażaków. Kupili im 3 nowe kosze na wodę, wielokrotnego zrzutu. Koszt godziny lotu wychodzi około 5,6 tys USD. Dla porównania też bardzo stare Dromadery, też bez amortyzacji, kosztują Greków ponad 1800 USD za godzinę kosztu bieżącego.

dim
piątek, 24 kwietnia 2020, 00:58

Akwenów ci w Polsce dostatek. Trzeba je tylko przygotować. Niektóre oznakować, inne także pogłębić, kilka można zbudować, oczywiście także do roli retencyjnej - irygacyjnej.

Orthodox
piątek, 24 kwietnia 2020, 15:55

Na Podlasiu jest trzeci co do wielkości sztuczny zbiornik w Polsce, zalew Siemianówka. Jego średnia głębokość, pomijając czas suszy wynosi ok. 3m. Najbliższe są jeziora, co i tak jest dobrodziejstwem w porównaniu do większości obszaru kraju.

Tweets InfoSecurity24