Reklama
Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • OPINIA

Bezpieczeństwo, głupcze [OPINIA]

Autor. Robert Fotograf/Pixabay

Tytuł tego artykułu jest świadomą trawestacją hasła kampanii Billa Clintona z 1992 roku – „It’s the economy, stupid”. Wówczas slogan ten miał przypominać sztabowi wyborczemu, że gospodarka jest kluczowym tematem i nie można go spychać na margines. Dziś, w polskich realiach a zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę ostatnie wydarzenia związane z prowokacjami ze strony rosyjskiej, podobnego przypomnienia wymaga bezpieczeństwo. Mamy bowiem do czynienia z sytuacją, w której – mimo trwającej wojny za naszą wschodnią granicą i radykalnych zmian w europejskiej architekturze bezpieczeństwa – temat bezpieczeństwa narodowego wciąż traktowany jest instrumentalnie, jako narzędzie w partyjnych sporach.

Reklama

Stąd też właśnie brak ponadpartyjnego porozumienia i myślenia w kategoriach racji stanu sprawia, że Polska nie posiada spójnego systemu reagowania na zagrożenia. Polityczne wojny plemienne skutkują chaosem: zamiast jednolitej strategii, mamy fragmentaryczne inicjatywy, które znikają wraz ze zmianą ekipy rządzącej. W efekcie nie powstała ani realna wspólnota informacyjna służb specjalnych i policyjnych, ani apolityczny, całościowy audyt wpływów rosyjskich w Polsce.

Dlatego dziś potrzebna jest zmiana priorytetów. Tak jak w latach 90. Amerykanie przypomnieli sobie, że bez stabilnej gospodarki nie wygrają wyborów, tak dziś w Polsce trzeba przypomnieć klasie politycznej, że bez bezpieczeństwa nie ma ani dobrobytu, ani przede wszystkim niepodległości . Bezpieczeństwo jest fundamentem wszystkiego innego – i tylko traktowane jako sprawa nadrzędna może uchronić państwo przed destabilizacją, którą przeciwnicy zewnętrzni próbują wywołać przy pomocy dezinformacji, sabotażu i „złośliwych wpływów”.

Najpoważniejszym deficytem instytucjonalnym pozostaje brak ustawowo umocowanej wspólnoty informacyjnej integrującej wszystkie formacje z uprawnieniami operacyjno-rozpoznawczymi. Bez takiej ramy nie powstaje jeden, spójny produkt wywiadowczy dla decydentów, a rywalizacja resortów zastępuje koordynację. Standardem w państwach sojuszniczych jest zharmonizowane bezpieczeństwo osobowe, jednolite wymogi dostępu do informacji i odgórna dekonflikcja zadań. Polska ma przepisy o ochronie informacji niejawnych, lecz to za mało, jeśli nie towarzyszy im ponadresortowa integracja analityczna i jasny mechanizm priorytetyzacji.

Reklama

Równocześnie zmieniło się środowisko operacyjne. Rosja przesunęła ciężar działań wywiadowczych na operacje wpływu, dezinformację oraz zlecany lokalnym wykonawcom sabotaż. Skala kampanii manipulacji informacją, presja na infrastrukturę krytyczną i próby polaryzacji społeczeństw tworzą mieszankę, której nie da się neutralizować wyłącznie narzędziami „klasycznego” kontrwywiadu. To wymusza reorganizację: wspólny cykl analityczny dla służb cywilnych, policyjnych i wojskowych, ujednolicone standardy danych, stałe centra fuzji informacji i szybkie, wspólne oceny sytuacji dla kierownictwa państwa.

Na tym tle szczególnie dotkliwy jest fakt, że do dziś nie przeprowadzono powszechnie uznanej, apolitycznej i kompletnej analizy wpływów rosyjskich w Polsce. Zamiast spójnego audytu mieliśmy kolejne polityczne zwroty i spory o mechanizmy rozliczenia przeszłości. Efekt jest taki, że nadal nie dysponujemy jednym, konsensualnym dokumentem państwowym opisującym skalę, kanały i skutki wpływów, ani katalogiem praktycznych rekomendacji, które można by wdrażać ponad podziałami. To luka, którą przeciwnik wypełnia za nas.

Dodatkowym ryzykiem pozostaje brak systemowej weryfikacji wielotysięcznych diaspor posługujących się rosyjskimi i białoruskimi paszportami. W naturalny sposób stają się one bazą werbunkową dla rosyjskiego wywiadu, zwłaszcza w warunkach wojny hybrydowej, w której tradycyjne szpiegostwo miesza się z presją psychologiczną, dezinformacją i próbami infiltracji środowisk uchodźczych. Wbrew powszechnym opiniom, antyrosyjskość nie jest postawą charakterystyczną dla wszystkich migrantów z regionu postsowieckiego. W dużych diasporach – obok przeciwników reżimu – mogą znajdować się zarówno sympatycy Rosji , jak i osoby łatwe do wykorzystania z powodów finansowych czy osobistych. Brak konsekwentnej polityki filtracyjnej sprawia, że rosyjskie służby otrzymują gotowe zaplecze operacyjne, z którego mogą korzystać do prowadzenia działań destabilizacyjnych i werbunkowych w Polsce.

Reklama

W realiach wojny informacyjnej bezkompromisowe muszą być także standardy doboru kadr. Czynniki obcego wpływu – trwałe relacje, zależności i powiązania z instytucjami państw autorytarnych – powinny skutkować odmową dostępu do procesów i informacji strategicznych albo co najmniej wzmocnioną, cyklicznie odnawianą kontrolą. Osoby z udokumentowanymi kontaktami z rosyjskimi służbami, w tym FSB, należy wyłączyć z wpływu na politykę bezpieczeństwa. Absolwenci MGIMO i innych rosyjskich uczelni o znaczeniu strategicznym nie są „z automatu winni”, ale w obecnych warunkach powinni podlegać presumpcji ryzyka i jedynie w szczególnie wyjątkowych przypadkach mogą mieć dostęp - tylko po rozszerzonym sprawdzeniu, z wykluczeniem konfliktu interesów i stałym monitoringiem - do instytucji publicznych. To nie stygmatyzacja, lecz podstawowa higiena bezpieczeństwa.

Niezbędne są zmiany systemowe. Po pierwsze, ustawa tworząca Narodową Wspólnotę Kontrwywiadowczą – jedną ramę dla zdolności rozpoznawczych cywilnych, policyjnych i wojskowych, ze wspólnym procesem analizy i jednoznacznym podziałem ról. Po drugie, ujednolicone i zaostrzone kryteria poświadczeń bezpieczeństwa oraz „screeningu wpływowego” dla wszystkich stanowisk wrażliwych – także politycznych – wraz z regularnymi re-certyfikacjami. Po trzecie, aktualizacja Strategii Bezpieczeństwa Narodowego i doktryn odporności na sabotaż, obejmująca ochronę infrastruktury krytycznej, komunikacji, łańcuchów dostaw i odporności społecznej na manipulację informacyjną. Po czwarte, program odbudowy kadr z priorytetem kompetencji językowych (rosyjski, ukraiński, białoruski), cyber, OSINT oraz analityki danych i AI. Po piąte, ustawowe „rezerwy strategiczne” – możliwość mobilizowania emerytowanych funkcjonariuszy do zadań analitycznych, szkoleniowych i doradczych.

Stąd też, obecnie potrzebujemy też przejrzystości i depolityzacji procesu ocen wpływów. Niezależny, a przede wszystkim merytoryczny organ powołany w drodze konsensualnych uzgodnień – z udziałem ekspertów zewnętrznych – powinien cyklicznie publikować raporty (w części jawnej i zanonimizowanej), aby decyzje personalne i organizacyjne były oparte na stałych, porównywalnych danych, a nie doraźnych narracjach. Tylko tak zbudujemy zaufanie społeczne i stabilność instytucjonalną, bez których żaden plan modernizacji nie będzie uzależniony od kolejnych zmian formacji rządzącej

Reklama

Wreszcie należy pamiętać że obrona nie kończy się na mundurze. W scenariuszach najgorszych trzeba myśleć o odporności państwa i społeczeństwa: rozproszonych zapasach, łączności, mobilności, szybkich centrach fuzji danych i komórkach wsparcia w terenie. To nie futurologia, tylko praktyka wynikająca z doświadczeń ostatnich lat.

Jeśli mamy traktować bezpieczeństwo poważnie, potrzebny jest realny pakt bezpieczeństwa, wspólnota informacyjna i twarde standardy personalne bez taryfy ulgowej dla kogokolwiek z cieniem ryzyka. Dziś – po latach sporów i pozorowanych inicjatyw – wciąż nie mamy rzetelnego, ponadpartyjnego audytu wpływów rosyjskich. To trzeba zmienić ustawą, standardami i praktyką, a nie kolejną polityczną wojną. Bez tego nadal będziemy mylić „wojnę plemion” z polityką bezpieczeństwa. Z tej racji należy po raz kolejny przypomnieć, że bezpieczeństwo – jest zbyt poważną sprawą, by powierzać je wyłącznie politykom w imię ich partykularnych interesów.

Reklama